MENU

Dziki Zachód - mój bezkres

Serdecznie witam na mojej stronie po?wi?conej wycieczkom po tak zwanym Dzikim Zachodzie i nie tylko. Znajdziecie tu opisy i zdj?cia z wycieczek do takich miejsc jak Wielki Kanion, Yellowstone, Yosemite, Arches, Zion, Bryce, Monument Valley i wiele innych. Dawno temu za Dziki Zachód uwa?ano wszystkie tereny po?o?one na zachód od rzeki Missisipi. Dzisiaj, atmosfera Dzikiego Zachodu i widoki rodem z westernów nadal s? w USA obecne w takich miejscach jak Utah, Arizona, Colorado, Nevada, Wyoming, Montana czy Po?udniowa Dakota. W przeciwie?stwie do mocno zaludnionych i zurbanizowanych regionów ameryki takich jak Kalifornia, Nowy Jork czy czy te? Chicago, zachodnie Stany Zjednoczone Ameryki wci?? w du?ej mierze ?wiec? pustkami i zachwycaj? swoim bezkresem. Zapraszam!

Historie i fotografie rodzinne

Gotowa jest historia rodzin Wojtaszków, Tarazewiczów, Tarasewiczów, Godlewskich i K?opotowskich, w tym stare fotografie i dokumenty. W miar? mo?liwo?ci mam nadziej? dodawa? coraz wi?cej informacji.

historia rodzin photo link

Kuba wyspa jak wulkan gor?ca

Zapraszam do zerkni?cia na relacj? z mojej wycieczki na Kub?.

cuba photo link

Mój kulej?cy blog

Blog powróci?. Pozostawia troch? do ?yczenia.

blog photo link

IMHO

Polecam forum dyskutyjne www.imho-forum.com.

imho photo link
US Passport
Moje opisy i zdj?cia z wycieczek do takich miejsc jak Wielki Kanion, Yellowstone, Yosemite, Arches, Zion, Bryce, Monument Valley i wiele innych.
Lyck Postcard
  • Drzewo
    Genealogiczne

  • Rodzina
    Wojtaszków

    Rodzina
    Godlewskich

    Rodzina
    K?opotowskich

    Rodzina
    Sta?ców

    Rodzina
    Tarazewiczów

    Rodzina
    Szycik

    Rodzina Tarasewiczów (wpisanych jako Tarazewicz)

    Rodzina
    (nazwisko nieznane)

    Szymon Wojtaszek
    i Marta Lipowska

    ich dzieci:
    Jan, Ignacy, Pawe? Antonina
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Jan Konstancja, Piotr, Feliks, Józefa, Helena
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Aleksander
    B?a?ej Staniec
    i Józefa Kurant

    ich dzieci:
    Marianna
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Stanis?aw
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Katarzyna
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Szymon
    (Imiona rodziców
    nieznane)

    ich dzieci:
    Monika
    Pawe? Wojtaszek i Józefa Godlewska
    ich dzieci:
    Wincenty, Eugeniusz, Teodor,
    Czes?aw, Jadwiga, Wac?aw
    Aleksander K?opotowski i Marianna Staniec
    ich dzieci:
    Aleksandra, Józef, Helena, Boles?awa,
    Janina, Stefania, Henryk
    Stanis?aw Tarazewicz i Katarzyna Szycik
    ich dzieci:
    Mieczys?aw, Helena, Urszula
    Szymon Tarazewicz i Monika (nazwisko nieznane)
    ich dzieci:
    Aleksander, W?adys?aw, W?adys?awa,
    Honorata, Wac?aw, Aldona
    Eugeniusz Wojtaszek i Helena K?opotowska
    ich dzieci:
    Jadwiga Marianna, Regina, Eugenia,
    Wies?aw, Ryszard
    Mieczys?aw Tarazewicz i Honorata Tarazewicz
    ich dzieci:
    Czes?aw
    Czes?aw Tarazewicz i Jadwiga Marianna Wojtaszek
    ich dzieci:
    Andrzej, Wanda, Krystyna Helena,
    Czes?awa, Marek
  • Rodzina
    K?opotowskich

  • Rodzina K?opotowskich

    Aleksander K?opotowski i Marianna Staniec (1877 - 1919)

    ich dzieci: Aleksandra, Józef, Helena, Boles?awa, Janina, Stefania, Henryk

    Helena wychodzi za m?? za Eugeniusza Wojtaszka. Krótki opis historii rodziny K?opotowskich. Histori? rodziny mamy dok?adnie nie znam, bo rodzina taty chocia? ?y?a w wielkim rozproszeniu to mieli?my z nimi cz?stszy kontakt, ciocia Jadwiga i babcia przyje?d?a?y z Warszawy. Stryjowie Teodor i Czes?aw pobudowali dom w D?browie a to tylko 4 km. Rodzina mamy mieszka?a w D?ugoborzu I ko?o Zambrowa, a to prosto przez lasy 14 km. Ale by?a i inna przyczyna, rodzin? taty poznawa?am poprzez z?o?liwe odzywki mamy w rodzaju – masz piegi na nosie, jeste? ruda jak twoja babka Wojtaszkowa, lub nie zawracaj mnie g?owy pytaniami, jeste? gadu?a, jak twój dziadek Wojtaszek. Kiedy mama by?a z?a, cz?sto bra?a na ’’tapet?’’ rodzin? taty. Wszystkie z?e przywary jakie posiada?y?my by?y dziedziczone po rodzinie Wojtaszków a dobre K?opotowskich. Histori? rodziny K?opotowskich zaczn? od B?a?eja Sta?ca, mieszka?ca ??townic, gminy Andrzejewo – parafii Andrzejewo. Posiada? on du?e gospodarstwo licz?ce kilka w?ók ziemi. W?óka = 30 morgom = 18 ha i stadniny koni. Wyje?d?a? w interesach na Krym do Odessy i stamt?d przywióz? ?on?, której ojciec by? Rosjaninem a matka Tatark?, mia?a 1,45 cm wzrostu, d?ugie czarne w?osy, sko?ne czarne oczy, wystaj?ce ko?ci policzkowe. Z tego zwi?zku urodzi?a si? córka Marianna – moja babcia. By?a troch? wy?sza, mia?a 1,50 cm a wygl?d, - mieli?my jej portret, podobna do matki. Kiedy Marianna mia?a 16 lat zmar?a jej matka. Zosta?a sama z ojcem. Wspomnia?am, ?e B?a?ej posiada? konie. Do pracy przy nich zatrudni? m?odego m??czyzn? Aleksandra K?opotowskiego, mi?o?nika i znawc? koni. Pochodzi? on ze wsi Goski parafii rosochackiej, która le?a?a niedaleko ??townicy, zubo?a?y za?cianek szlachecki, le??cy na uboczu. Na gospodarstwie zosta? starszy brat a m?odszy musia? szuka? zaj?cia i ?ony. Aleksander ’’go?y jak turecki pieprz’’, ale wysoki blondyn o niebieskich oczach i lekko kr?conych w?osach, musia? pi?knie wygl?da? na koniu w siodle, zw?aszcza dla dziewczyny lubi?cej konie i jazd? na nich. Marianna zadurzy?a si? bez pami?ci i chocia?, oprócz mi?o?ci do koni i do niej nic wi?cej nie posiada?, wysz?a za niego za m??. Dosta?a w posagu ponad pi??dziesi?t hektarów ziemi ( 3 w?óki ) i wi?ksz? cz??? domu. Niestety oboje nie bardzo sobie radzili. Jedyn? rzecz?, któr? mogli sie pochwali? to konie i powóz. Dopóki ?y? ojciec Marianny nadzorowa? gospodarstwo córki i zi?cia, lecz po jego ?mierci zacz??o si? wszystko sypa?, przybywa?o dzieci. Z opowiada? mamy wynika, ?e babka by?a osob? rezolutn? i zaradn?, ale rozrzutn?. By?a ?wietn? kuchark?, zapraszana by?a jako gospodyni wesel, by?a muzykalna (ca?a rodzina K?opotowskich mia?a pi?kne g?osy). Nie wiadomo dok?adnie, kiedy dosz?o do sprzeda?y gospodarstwa w ??townicy i kupnie kilkunastohektarowego w D?ugoborzu. Wszystko w D?ugoborzu by?o w miniaturze i dom, zabudowania, ilo?? ziemi, wi?c nale?a?o zakasa? r?kawy i pracowa?. Nic takiego nie nast?pi?o. Cz??? pieni?dzy ze sprzedanego w ??townicy maj?tku po?yczono jakiemu? krewnemu, który nigdy ich nie zwróci?. W gospodarstwie nic sie nie udawa?o, przybywa?o tylko dzieci i zosta? powóz i dwa wspania?e konie, którymi je?d?ono w niedziel? do ko?cio?a w Zambrowie. W 1919 r. umiera moja babcia Marianna, maj?c 42 lata. Najstarsza Olesia wychodzi za m??, Józefa zabieraj? krewni z Czartos, Janin? krewni z Mroczek a Helen? – moj? mam?, Sieniccy z Krzeczkowa Mianowskiego i tam poznaje j? mój tatu?, Eugeniusz Wojtaszek. Babcia zostaje z ojcem w D?ugoborzu matkuj?c 8-letniej Stefanii i 5-letniemu Henrykowi.

  • Rodzina
    Wojtaszków

  • Rodzina Wojtaszków

    Szymon Wojtaszek i Marta Lipowska

    ich dzieci: Jan, Ignacy, Pawe?, Antonina

    Pawe? Wojtaszek (1871 - 1928) i Józefa Godlewska (1875 - 1953)

    ich dzieci: Wincenty, Eugeniusz, Teodor, Czes?aw, Jadwiga, Wac?aw

    Eugeniusz Wojtaszek (1902 - 1981) i Helena K?opotowska (1905 - 1996)

    ich dzieci: Jadwiga Marianna, Regina, Eugenia, Wies?aw (1937 - 1996), Ryszard

    Krótki opis rodziny Wojtaszków. Pawe? Wojtaszek urodzi? si? na Kielecczy?nie, we wsi Szaniec ko?o Buska Zdroju. Rodzina by?a ch?opska, mieli kilka morgów ziemi i dorabiali w pobliskim dworze. Ich ojciec by? piwowarem we dworze. Postanowi?, ?e jego trzej synowie musz? nauczy? si? zawodu. Najstarszego Jana odda? jako pomocnika kucharzowi dworu. Jan byl poj?tnym uczniem, opanowa? sztuk? gotowania. Poniewa? pa?stwo mieli kamiennic? w Warszawie i tam wi?cej mieszkali ni? w maj?tku, Jan postanowi? zabra? do Warszawy najm?odszego swojego brata Paw?a, odda? go na nauk? do szewca, a wieczorami Pawe? chodzi? do szko?y. Kiedy Pawe? mia? 17 lat zosta? czeladnikiem, a maj?c 20 lat majstrem. ?redni brat Ignacy zosta? oddany do Kielc na nauk? do stolarza. Historia braci potoczy?a si? ró?nie. Pa?stwo mieli tak?e dom w Odessie i tam wyje?d?ali zabieraj?c Jana. Gdy wybuch?a I Wojna ?wiatowa pa?stwo opu?cili Odess? zostawiaj?c kilka osób ze s?u?by do pilnowania domu. Jan te? pozosta?, ale ju? na zawsze, za?o?y? restauracj? - w okresie mi?dzywojennym napisa? kilka listów. Ten w Kielcach mieszka? ca?y czas, dowiedzieli?my si? troszk? o jego ?yciu. Wnuk jego Emil Wojtaszek by? ambasadorem Polski w Pary?u, a potem ministrem spraw zagranicznych. Z jego wywiadu wynika?o, ?e jeste?my krewniakami. Siostra Genia napisa?a do niego list, odpisa? i potwierdzi? nasze przypuszczenia, ?e jest wnukiem Ignacego Wojtaszka, pozdrowi? wszystkich krewniaków. Bracia Wojtaszkowie mieli siostr? Antonin? o której nic niestety nie wiemy.

    Dziadek Pawe? kiedy zosta? majstrem postanowi? otworzy? swój warsztat. Nie bardzo wiem jak to si? sta?o, ale maj?c 25 lat mia? warsztat i 20 uczniów i czeladników, zawi?za? wspó?prac? z firm? Bata, je?dzi? do Czech i Austri, wykonywa? safianowe, atlasowe pantofelki w bia?ych r?kawiczkach. By?o to w Warszawie na ul. Freta. Niedaleko pracowni dziadka, na ul. Freta by? sklep opa?owy, w którym dziadek zamawia? opa? dla zak?adu. W sklepie tym sta?a za kontuarem szczup?a, drobna m?oda dziewczyna, z w?osami rudo-blond, lekko kr?conymi - nazywa?a si? Józefa Godlewska zwana Józi?, przyby?a do Warszawy z za?cianka szlacheckiego Bie?ki, parafii Rosochackiej. Babcia by?a szlachciank?, zubo?a?? co prawda ale szlachciank?. Jakj babcia znalaz?a si? w Warszawie opisz? przy historii jej rodziny. Pawe? i Józefa pobrali si? w 1898r. Rok pó?niej urodzi? si? stryj Wincenty. Jak ju? pisa?am dziadek du?o podró?owa? i nie tylko w sprawach handlowych. Dziadek by? aktywnym dzia?aczem Cechu i cz?onkiem PPS (Polskiej Partii Socjalistycznej). Zna? wa?niejszych dzia?aczy z tej partii, w tym Kasprzaka i Okrzej?. By? ?wietnym mówc?, agigatorem. By? na spotkaniach z Pi?sudskim (gdy ten zawar? przymierze z ziemia?stwem, nast?pnie roz?am w partii, a Pi?sudski w poj?ciu dziadka by? zdrajc? który zdradzi? interesy robotnicze). Dziadek chodzi? w trójkach, które mia?y za zadanie zdobywanie broni - przygotowywa?a si? rewolucja. Babcia mówi?a, ?e dziadek by? cz?owiekiem rozrzutnym, gra? w bilard. Kiedy si? rodzi? Wincenty dziadek mia? by?, ale go nie by?o, dziecko odbiera?a po?o?na i brat babci Jan, który by? wikariuszem w ko?ciele na Starym Mie?cie.

    Dzia?alno?? polityczna dziadka sko?czy?a si? tragicznie. Zosta? aresztowany i osadzony w Cytadeli w wi?zieniu, w którym osadzano buntowników i w którym powieszono na stokach Cytadeli ostatniego przywódce Powstani Styczniowego Romualda Traugutta. Dziadek by? bardzo bity pejczem zako?czonym ?a?cuchami i blaszkami. Mia? ca?e plecy w bliznach, odbito mu p?uca, uszkodzono nerki. Babcia opu?ci?a Warszaw? i zamieszka?a na stacji Czy?ew. Poniewa? aresztowanym politycznym rekwirowano maj?tki, babcia przepisa?a warsztat na Franciszka, bratanka dziadka. Po pó?rocznym ?ledztwie zwolniono dziadka, ale mia? zakaz mieszkania w Warszawie. Kiedy dziadek by? w wi?zieniu, na stacji Czy?ew urodzi? si? mój tatu?. Babcia tam zamieszka?a, bo ba?a si? mieszka? w Warszawie. Z Czy?ewa ?atwo by?o dojecha? do stolicy i blisko by?o do Bie?k czyli rodziny. Przez t? dzia?alno?? polityczn? dziadek z?ama? nie tylko swoje u?o?one i dostatnie ?ycie ale i przysz?o?? swojej rodziny. W tym czasie dziadek straci? swojego ojca, owdowia?a matka napisa?a aby wróci? do domu. Ca?a rodzina znalaz?a si? w Sza?cu. Dziadek który uzyska? nieco kapita?u z likwidacji zak?adu postanowi? zmodernizowa? dom i tam osi???. Niestety dziadek by? porywczy a jego matka zmienna w obietnicach. Tam urodzi? si? stryj Teodor. By? rok 1905, w Warszawie i innych miastach wybuch?a rewolucja, któr? dziadek przygotowywa?. Powsta?a nadzieja powrotu do Warszawy. A kiedy wojska carskie st?umi?y rewolucj? w Rosji a potem w Polsce i nast?pi?y represje, nadzieja na powrót zanik?a. Babcia wzi??a sprawy w swoje r?ce. Wróci?a do Bie?k, dogada?a si? z mieszka?cami Krzeczkowa-Milanowskiego którzy dali plac pod budow? domu i zaprosili dziadka bo taki rzemie?lnik by? im potrzebny. A wioska le?a?a na g?ównym szlaku komunikacyjnym z gminy Czy?ew, do powiatu w Wysokim Mazowieckim. By?a du?? zamo?n? wsi? a te atuty by?y wa?ne. I tak rodzina Wojtaszków znalaz?a swój azyl. Dziadek zawar? umowy ze sklepami (przewa?nie ?ydowskimi) w Czy?ewie na sprzeda? butów a tak?e robi? i naprawia? obuwie mieszkanców wiosek. O ile babcia stara?a si? pogodzi? z now? sytuacj?, o tyle dziadek ile razy bra? do r?ki pobrudzone ch?opskie buty narzeka? na swoj? dol?. Dokucza?o mu tak?e zdrowie. W Krzeczkowie urodzi?o si? jeszcze troje dzieci: Czes?aw, Jadwiga i Wac?aw, który urodzi? si? po wybuchu I Wojny ?wiatowej w 1919 r. Dziadek pilnowa? aby dzieci chodzi?y do szko?y w Rosochatym do której chodzi?a rodzina babci z Bie?k i do której ona chodzi?a. Starszych ch?opców ju? po uko?czeniu 10 lat sadza? na szewskim sto?ku i uczy? zawodu. Ch?opcy dorastali, zak?adaliu rodziny. Wincenty po o?enku zamieszka? w Rosochatem. Dziadek coraz wi?cej czasu sp?dza? nad Brokiem z w?dk?, wi?c tatu? zarz?dza? warsztatem i m?odszymi bra?mi. W roku 1923 tatu? zosta? powo?any do wojska, s?u?b? odbywa? na Bemowie w Warszawie, cz?sto bywa? u swojej cioci Konstancji na Freta. Potem zosta? skierowany na szkó?k? wojskow?, bo mia? sko?czon? szko?? podstawow? (co wtedy mia?o niewielu). Móg? zosta? oficerem, za czym byli ciotka i matka. Niestety, tato dosta? urlop i przyjecha? do domu. By?o lato, niedzielne popo?udnie, przyszed? kolega i namówi? na spacer nad Brok, gdzie by?a majówka. Muzyka?ci grali, m?odzi ta?czyli, tato przygl?da? si? i zauwa?y? jak?? nieznajom?, drobn? dziewczyn? z czarnym, d?ugim warkoczem przewi?zanym czerowon? wst??k?. Ta dziewczyna nazywa?a si? Helena K?opotowska. Przyby?a do Krzeczkowa do swych krewnych po ?mierci matki. No i tak si? zacz??o. Nie by?o ju? mowy o pracy w wojsku, dziewczyna nie chcia?a mieszka? w Warszawie. Po wyj?ciu z wojska Helena K?opotowska i Eugeniusz Wojtaszek pobrali si? w Rosochackim Ko?ciele. Najpierw zamieszkali w wynaj?tym mieszkaniu w Krzeczkowie i zaczeli budow? domu w Rosochatem, w którym zamieszkali w 1931 r. To byli moi rodzice.

    Poznali si? we wsi Krzeczkowo Mianowskie. W 1926 r. pobrali si? i zamieszkali w tej miejscowo?ci, w wynaj?tym mieszkaniu. Rodzina mamy mieszka?a w D?ugoborzu I ( k. Zambrowa ). Rodzina taty w Krzeczkowie. Tatu? by? rzemie?lnikiem – szewcem. Zawodu nauczy? go jego ojciec Pawe? – warszawski mistrz szewski. Po o?enku tatu? za?o?y? swój warsztat a mama zajmowa?a si? domem. Krzeczkowo by?o tymczasowym miejscem zamieszkania. Tatu? poszukiwa? swojego miejsca. Koledzy z Rosochatego zaproponowali mu plac pod budow? domu, chcieli go mie? u siebie, jako dobrego rzemie?lnika. W Krzeczkowie mieszkali?my 5 lat. Przysz?y na ?wiat trzy córki Jadwiga Marianna, Regina i Eugenia. W 1931 r. dom zosta? wybudowany i zamieszkali?my w Rosochatem Ko?cielnym na Po?wi?tnem. By?a to najstarsza dzielnica Rosochatego skupiona wokó? Ko?cio?a zbudowanego przed 1546 r. ( zabytek klasy 0 ) i szko?y – najstarszy dokument o jej za?o?eniu pochodzi z okresu Ksi?stwa Warszawskiego ( 1807 r. ). Wie? rozci?ga si? po obu brzegach rzeki Brok, po??czone mostem. Cz??? wsi po?o?onej za rzek? nazywano Zawodziem a cz??? le??c? za ko?cio?em Zako?ciele. Na Po?wi?tnem oprócz ko?cio?a i szko?y by? dom ludowy, plebania, remiza stra?acka, mleczarnia, trzy sklepy i cmentarz. Na Po?wi?tnem skupia?o si? ?ycie wsi. Codziennie dzieciarnia wype?nia?a gwarem szko?? i plac przyko?cielny, w ka?d? niedziel? wierni z ca?ej parafii ci?gn?li drogami i ?cie?kami do ko?cio?a. Cz?sto ogl?dali?my ?a?obne pochody na cmentarz. W okresie zimy przedstawienia i pota?cówki odbywa?y si? w domu ludowym a w okresie lata majówki przy remizie. Wtedy bawi?o si? ca?e Rosochate. Przez pierwsze lata rodzice du?o pracy w?o?yli w wyka?czanie domu, studni, budynku gospodarczego, ubikacji – której czysto?? by?a przyk?adem dla ca?ej wsi. Zak?adali sad, ogród warzywny i kwiatowy – mama by?a mi?o?niczk? kwiatów, wi?c nie tylko w ogrodzie, ale i w domu by?o ich pe?no. To wszystko wymaga?o nie tylko pracy, ale i nak?adów finansowych. Tatu? poszerza? zakres dzia?alno?ci warsztatu, przyjmowa? uczniów po 2, 3 i uczy? ich rzemios?a. Robi? obuwie na zamówienie sklepów i czyni? us?ugi mieszka?com ca?ej parafii. By? cz?owiekiem pracowitym, solidnym, dobrym rzemie?lnikiem, wi?c by? lubiany i ceniony przez spo?eczno??. Co szczególnie odczuli?my podczas wojny. Dla nas dzieci by? wspania?ym ojcem, cierpliwym i wyrozumia?ym. By? inteligentnym, uzdolnionym manualnie, oprócz butów, potrafi? robi? jeszcze wiele innych rzeczy, jak drobne sprz?ty domowe. Zajmowa? si? sadem a potem pasiek?. To do taty biegli?my we wszystkich trudnych sprawach. By? chyba jedynym ojcem w Rosochatem, który nie bi? swoich dzieci. Po tak trudnym dzieci?stwie jakie prze?y?, na skutek politycznej dzia?alno?ci swego ojca, kiedy rodzina utraci?a nie tylko podstawy bytu, ale i bezpiecze?stwa, d??y? do zapewnienia nam mo?liwie dobrego dzieci?stwa. Mama wychowana w innym ?wiecie, gdzie rodzice ?yli z wyprzeda?y odziedziczonego maj?tku, je?d??ca powozem do ko?cio?a ( kiedy by?am w 1939 r. w D?ugoborzu na wakacjach, jaka? starsza pani, s?siadka K?opotowskich, powiedzia?a mnie, ?e pami?ta moj? babci?, jak w niedziel? jecha?a do ko?cio?a w Zambrowie powozem zaprz??onym w pi?kne konie z córkami wystrojonymi – tak to by?a prawdziwa pani – rzek?a s?siadka ). To ?ycie po pa?sku mia?o wp?yw na wychowanie dzieci. ?adne z nich nie mia?o ?adnego zawodu. Po ?mierci matki w 1919 r. ?ycie rodziny by?o tragiczne. Troje dzieci musia?o opu?ci? dom znajduj?c opiek? u dalekich krewnych. Reszcie pozosta?o kilka hektarów ziemi, powóz, konie, dom i zabudowania. Mama ros?a w tej atmosferze pozornego dobrobytu. Chocia? borykaj?c si? z problemami ?ycia sama od 15 roku, do 21, kiedy wysz?a za m??, wiele prze?y?a i si? nauczy?a, to nie by?a ?atwym partnerem ?yciowym. By?a osob? kapry?n?, upart?, dominuj?c?, porywcz? i k?ótliw?. Ale umia?a by? mi?a, serdeczna i wspó?czuj?ca. Umia?a zdobywa? sympati? ludzi. By?a pedantk?, osob? do przesady czyst?, wszystko my?a, szorowa?a, nawet buty poddawane by?y praniu. Nasze obej?cie by?o tak sterylnie czyste, ?e nawet kury chodzi?y w butach. Mo?e dzi?ki temu prze?yli?my wojn? bez tyfusu i ?wierzbu, na które zapada?o wiele osób. Mama by?a elegantk?, zna?a si? na rzeczy, dlatego sobie kupowa?a czy szy?a ?adne sukienki, pi?kne pantofle – te szczególnie musia?y by? pi?kne ( t? s?abo?? mam po niej ), nas te? ubiera?a pi?knie. Naturalnie nie sta? nas by?o na wiele rzeczy, ale to co mieli?my by?o dobre i ?adne. Mama nie by?a osob? zdyscyplinowan? – nawet je?li wieczorem planowa?a prac? na nast?pny dzie? to nigdy nie by?o pewne, ?e to zrobi, a raczej, ?e zrobi co? zupe?nie innego. Szczególnie my dzieci odczuwali?my zawód je?li chodzi o jedzenie. Np. by?y jagody – na jutro mia?y by? pierogi jagodowe – ?ni?y nam si? w nocy, ?e je pa?aszujemy. Rano po ?niadaniu biegniemy nad Brok marz?c o pierogach. Niestety na obiad zastajemy zup? szczawiow?, a jagody jemy z cukrem na deser – bo mama ugrz?z?a w ogródku lub zagada?a si? z s?siadk?. Mama nie lubi?a wyra?nie przygotowywa? potraw wymagaj?cych d?u?szych zabiegów a je?li je robi?a jak baby, pyzy, kiszki, to tato wykonywa? cz??? najtrudniejsz?, obróbk? ziemniaków. Natomiast musz? przyzna?, ?e gotowa?a smacznie, zdrowo u?ywaj?c du?o przypraw z jarzyn lub takich jak: pieprz, ziele, listek, mi?ta, kminek, cebula, pietruszka, koperek. Nikt chyba nie potrafi? udusi? tak mi?sa z sosem jak ona. A je?li by?a to jeszcze ciel?cina – to palce liza?. Mama by?a osob? ambitn?. Jej zawdzi?czam, ?e jestem tym, kim jestem, to ona naturalnie przy pomocy ojca, przez wiele lat pracowa?a na pi?tk? dzieci ucz?cych si? daleko od domu. To ona wojskowymi ci??arówkami, towarowymi wagonami, ob?adowana tobo?ami jedzenia i czystej po?cieli i ubra? je?dzi?a przez kilka lat do Bia?egostoku wspieraj?c trzy ucz?ce si? córki, a potem synów. Wracam do Rosochatego. Zaczynamy chodzi? do szko?y. Jestem uczennic? wzorow?, zdaj? z nagrodami. Deklamuj? wiersze, na Pierwszej Komunii czytam przed o?tarzem. Nale?ymy z siostr? do chóru szkolnego, bior? udzia? w przedstawieniach a za inscenizacj? U?ana i panny – odegranej ze Sta?kiem Szulborskim dostajemy nagrod?. Mama jest dumna. Ju? chyba w ca?ej parafii mówi? o mnie, to ta Wojtaszkówna co si? dobrze uczy. Dzieci?stwo up?ywa nam spokojnie – nauka a latem zabawy z pi?k?, ??ki i k?piel w Broku. Anga?uj? si? bardzo w nauk?, nie tylko pomagam m?odszej siostrze Reni ale mam wyznaczone kole?anki s?abo ucz?ce si?. Ju? wiem, ?e b?d? nauczycielk?, lubi? uczy? innych. Nauka jest dla mnie przyjemno?ci?, mam wspania?? pami??, lubi? mówi? i opowiada?, nie mam ?adnych problemów z wyst?powaniem przed audytorium. W 1937r. nasza rodzina powi?ksza si? . Rodzi si? nasz braciszek, Wiesiek. Tato ma syna, którego tak bardzo pragn??, a który w przysz?o?ci stanie si? jego wielkim utrapieniem. Nie przypominam sobie, aby jego urodziny wywo?a?y jakie? wi?ksze zmiany w ?yciu rodziny. W mi?dzyczasie rodzice nabyli kawa?ek ziemi 0,5 h na polu pod lasem – ros?y tam ziemniaki. Co roku na Pa?skie Przemienienie odbywa?y si? wielkie odpusty w naszym ko?ciele – zje?d?ali si? ’’tasy’’ handlarze objezdni ze swymi straganami – ca?y plac wokó? ko?cio?a zapchany by? straganami, by?y koraliki, pier?cionki, grzebyki, spinki, zabawki, cukierki, obwarzanki i pyszne lody. Ju? od d?u?szego czasu sk?ada?o si? grosiki, aby wyda? na odpu?cie, no i ?ebracy – od bramy do drzwi ko?cio?a siadali prosz?c o ja?mu?n?. Zje?d?a?a si? ca?a parafia, przyje?d?ali krewni w go?cin? – wpadali bracia taty, ciocia z W-wy, rodzina z D?ugoborza. Takie odpusty d?ugo si? pami?ta?o. Inn? letni? atrakcj? by?y tabory cyga?skie, które przeje?d?a?y przez Rosochate, niektóre by?y ubogie, pe?ne dzieci, psów, cyganek nosz?cych dzieci w chustach przy sobie. Rozbijali obóz pod lasem na B?otach – chodzili po chatach prosz?c o jedzenie, wró??c. Gospodynie bardzo si? pilnowa?y, aby im nic nie ukrad?y. M??czy?ni sprzedawali patelnie, handlowali ko?mi. Dla nas dzieci to by?a atrakcja. Niektóre tabory by?y bogate, kolorowe, domki na ko?ach z czystymi pierzynami w ?rodku i firankami w oknach. Taki tabor widzieli?my z m??em przeje?d?aj?cy przez Brok w Rosochatem w 1951 r. W jednym z wozów siedzia? pi?kny m?ody Cygan, zatrzyma? si? i powiedzia?: ’’Wsiadaj do wozu pi?kna blondynko, jestem sam, a mój wóz jest pusty’’. Wtedy mój biedny m?? powiedzia?, nie dam Ci jej, bo to moja ?ona, a Cygan wyj?? pi?kn? now? patelni? mówi?c: ’’Daj? Wam t? patelni?, aby?cie wspominali Cygana. Patelnia s?u?y?a nam przez wiele lat, dopiero niedawno Marek j? wyrzuci?. Mieszkali?my na wsi, ale nasz tryb ?ycia by? inny ni? naszych s?siadów. Tato wstawa? rano szczególnie od wiosny i zawsze mia? jakie? prace w ogrodzie, potem szed? do warsztatu. My wstawali?my tak, aby zd??y? do szko?y, która by?a kilkadziesi?t metrów od domu. Latem spali?my d?u?ej. Nie musieli?my pasa? ani g?si, ani krów, nie pomagali?my w polu. Z kole?ankami spotyka?am si? w po?udnie nad Brokiem lub wieczorem na ganku, którego? z domów. Nasz by? obwini?ty dzikim winem a w klatce ?piewa?y dwa kanarki – nie ros?y ja?miny, które uwielbia?am, lub kaliny, ani bzy, bo za bardzo ?mieci?y, za to by?y u kole?anek. W ogrodzie nie ros?y u nas maki, s?oneczniki, dynie, które tak bardzo lubi?am w wiejskich ogrodach, ani malwy, które uwielbia?am ja – nie mama. Ros?y u nas narcyzy, ?onkile, dalie, peonie, go?dziki, lilie. W naszej zagrodzie nie by?o zwierz?t – psów, kotów, kur, g?si, bo one brudzi?y. Zreszt? ?ywno?? kupowali?my. Kurczaki, jajka, mleko, sery u s?siadów a pieczywo i inne produkty w sklepie spo?ywczym, mas?o i ma?lank? w mleczarni. Mama mia?a ogród warzywny, ale teraz, kiedy o tym my?l?, to nie by? nale?ycie z po?ytkiem dla domu wykorzystany, bo cz?sto biega?y?my do s?siadek po takie lub inne warzywo. Widocznie warzywa nie by?y ulubionymi ro?linami mamy. Kiedy zamieszka?am w internacie i cz?sto dawano nam czarn? fasol? na g?sto z jakim? sosem z darów UNR-y , nie mog?am jej je??, bo ja nigdy nie jad?am fasoli – mama jej nie lubi?a. Podobnie by?o z czosnkiem. Pojawi? si? kiedy mama robi?a wiejsk? bia?? kie?bas?, ale nigdy jako dodatek do potraw. Mamy trzustka nie znosi?a go – podobnie jak moja, tylko ?e ja go stosuj?. Jeszcze wróc? do zwierz?t – mieli?my jednego pieska, pami?tam go jak przez mg??, by? ma?y, czarny, kud?aty i nazywa? si? muszka. Kiedy mama rozk?ada?a nam kocyk pod jab?onk? i nas sadza?a, piesek siada? przy nas i szczekaniem oznajmia? gro??ce nam niebezpiecze?stwo. Kiedy? kto? nie zamkn?? furtki i muszka wpad?a wprost pod ko?skie kopyta. Nasza rozpacz by?a ogromna. A mama ju? nigdy po tym nie zgodzi?a si? na ?adnego zwierzaka. W roku 1938 Rosochate prze?y?o ogromn?, radosn? uroczysto?? – 1- go wrze?nia otwarto nowy budynek szkolny. Zbiórka na niego trwa?a kilka lat, uczestniczy?o w niej kilkana?cie wsi z których dzieci chodzi?y do siedmioklasowej Szko?y Powszechnej w Rosochatem. Do kl. I – IV chodzi?y dzieci tylko z kilku wsi a do starszych prawie z ca?ej parafii – niektórzy mieli po 6-7 km. ( Teraz my?l? sobie, jak oni to pokonywali, zw?aszcza zim? ). Chocia? przed wojn? I – IV kl. ko?czy?o wi?cej dzieci a VII to naprawd? niewielu, nawet z Rosochatego nie wszyscy. Dlatego po wojnie tak du?o m?odych ludzi by?o analfabetami, a ja na wieczorowych kursach ich doucza?am, kiedy szko?a podstawowa sta?a si? obowi?zkowa. Nowa szko?a pobudowana by?a na Zawodziu na wzgórzu – wprost na most i ko?ció? – pi?trowa z boiskiem i ogródkiem. By?o pi?? du?ych sal lekcyjnych. W piwnicach dwie pracownie dziewcz?t i ch?opców, cztery sale na dole – po?rodku du?y hol, zako?czony scen?. Na górze jedna sala, pokój nauczycielski i pomieszczenie na pomoce naukowe. Pami?tam jak m?odzie? wspólnie z rodzicami porz?dkowa?a teren, boisko, potem pomagali?my przy ogrodzeniu, zak?adaniu ogródka. Ta szko?a to by?o wspólne dzie?o nauczycieli, kierownika Antoniego Dmochowskiego, nauczycieli Pauliny, Franciszka Krassowskich, Marii Kaczy?skiej, Jadwigi Stachury pó?niej Tymi?skiej. Mia?am bardzo dobrych nauczycieli – zw?aszcza ma??e?stwo Krassowskich – nauczyciele z wizj? i pasj?. Prowadzili chór, organizowali zabawy, uroczysto?ci, przedstawienia, pracownie. Wci?gali w to rodziców. Realizowali wspania?e przedstawienia z m?odzie?? doros??. Mo?e nic dziwnego, ?e maj?c takie wzorce postanowi?am by? nauczycielk?, chocia? wtedy mia?am mo?liwo?? wybra? bardziej op?acalny zawód. Moja nast?pna pasja to s?owo pisane. Czyta?am zapami?tale, od czasu jak próbowa?am odczyta? pierwsze zdania na pi?mie Gospodyni Wiejskiej, które czyta?a mama, czy o Rycerzu Niepokalanej, u babci D?browskiej. Ksi??ki sta?y si? cz??ci? nieodzown? mojego ?ycia. Nast?pnie historia. Moja ciekawo?? tego co by?o, rozbudzona opowie?ciami wieczornymi u taty, wspomnieniami mamy – jej pi?knymi pie?niami o kibitkach, Okrzei, pi?knej pie?ni – Oto dzi? dzie? krwi i chwa?y. Opowie?ci babci Kami?skiej, która z m??em i synem jako bie?e?cy, znalaz?a si? na terenach Rosji w samym ?rodku bolszewickiej rewolucji i widzia?a popalone dwory, ich rabunek i jak ruscy ch?opi u?ywali dworskie nocniki jako naczynia kuchenne. Ja wnuczka socjalisty, cz?onka SPP, wi??nia Cytadeli, zodiakalny Rak musia?am zaj?? si? histori?. Jak ju? wspomnia?am chowa?y?my si? bez bab? i dziadków – bardzo tego kole?ankom zazdro?ci?am. Kocha?am babcie z Po?wi?tnego, biega?am do nich w wolnych chwilach, towarzyszy?am im przy pracy na ogrodach a zim? jak na kó?kach prz?d?y len. S? cz??ci? naszego ?ycia na Po?wi?tnem. Odwiedzam ich groby, jak jestem w Rosochatem. Nasze ?ycie w Rosochatem p?yn??o do?? spokojnie. Zimy by?y bardzo mro?ne i ?nie?ne. Lubi?y?my Bo?e Narodzenie, kiedy przez okna wida? by?o roz?wietlone, ubrane choinki a na pasterk? w?ród ?nie?nych zasp drogami ci?gn??y sanie, brz?cza?y dzwonki u szyi koni a w ko?ciele du?ym, zimnym, wype?nionym po brzegi – rozbrzmiewa?a pie?? ’’Bóg si? rodzi’’. W takie chwile wydawa?o si?, ?e tak b?dzie trwa?o zawsze. Z nami nasz tato, mama. Wiosny by?y wspania?e, wsz?dzie by?o zielono – bia?o i ?ó?to, a potem – ??gi nad Brokiem mieni?y si? barwami t?czy. Wyprawia?y?my si? po szczaw na wzniesienia nad Brokiem a? pod Zalesie. Na Zielone ?wi?tki chodzi?y?my na B?ota po tatarak, aby umai? nasze ganki i obej?cia. Na Bo?e Cia?o na Czerwone Góry, za m?ynem, po rozchodnik i macierzank? na wianki, których si? plot?o nie do pary, dodaj?c kwiaty koniczyny i inne i ?wi?ci?o. Lata by?y upalne, pi?kne z szumem zbó?, chabrami, makami, k?kolami, nad Brokiem kwit?y niezapominajki. Noce czasami by?y gro?ne, z przechodz?cymi strasznymi burzami. Tylko tatu? zachowywa? wtedy spokój. Latem lubi?am patrze? jak ?e?cy wychodz? rano w pole – potem dochodzi?y z pól ?piewy, pokrzykiwania, brz?k kos. Ale najpi?kniejsza by?a jesie?. Nasz m?ody sad ju? owocowa?, dojrzewa?y s?oneczniki, melony, na zagonach z?oto – ?ó?te dynie, ogromne g?owy kapusty. Na polach snu?o si? babie lato a drzewa nad Brokiem stawa?y si? wielobarwne. Czas dojrzewania owoców i ?liwek – które najbardziej lubi?am. Czas grzybobrania, wykopów. Las w Rosochatem nazywa? si? Choiny, ale ja go nie zna?am, do wojny przesz?am tylko jego skrawkiem, kiedy moja kole?anka – serdeczne przyjació?ka, Ania Stpiczy?ska postanowi?a zabra? mnie do swojego domu, na kilka dni, a mieszka?a w Herbasach a droga z Rosochatego do Herbas prowadzi?a przez las. Dzieci z Po?wi?tnego chodzi?y do Choin, ale nam mama nie pozwala?a. Cz?sto w t? sielankow? przyrod?, w ten krajobraz wkracza?a rzeczywisto??, która nie by?a sielankowa. Cz?sto dom nawiedzali ?ebracy, dostawali je??. So?tys wyznacza? im miejsce noclegu u którego? z gospodarzy. U nas najcz??ciej prosili i jedzenie i jakie? stare buty. W?drowali tak?e bezrobotni, czasami m?odzi i wykszta?ceni, jak ten który przez kilka dni r?ba? u nas drzewo, a mówi? ?e jest po studiach, a idzie piechot? do Wilna, w poszukiwaniu pracy. Nauczy? nas piosenki, Wykl?ty powsta? ludu z ziemi, co z siostr? zaprezentowali?my policjantowi z Czy?ewa, na szcz??cie by? to kolega tatusia. Po drogach chodzili tak?e ludzie chorzy psychicznie, jak dwie siostry z Grzyma?, pochodz?ce z du?ej gospodarki, Andzia i Kasia. Andzia mia?a swój rejon ??cznie z Rosochatem a Kasia gdzie? za Czy?ewem. Andzia wiedzia?a, ?e na zim? mo?e liczy? u tatusia na buty. Rok 1939 zacz?? si? od przekazywania niepokoj?cych wie?ci, kto? dosta? list z W-wy, kto? s?ucha? radia. W Rosochatem du?e radio g?o?nikowe by?o w szkole, we m?ynie i mia? ksi?dz. W kilku domach by?y radia na s?uchawki. Ale wa?ne wydarzenia dzia?y si? poza Rosochatem. Rok szkolny zako?czy? si? dla mnie bardzo dobrze. Siostra Renia, która mia?a pewne trudno?ci te? zda?a, Genia zda?a bardzo dobrze. Ja w nagrod? za bardzo dobre ?wiadectwo mia?am sp?dzi? cz??? wakacji w D?ugoborzu u rodziny mamy. Bardzo si? tym cieszy?am, bo z wielu tam krewnych zna?am tylko kilka osób. Dziadka nawet nie pami?ta?am. Mia?am pojecha? po odpu?cie. Kto? z D?ugoborza mia? przyjecha? na odpust i mnie zabra?. ( Podobnych wakacji do?wiadczy?y Hela i Czesia, kiedy by?y w Rosochatem, podczas odpustu zabierano je do D?ugoborza, Wanda nie chcia?a tam jecha?). Nie pami?tam jak sp?dzi?am lipiec, jaki by? odpust i kto mnie zabra? z Rosochatego. Pami?tam D?ugobórz jaki zobaczy?am, niewielki za?cianek szlachecki – 1 km od Zambrowa. Dom rodzinny mamy a w nim dziadka Aleksandra, wysokiego, szczup?ego, oko?o siedemdziesi?tki, cioci? Bolci? star? pann?, wuja Henia wtedy 25 lat, cioci? Stef? wdow? 28 lat, jej córk? Basi? 5 lat. Wuja Józefa chyba nie widzia?am. Rodzin? Jab?eckich, czyli cioci? Olesi? z m??em Janem i ich 6- stk? dzieci starszych i m?odszych ode mnie. By?o mnie tam dobrze, ale by?o lato, a tam tylko laski i piaski, no i koszary, ?liczne na koniach wojsko. Pod D?ugoborzem w lesie poligon i strzelnica. 24. sierpnia do?? rano zjawi?a si? mama, po mnie, niestety ze smutn? nowin?, ?e tatu? zosta? powo?any do wojska i pojecha? do swojej jednostki do Grodna. Wraca?y?my z mam? przez Mroczki, bo mama chcia?a zobaczy? si? z cioci? Jani?, ja j? widzia?am chyba po raz pierwszy. Pami?tam, ?e da?a nam chyba pó? brytfanki ciasta. Nie pami?tam jak dotarli?my do domu, pami?tam, ?e to by? straszny powrót. Warsztat tatusia sta? pusty, najgorsze wra?enie sprawiali klienci, którzy nie widz?c przychodzili. Mo?e dwa dni pó?niej dostali?my wiadomo??, ?e wuj Józef i Henryk te? zostali powo?ani. Zobaczy?am jeszcze tatusia, bo chyba w ?rod? raniutko przyszed? do domu, jechali transportem z Grodna na front gdzie? za Piotrków, ale w Warszawie mieli si? prze?adowywa?, to tatu? wyskoczy?, ?eby nas chocia? troch? przygotowa? do tego co mo?e si? wydarzy?. Kaza? mamie zrobi? zapasy m?ki, kaszy i innych produktów, przygotowa? list? d?u?ników, gotowe wyroby kaza? zatrzyma? i materia?y te?. Przy ogromnym p?aczu po?egna? si? z nami, a mama, polnymi drogami odprowadzi?a go na stacj? w Czy?ewie. Zapami?ta?am go szczup?ego, w tym wojskowym mundurze wygl?da? bardzo m?odo, mia? 37 lat ten mój tato. Jak bardzo za nim t?sknili?my. Wojna zacz??a si? 1go wrze?nia, jeszcze nikt o tym nie wiedzia?, mama wysz?a raniutko, aby zrobi? ostatnie zakupy we m?ynie. Ja mia?am zaopiekowa? si? siostrami i bratem. Przygotowane ubrania na rozpocz?cie roku szkolnego wisia?y na por?czach krzese?. Wysz?am na ganek, by? pi?kny s?oneczny poranek. Na polu Kami?skich na wzniesieniu, pod dzik? grusz? sta? stary Kami?ski. Obok pas?y si? jego krowy, by?o kilka minut po 6 tej – ju? mia?am wej?? do domu, gdy us?ysza?am warkot samolotu, na horyzoncie nad polem ukaza?y si? trzy samoloty a potem trzy ogromne wybuchy, zrobi?o si? ciemno, w powietrzu zacz??y lata? kawa?ki ziemi, darni, zgin?? mnie z oczu Kami?ski z krowami, a samoloty z ogromnym warkotem przelecia?y nad ko?cem naszego ogrodu. Ogarn?? mnie paniczny strach. Pobudzi?am siostry, brat zacz?? p?aka?, z Po?wi?tnego zacz?li wybiega? ludzie i biec w kierunku pola, wtedy us?yszeli?my gdzie? nowe detonacje, pó?niej dowiedzieli?my si?, ?e zbombardowane zosta?y koszary w Zambrowie. Kiedy opad? kurz i rozja?ni?o si?, zobaczyli?my obsypanego ziemi? Kami?skiego i jego krowy, a ze szko?y podano wiadomo??, ?e zacz??a si? wojna i rozpocz?cia nowego roku szkolnego nie b?dzie. Przera?ona mama przybieg?a w obawie, ?e nam si? co? sta?o. Tak wi?c 1-go wrze?nia 1939 r. pogrzebano moje dzieci?stwo. Musia?am stan?? obok mamy i troszczy? si? o byt i bezpiecze?stwo naszej rodziny. Dzia?ania wojenne by?y krótkie, przez kilka dni bombardowano stacj? Czy?ew, miasto Czy?ew, koszary w Zambrowie, przemyka?y jakie? resztki taborów wojska, którego? ranka rozleg?a si? strzelanina. Kule ?wista?y, kiedy zobaczono niemieckie czo?gi na drodze do Bie?k, skryli?my si? do piwnicy D?browskich. Potem ko?cielny powiedzia?, ?e za murowanym ogrodzeniem ko?cio?a, odpoczywa?o kilkunastu kawalerzystów i to oni ostrzeliwali te czo?gi, czo?gi zawróci?y i zapanowa?a cisza. Za kilka dni, nie pami?tam za ile zobaczyli?my niemieckie motocykle, osobowe samochody i maszeruj?cy oddzia? w szarych mundurach stukali tak o bruk, ?e u nas szyby dr?a?y. Maszerowa?o to w?ród strasznej ciszy, jakby wie? wymar?a, nawet psy si? pochowa?y. Na ko?cu przyjecha?y samochody ci??arowe. Potem znów by?a cisza, a? chyba ko?o 20 wrze?nia rankiem zobaczyli?my jakich? dziwnych ?o?nierzy z karabinami na ramionach, spytali mam? w jakim? dziwnym j?zyku, a mama im odpowiedzia?a. Potem mama nam powiedzia?a, ?e przyszli Ruskie, sk?d si? wzi?li Rosjanie – nikt przecie? nie s?ysza? o planie Ribentrop - Mo?otow. Ruskie przyszli i zostali. Na Bugu powsta?a granica. Znów Polska zosta?a podzielona mi?dzy Ruskimi a Niemcami. Zostali?my nazwani Zapadn? Bia?orusi?. Otworzyli szko?y przysy?aj?c swojego nauczyciela Wiaczes?awa Wa?czukiewicza z Mi?ska. Zacz?li?my poznawa? bukwy i histori? Wielkiego Zwi?zku Radzieckiego, w Rosochatem powo?ano Sielsowiet i zamiast sklepu – kooperatywa. W szkole by? sztandar z sierpem i m?otem i portrety Marksa, Lenina i Stalina. Umieli?my dwie zwrotki hymnu radzieckiego, znali?my wszystkie republiki, morza, jeziora, rzeki, wyspy, pó?wyspy, góry, znali?my wielkich wodzów i to by?o to minimum, które mia?o nas uratowa? z opresji w razie wizytacji w?adz. Radziecki nauczyciel okaza? si? sympatycznym cz?owiekiem, zamieszka? u naszych s?siadów D?browskich Adolciów. Znale?li?my si? niedaleko tzw. zielonej granicy, cz?sto w nocy pukali do drzwi Polacy, którzy uciekali z tak zwanych Kresów, bo miejscowa ludno?? ukrai?ska czy bia?oruska dokonywa?a zemsty. Uciekali do Warszawy. Z naszych mieszka?ców te? wielu znalaz?o tam azyl. Nasili?o si? to zw?aszcza po pierwszej wywózce na Sybir. Z naszej miejscowo?ci wywieziono cztery rodziny. Niestety nie wszyscy wrócili. Podczas dzia?a? wojennych Niemcy zbombardowali D?ugobórz pal?c ca?? wie?. Zgin?? m?? cioci Oksi – Jan. Rodzina mamy zosta?a bez dachu nad g?ow?, zamieszka?a we wsi Tarnowo, starym domu Godlewskich, u których by?a ciocia Jania. Wie? ta le?y w parafii Rosochate oddalona 7 km, wi?c w czasie wojny z Reni? do nich chodzili?my. Mieszka?cy D?ugoborza zamieszkali w ziemiankach. Kilku m??czyzn z Rosochatego wzi?tych na wojn? ju? we wrze?niu z niej wróci?o. Jedna ?ona zosta?a powiadomiona, ?e jej m?? zgin??, inny ju? napisa?, ?e jest w niewoli. Zbli?a?o si? Bo?e Narodzenie, oczekiwali?my z dr?eniem serc na jak?? wie?? i przed samymi ?wi?tami dostali?my kartk?, ?e tato ?yje, jest zdrów, w Stalagu VIII za Berlinem. Nale?a?o by? cierpliwym, czeka? i przetrwa?. Co wcale nie by?o ?atwe. Nie brakowa?o chleba, mleka, ziemniaków, ale brakowa?o nafty, cukru, soli, obuwia, odzie?y, ?rodków czysto?ci. Zacz?to produkcj? domow? myd?a, w ruch posz?y krosna – modny sta? si? samodzia?, na nogach pojawi?y si? drewniaki, ruskie walonki, wróci?y do mody ko?uchy, ko?uszki, pi?knie zdobione. Zamiast lamp naftowych – karbidówki, zamiast cukru – sacharyna. Na g?owach puszyste czapki i berety angorowe. Zacz?to masow? produkcj? wyrobów szyde?kowych i na drutach. Moja mama mia?a druty i szyde?ka, wi?c nas nauczy?a robi? skarpety i r?kawiczki, czapki. Potem nauczy?am si? robi? bluzki, swetry, spódnice – poniewa? moje siostry nie wykazywa?y wi?kszych w tym kierunku zdolno?ci, wi?c ubiera?am ca?? rodzin?. Przez dwa lata sowieckiej w?adzy chodzili?my do szko?y, a poniewa? uczyli nas ci sami nauczyciele co przed wojn?, to poziom by? do?? wysoki, pomimo ci?g?ych braków podr?czników i materia?ów pi?miennych. Tak?e kiedy 21 czerwca 1941 r. Niemcy przekroczyli granic? na Bugu zaczynaj?c wojn? ze Zwi?zkiem Radzieckim, mia?am sko?czon? szko?? podstawow?. Wojna zacz??a si? z zaskoczenia, tak jak z Polsk?, wi?c ju? chyba nast?pnego dnia, po chaotycznej ucieczce niedobitków wojsk radzieckich, drog? przez Rosochate przejecha? zwiad a potem kolumna wypucowanych, p?owych Niemców o stalowych oczach, spogl?daj?cych spod he?mów – marsz zwyci?zców. Zacz??a si? okupacja niemiecka. Nasz obszar w??czono do III Rzeszy, wprowadzono godzin? policyjn?, zamkni?to wszystkie szko?y. Na wioski na?o?ono ogromne kontyngenty. Polakom nie wolno by?o je?? mas?a, mi?sa, te produkty trzeba by?o odda? a niepos?usznych karano bardzo surowo. Polacy starali si? te nakazy obej?? – wi?c szczególnie wie? nie cierpia?a g?odu. Zorganizowano nauk? na tajnych kompletach, których by?o kilka, na ró?nym poziomie. Ja uczy?am si? na poziomie I gimnazjum, siostra Genia uzupe?nia?a podstawówk?, a Renia nie chcia?a chodzi?. Komplety obejmowa?y nauk? tylko nieliczn? grup? m?odzie?y, reszta nie uczy?a si?. Na tych tajnych kompletach sko?czy?am 3 klasy gimnazjum, siostra Genia 6st? klas? podstawówki. Okupacja niemiecka by?a dramatycznym prze?yciem dla wszystkich, ale najbardziej dla dzieci i m?odzie?y. W Rosochatem i okolicach zamieszka?o troch? ludzi, nawet rodzin z Generalnej Guberni a w?a?ciwie z Warszawy. Niektórzy w??czyli si? w dzia?alno?? AK a inni okazali si? niemieckimi szpiegami. Po osaczeniu przez Niemców partyzanta AK – Franka Zar?by i jego zabiciu, sta?o si? jasne, ?e szpiedzy s? w?ród nas. Egzekucj? wykonano na dwóch rodzinach, podaj?cych si? za Warszawiaków a trudni?cych si? drobnym handlem. Rodzina taty prze?y?a ca?a bombardowanie Warszawy i cz?sto nas odwiedzali, przewo??c ró?ne towary za ?ywno??, której w Warszawie brakowa?o. Najodwa?niejsz? okaza?a si? babcia Konstancja, z któr? nawet ciocia Jadzia czu?a si? pewniej. Stryj Teodor opu?ci? Warszaw? i zamieszka? w swoim domu w D?browie. Maj?c trójk? ma?ych dzieci trudno mu by?o tam wy?y?. Stryjowie Czes?aw i Teodor pomagali nam podczas okupacji, pomaga?a nam rodzina Sienickich, s?siedzi, tatusia klienci. Naoko?o dzia?y si? rzeczy straszne i okrutne. Zacz??am zach?annie czyta? – po?ycza?am ksi??ki od nauczycieli, ksi??y, siada?am na ganku – nauczy?am si? czyta? przy ksi??ycu i do pó?na czyta?am. Kartki od tatusia przychodzi?y do?? regularnie. Czasami by?y wi?ksze przerwy, które budzi?y w nas niepokój. Potem dowiedzieli?my si?, ?e te przerwy spowodowane by?y taty ucieczkami, których by?o dwie, z których druga sko?czy?a si? przy próbie przep?yni?cia Warty ko?o Poznania. Zbli?a? si? rok 1942. Ostatnia kartka przysz?a z obozu gdzie? w Prusach. Min??y ?wi?ta, by? pó?ny wieczór sylwestrowy, gdy kto? zapuka? do drzwi, to by? tatu?. Nasza rado?? nie mia?a granic. Ogromn? rado?? z jego obecno?ci przy?miewa?a ?wiadomo??, ?e musi si? ukrywa? i co b?dzie jak si? nie uda. Któ? wtedy móg? przewidzie?, kiedy i jak ta okupacja si? sko?czy. Rado?? z odzyskania tatusia trwa?a dwa miesi?ce. Kiedy nic si? nie dzia?o wydawa?o si?, ?e mo?e si? uda. Na pocz?tku marca zima jakby powróci?a, by?o mro?no, zadyma i zawieja ?nie?na. Wieczorem tatu? przyszed? zobaczy? si? z nami i zmieni? bielizn? i zdecydowa? pozosta? do rana, gdy? jak stwierdzi? w tak? pogod? nawet pies siedzi w budzie. Widocznie tatu? lepiej zna? zwyczaje polskich psów ni? niemieckich ?andarmów. Niestety o 3:00 nad ranem przyjechali i tatusia zabrali wyzywaj?c go i popychaj?c w?ród naszych krzyków i rozpaczy. Jeden z nich zwany przez Polaków Juliuszem kaza? mamie jutro przyj?? na ?andarmeri?. Tam mama dowiedzia?a si?, ?e tatu? b?dzie siedzia? w areszcie tak d?ugo, a? przyjedzie po niego stra?nik obozowy. Po dwóch tygodniach dostali?my pozwolenie odwiedzenia tatusia. Wygl?da? okropnie, ale powiedzia? nam, ?e jeden z wi??niów zachorowa? na tyfus ( a Niemcy si? tyfusu okropnie bali ), tak mu powiedzia? ten ?andarm Juliusz, który by? Austriakiem i ?eby mama za?atwi?a z lekarzem – poda? nazwisko lekarza, aby uzna?, ?e tatu? te? jest chory. Mama z wa?ówk? uda?a si? do lekarza, ten uzna? tatusia chorym i kazano go zabra?. Dano dwa tygodnie na leczenie, potem przed?u?ono jeszcze o dwa. Tatu? wraca? do si?, a w?a?ciwie spieni??y? jeszcze troch? towaru jaki si? uchowa?. Porozumia? si? z bra?mi, aby nam wi?cej pomagali i zdecydowa? si? pojecha? do obozu, aby nas nie nara?a? na niebezpiecze?stwo. ?andarmi przyjechali, ale nie do nas, tylko do ksi?dza, Stasia, ksi?dza gospodyni przysz?a i powiedzia?a, ?e chc? si? z tatusiem widzie?. Tatu? poszed? i powiedzieli mu, ?e za dwa dni ma si? stawi?. Kiedy tatu? wychodzi? wyszed? za nim Juliusz i si? spyta? co tatu? ma zamiar robi?. Tatu? odpowiedzia?, ?e jedzie, wtedy Juliusz powiedzia?, ?e robi ?le. Tam czeka go karny obóz i kto wie co si? mo?e zdarzy?, wojna si? szybciej sko?czy ni? wszyscy my?l? i ?e powinien zosta? w?ród swoich, tylko musi by? ostro?niejszy. Tatu? jeszcze porozmawia? z ksi?dzem i zosta? – tylko my?my nic o tym nie wiedzieli, to znaczy my – dzieci. Kiedy tatu? si? pakowa? i odprowadzany przez mam? odchodzi?, p?akali?my okropnie. Po dwóch tygodniach mieli?my wizyt? ?andarmów, mamy wtedy nie by?o, poszperali w domu na strychu, pytali si? gdzie ojciec – pojecha? – mówili?my. Ale ja zacz??am podejrzewa?, ?e chyba nie – bo kombinowa?am, ?eby pojecha? to by go nie szukali, przyjechali jeszcze raz, ale nigdy nie przyjecha? Juliusz – Austriak. No i mama nie oczekiwa?a na ?adn? wiadomo??. Dopiero we wrze?niu dowiedzia?am si?, ?e tatu? jest, kiedy codziennie nosi?am mu obiad do lasu, gdzie przygotowywa? nam drzewo na opa?. Ukrywa? si? w domach partyzantów, na koloniach w Herbasach i tam o ma?o nie wpad?, kiedy wi?kszo?? m?odych ludzi aresztowano i wywieziono do obozów w tym moj? przyjació?k? Ani? Stpiczy?sk? z siostrami. W 1943 r. urodzi? si? mój brat Ryszard, armia wojsk niemieckich pod wodz? Paulusa posz?a do niewoli, ocala? Stalingrad w w?a?ciwie obroni? si?, pod Kurskiem ?o?nierze radzieccy rozgromili wojska pancerne Niemiec. Front wschodni, ju? na jesieni zbli?a? si? do dawnych granic Polski. Niemcy byli wci?? w odwrocie. Nie pami?tam wydarze? zimowych 1943/44 r., ale na wiosn? ofensywa wojsk radzieckich przy?pieszy?a. W?ród Niemców przebywaj?cych na naszych terenach da? si? wyczuwa? niepokój. ?andarmów ju? nie by?o wida?. W roku 1943 zmar? nasz ksi?dz proboszcz, Julian Modzelewski, cz?owiek pochodz?cy ze dworu, wykszta?cony, my?l?, ?e przez utrzymywanie kontaktu z Niemcami, ocali? nie jedno ?ycie ludzkie. Ksi?dz utrzymuj?cy o?ywione kontakty z dworem w Gromadzynie i dworem rodziców Wojciecha Jaruzelskiego w Trzecinach. Ksi?dz, który podczas wojny sprowadzi? na plebani? swoj? córk? Monik?, dlatego moja siostra Genia przebywa?a wi?cej czasu na plebanii ni? w domu – by?y w tym samym wieku. Matk? Moniki by?a gospodyni ksi?dza – Stasia. Co dziwne w Rosochatem chyba wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt tego tematu nie porusza?. Na kompletach ksi?dz uczy? nas ?aciny i niemieckiego, wynagrodzenia za to nie bra?. Dzia?a? czynnie w AK. W czerwcu 1944 r. sko?czyli?my na kompletach kl. III gimnazjum – front zbli?a? si?, by? gdzie? mi?dzy Grodnem a Bia?ymstokiem. Przez Rosochate przep?dzano stada byd?a ze wschodu, jecha?y jakie? dziwne wozy w postaci kosza, zaprz??one w jednego konika, siedzia?y w nich w?ród tobo?ów, wymalowane jakie? kokoty a dziwnie ubrani ?o?nierze, byli za furmanów. Niemiec, który nadzorowa? z pejczem budow? szosy Czy?ew – Mazowieck, a mieszka? w Krzeczkowie ze swoj? polsk? kochank? – wyjecha? w nieznane. Którego? dnia rano wjecha? na nasze podwórko – ogromny czo?g niemiecki i wyskoczy?o z niego 9-ciu czo?gistów w szarych mundurach z trupimi czaszkami, jednostka SS. Zaj?li nasz pokój i dwa tygodnie odpoczywali, by?o ich pe?no w Rosochatem. W szkole by?o dowództwo i kuchnia. By?a to jednostka pancerna, która na bagnach pod Bobru?skiem zosta?a otoczona, zdziesi?tkowana i dosta?a od swojego wodza, Hitlera dwa tygodnie odpoczynku. Opowiadali tatusiowi, który ju? pracowa? w domu o tamtych prze?yciach. To nie byli ci Niemcy, którzy szli na wschód i stukali buciorami o rosochacki bruk, to byli Niemcy po ci??kich przej?ciach, ?wiadomi bliskiego ha?bi?cego ko?ca. Na ich niemieckie domy spada?y bomby, a ich czeka? front na ?om?y, gdzie mieli by? przerzuceni. Przyspieszaj?c bieg wydarze? zapomnia?am napisa?, ?e zmar? nasz dziadek, Aleksander K?opotowski a rodzina mamy ju? mieszka?a w D?ugoborzu w odbudowanym domostwie. Niemcy wyje?d?aj?c uprzedzili nas, ?e po nich przejd? oddzia?y W?asowców – Ukrai?ców, którzy b?d? podpala? i gwa?ci? kobiety. Tymczasem front by? ju? tak blisko, ?e noc? wida? by?o ?uny na niebie i s?ycha? wybuchy ci??kich dzia?. Na Po?wi?tnem ludzie pochowali co lepsze rzeczy w do?ach, kilku m??czyzn zosta?o na stra?y z okupem, a my uciekli?my kryj?c si? po brzezinkach pod Bie?kami. Ludzie, byd?o, konie. Dowiedzieli?my si?, ?e W?asowcy ju? poszli, ale ?e za Brokiem, pod lasem, ci?gnie si? linia frontu od Kaczyna a? po Czy?ew. Ale najgorsze sta?o si? i to na oczach wszystkich. Niemcy wysadzili ko?ció?, zabytek klasy 0. Rozleg? si? straszny huk, ?rodek ko?cio?a wypi?trzy? si? do góry – wyrzucaj? kawa?ki ?awek, o?tarzy, dachu, potem zapad? si?, a ko?ció? ogarn??y p?omienie. Ludzi ogarn??a rozpacz. Wieczorem mi?dzy dziesi?tkami niezwiezionego zbo?a, przy niebie roz?wietlonym rakietami i ostrza?em snajperów wrócili?my na Po?wi?tne, aby skry? si? w piwnicy D?browskich. Podci?gn?li ?o?nierze radzieccy, za cmentarzem ulokowali katiusze i zacz??o si? frontowe piek?o. Niemcy systematycznie podpalali budynki – zapalaj?c? amunicj? – Rosochate p?on??o. Po dwóch dniach ?o?nierze radzieccy, noc? wyprowadzili nas poza lini? frontu, do wsi Wybytki – 6 km. Kiedy wrócili?my po dwóch tygodniach zastali?my zgliszcza, popalone domy, budynki gospodarcze, zwierz?ta domowe. Ma?o budynków ocala?o, nasz dom ocala?, ale krowa, która zosta?a w sadzie by?a strasznie ranna. Ludzie zamieszkali w piwnicach ( wiele gospodarstw je mia?o ) lub w zadaszonych ziemiankach. Dowiedzia?am si?, ?e w Bia?ymstoku czynne s? ju? szko?y. 15 pa?dziernika 1944 r. opu?ci?am dom rodzinny rusk? ci??arówk? za pó? litra bimbru rozpocz??am nowy etap ?ycia w Bia?ymstoku. W Rosochatem zosta?a reszta rodziny. Tatu? zacz?? pracowa?, Genia chodzi? do Gimnazjum w D?browie, Wiesiek do podstawówki, Renia na nauk? do krawcowej a Rysio by? male?ki. Rodzina tatusia prze?y?a powstanie, tylko wuj Stach zosta? zabity. Utracili jednak wszystko. Ciocia Jadwiga za?o?y?a now? rodzin? i zamieszka?a w Bia?ymstoku. Za ni? przyby? stryj Teodor z rodzin?. Tatu? pracowa? – najpierw mia? swój warsztat, potem musia? doje?d?a? do Mazowiecka do pracy w Spó?dzielni Rzemie?lniczej, gdy? prywatno?? by?a niemile widziana. Poniewa? zaistnia?a mo?liwo?? kszta?cenia, bo nauka sta?a si? bezp?atna, internaty bezp?atne, dostawa?o si? stypendia, wysi?ek rodziców móg? si? skupi? na uko?czeniu przez nas odpowiednich szkó?. A to wi?za?o si? z opuszczeniem rodzinnego domu. Wyjecha?am ja, a potem Renia – uczy?a si? prywatnie u krawcowej. Kiedy ja sko?czy?am gimnazjum zacz??am nauk? w Liceum Pedagogicznym. Mieszka?am na ul. Orzeszkowej. Ostatni rok zamieszka?am w internacie. Kiedy ja sko?czy?am nauk?, przyjecha?a Genia. Uczy?a si? w Liceum Administracyjnym. Wtedy rodzice odkupili mieszkanie od znajomej na ul. Warszawskiej. Po uko?czeniu liceum w 1947 r. wybra?am swoje miejsce pracy E?k – miasto na Mazurach. Jednak pierwszy rok pracowa?am w Kalinowie, a w Kielach ( 8 km od Kalinowa) pracowa?a moja kole?anka Irena Iwanówna. W 1948 r. wysz?am za m??, za Czes?awa Tarazewicza, pracownika Inspektoratu Szkolnego. Zamieszka?am w E?ku i podj??am prac? w Szkole Nr 1. W roku 1949 wychodzi za m?? siostra Regina. Jej m??em zostaje Leopold ( zwany Leonem ) Kosi?ski z zawodu krawiec. Mieszkaj? na ul. Warszawskiej. W roku 1950 Genia ko?czy liceum i dostaje prac? w Woj. Komitecie Odbudowy Warszawy. W roku 1951 wyje?d?a skierowana s?u?bowo do Zielonej Góry. Tam pracuje przy organizacji Komitetu, poznaje Miko?aja Sweryda – Poznaniaka i w 1952 r. wychodzi za niego za m??. W Rosochatem, w domu rodzinnym pozostali rodzice i Wiesio z Rysiem. Du?a odleg?o?? zamieszkania powoduje, ?e kontakty osobiste s? sporadyczne. Siostry po wyj?ciu za m?? i urodzeniu dzieci nie pracuj?. Miko?aj ko?czy studia i awansuje bardzo szybko, a? do Wojewódzkiego Komendanta Milicji. Maj? pi?kne mieszkanie w willi na ul. Klonowej. Leon ko?czy wieczorow? szko?? handlow? i zostaje kierownikiem sklepu z ubraniami – na ul. Sienkiewicza – dostaj? nowe mieszkanie na Podle?nej. Rodz? si? wnuki. W E?ku Andrzej, Wanda, w Bia?ymstoku Witold, Waldemar, w Zielonej Górze Jaros?aw, Karol. Je?li chodzi o wnuki to od 1949 r. kiedy urodzi? si? Andrzej a? do urodzin Ilony córki Rysia by?o ich pi?tna?cioro. Andrzej, Wanda, Hela, Czesia, Marek, Witold, Waldemar, Jolanta, Jaros?aw, Karol, Wiktor, Halina, Alina, Artur, Ilona. Nie pami?tam w którym roku zjecha?o si? nas chyba z pi?tna?cie osób. Troska rodziców o nas towarzyszy?a im przez ca?e ?ycie, przyjmowali wnuki na wakacje, co Leonek potrafi? wykorzysta? maksymalnie, wspierali nas jak mogli. My te? ?pieszyli?my im z pomoc?. Ja zabra?am Wie?ka do E?ku, kiedy po sko?czeniu szko?y zawodowej szuka? pracy. Dali?my mu mieszkanie, wikt i opierunek, Czesiek za?atwi? mu prac?. Genia zabra?a Rysia do Zielonej Góry, tam sko?czy? Technikum Budowlane, znalaz? prac? i zamieszka?. Obaj za?o?yli rodziny. Czesiek za?atwi? ceg?? w cegielni w Pisanicy i w 1958 r. tatu? pobudowa? budynek gospodarczy. Pos?a? dwa ule, daj?c pocz?tek ma?ej pasiece jaka powsta?a, a ma?a Wanda siedz?c na ?awce przed domem stwierdzi?a ’’?e u dziadka du?o osów’’. Ostatni zjazd rodzinny mia? miejsce 1976 r. w 50t? rocznic? ?lubu rodziców. Z tego zjazdu zosta?o du?o zdj??. Niestety nie wszystkie dzieci w nim uczestniczy?y.

    Te pierwsze lata powojenne nie by?y ?atwe. Kraj by? zrujnowany, wi?ksze miasta i przemys? w gruzach. Dopiero na wiosn? 1945 r. mog?am przyjecha? do domu towarowym poci?giem, maj?c za siedzenie dwie ceg?y z ruin dworca w Bia?ymstoku. Nawet gdy ruszy?y poci?gi osobowe, to podró? by?a niebezpieczna, bo móg? j? przerwa? napad jakiej? bandy uzbrojonej, podszywaj?cej si? pod AK. Dzia?alno?? tych band powodowa?a, ?e m?odzie? z kompletów, nauczyciele opuszczali Rosochate, aby rozpocz?? nowe ?ycie i co? osi?gn??. Z przeludnionych wsi wyje?d?ali m?odzi ludzie szukaj?c pracy i lepszego losu. M?odzi nie wykszta?ceni ch?opcy, synowie poprzez Hufce Pracy uczyli si? zawodu, mogli ko?czy? szko?y. Przed wojn? m?odzie? wiejska takich szans nie mia?a. Nauka w gimnazjum kosztowa?a miesi?cznie 20 z? a utrzymanie drugie 20 z? = 40 z? miesi?cznie, tyle kosztowa? tzw. tucznik. Wi?c ile tuczników ch?op musia? sprzeda?, aby op?aci? rok nauki. Moi rodzice te? pewnie nie daliby rady kszta?ci? pi?cioro dzieci poza domem. Po naszym odej?ciu z domu rodzice mieli l?ej, co nie znaczy, ?e nasze domy omija?y problemy, jak choroby, ?mier?. W roku 1960 zmar? mój m?? Czesiek. Zmar? prawie nagle, na p?kni?ty wrzód ?o??dka, podczas operacji, mia? 33 lata. Rodzice po?pieszyli mnie z pomoc?, przyjmuj?c na wakacje moje dzieci, co pozwoli?o mnie sko?czy? studia. Najm?odszy syn Marek przebywa? u nich do 7-go roku ?ycia, a wi?c przez trzy lata. Chyba w 1967 r. tatu? przeszed? na emerytur?, pracuj?c na pó? etatu – ju? w domu, nie musia? doje?d?a? do pracy. Sytuacja materialna rodziców polepszy?a si?. Wnuki zacz??y dorasta? i korzysta? z ró?nych form sp?dzania wakacji, jak obozy, kolonie, wczasy z rodzicami. Ka?de z?e wydarzenie w rodzinie mia?o wp?yw na jej cz?onków. Coraz cz??ciej zdarza?y si? pogrzeby. W naszej rodzinie zmar?a ciocia Jania, Bolcia, wuj Heniek z rodziny tatusia, zmar?a babcia Józia w 1953 r., ciocia Jadwiga w 1957 r., stryj Teodor nie pami?tam w którym roku i stryj Czes?aw, który zgin?? w wypadku drogowym pod Mazowieckiem. Mama ci?gle utyskiwa?a na serce i z s?siadkami z Po?wi?tnego odwiedza?a ró?nych lekarzy. Tatu? nie skar?y? si?, ale wygl?da? nieszczególnie. 2. 08. 1978 r. wyjechali?my w d?ug? podró? po Polsce i NRD. Zajechali?my po drodze do Rosochatego. W notatniku zanotowa?am. Od godz. 7:00 do 12:00 Rosochate, w domu by? Rysiek z Ilon?. Tatu? czuje si? ?le – wyje?d?am zgn?biona, zaczyna si? leczenie. W Mazowiecku rozpoznaj? chorob? nerek – leczenie nic nie daje. Lekarz w Bia?ymstoku rozpoznaje guz prostaty – z?e leczenie spowodowa?o, ?e to ju? nowotwór. Tatu? znajduje si? w szpitalu na Ogrodowej. Chyba po trzy – czy czteromiesi?cznym leczeniu hormonami pewne objawy zanikaj? – tatu? czuje si? na tyle dobrze, ?e jest w domu, a nawet zaczyna pracowa?. Taki stan trwa do pa?dziernika 1980 r. Stan si? pogarsza i tatu? wraca do szpitala. Zaraz po Bo?ym Narodzeniu dowiaduj? si?, ?e stan tatusia jest krytyczny. W po?owie stycznia chc? go odes?a? do domu. Za?atwiam mu szpital w E?ku. Zostaje przewieziony karetk?. Umiera 04.03.1981 r. Jest pochowany w E?ku. Mama zostaje sama w Rosochatem. Wiesiek, który jest na rencie pomaga jej. Na zim? mama wyje?d?a do E?ku do mnie lub do Bia?egostoku. W 1983 r. umiera Krystyna, ?ona Wie?ka. Ten coraz bardziej zaczyna obci??a? mam? swoimi problemami i k?opotami z dzie?mi. Rosochate staje si? dla niego azylem do ?atwego ?ycia. Mama narzeka, ale przywi?zana do Rosochatego, nie chce zmieni? tej sytuacji. Zim? 1995 r. mama przebywa u nas w E?ku, obchodzimy 90te urodziny. Jak zwykle kupuje nasiona, planuje remont. Przed ?wi?tami Wielkanocnymi wyje?d?a z Wie?kiem. Drugiego dnia ?wi?t odwiedzamy j? w szpitalu w Mazowiecku, jest po wylewie, ma parali? lewej nogi. Po szpitalu przebywa w domu, opiekuje si? ni? Wiesiek, odwiedzamy j? cz?sto. Na zim? chc? j? zabra? do siebie, nie chce. W listopadzie Wiesiek przewozi j? do swojego mieszkania w E?ku. Po dwóch tygodniach okazuje si?, ?e musi i?? do szpitala na operacj? trzustki. Andrzej j? przewozi owini?t? w koc przestraszony sytuacj?. Szykuj? po?ciel, ?ó?ko. Wzywam lekarza, który bada mam?. Okazuje si?, ?e mama ma cukrzyc?. Dostaje leki. Bo?e Narodzenie sp?dzamy spokojnie, stan mamy stabilny. 5 stycznia mija 91 rocznica urodzin. Nied?ugo po niej nast?puje drugi wylew i 28 stycznia 1996 r. mama umiera. Pochowana jest w E?ku na cmentarzu. Jeszcze przed ?mierci? mama dowiedzia?a si? o ?mierci Haliny swojej wnuczki z Zielonej Góry, mia?a 38 lat. Po ?mierci mamy Wiesiek obj?? Rosochate w swoje posiadanie, posprzedawa? wszystko co by?o do sprzedania. Przeprowadzona operacja na trzustce potwierdzi?a u niego nowotwór. Po krótkim pobycie w szpitalu w E?ku, zmar? 17 listopada 1996 r. w nieca?y rok po mamie. Rosochate postanowili?my zostawi? jako pami?tk? po rodzicach a Rysiek sp?dza tam ciep?e miesi?ce, remontuj?c i dogl?daj?c spu?cizny. Opisuj?c wydarzenia w pierwszych miesi?cach po wybuchu wojny i nasze oczekiwania na wiadomo?? od tatusia nie wspomnia?am o pewnej dziwnej sprawie. Mama dowiedzia?a si?, ?e w Bie?kach mieszka kobieta ( chyba panna ), która wró?y i jej przepowiednie si? sprawdzaj?. Chyba w listopadzie posz?am z mam? do Bie?k do tej kobiety. Pami?tam jej dom i du?e drzewo przy domu. Kobieta by?a w wieku 50 – 60 lat. Mama poda?a jej fotografi? taty, ona popatrzy?a i powiedzia?a, ?e tato ?yje, ale jest daleko i ?e wiadomo?? od niego nied?ugo otrzymamy. Przysz?a w grudniu. Zasz?y?my z mam? do Godlewskich rodziny, babci Józi i Konstancji. Pierwszy raz by?am w domu rodzinnym babci. Pozna?am Piotra, jej brata i Tekl?, bratow? oraz ich syna Mariana. Drugi ich syn Stanis?aw mieszka? oddzielnie, ale jego nie odwiedzili?my. Po wojnie kiedy bandy udawa?y partyzantów i w nocy rabowali konie, krowy, a ludzi bili, zg?osi? si? do wró?ki gospodarz, któremu ukradziono dwa konie. Wró?ka okre?li?a, ?e konie s? w opuszczonej stodole pod lasem i gospodarz je odnalaz?. Niestety za te przepowiednie zap?aci?a ?yciem. Przyszli noc?, wyci?gn?li j? z domu i powiesili na drzewie, które zapami?ta?am. Dowiedzia?am si? o tym b?d?c w Bia?ymstoku. Ona pomog?a wielu skrzywdzonym ludziom i dlatego j? bandziory zamordowali.

  • Rodzina
    Tarasewiczów

  • Rodzina Tarasewiczów

    Nazwisko Tarasewicz na Tarazewicz zmieni? jaki? urz?dnik carski

    Szymon Tarazewicz i Monika (nazwisko nieznane)

    ich dzieci: Aleksander, W?adys?aw (1894-?), W?adys?awa (1889-?), Honorata, Wac?aw, Aldona

    Tarasewicze pochodzili z lubelskiego. Babka Honorata mówi?a, ?e jak mia?a 8 lat to je?dzi?a z rodzicami do jakiej? wsi pod Lublinem, gdzie mieszka?a rodzina jej ojca. W takim razie dlaczego znale?li si? w Ulniszczu ko?o S?obody i je?li tam byli zamo?nymi gospodarzami, to co spowodowa?o, ?e zostali biedakami. Otó? chyba dziadek Honoraty bra? udzia? w Powstaniu Styczniowym, za udzia? zosta? skazany na Sybir a jego gospodarstwo, zarekwirowano. Nie wiem ile lat tam przebywa?, ale istnieje prawdopodobie?stwo, ?e o?eni? si? tam z Sybiraczk?, bo jego potomkowie maj? ?niad? cer?, ciemne w?osy, lekko kr?cone i ciemne oczy. W ko?cu car og?osi? amnesti? i pozwoli? mu opu?ci? Syberi?, ale nie pozwoli? wróci? w rodzinne strony, ale wyznaczy? jako miejsce osiedlenia du?? polan? zwan? Ulniszcze, po?o?on? w ?rodku du?ych lasów, które car porekwirowa? dworom i uzna? za swoje. Kiedy szli?my ze S?obody w 1956 r. przez te lasy do Ulniszcza, jakie? 3 kilometry, pomy?la?am, ?e ja takich lasów nie widzia?am. Wtedy, gdy tam byli?my osad? stanowi?o cztery zabudowania, dwa bardzo stare i dwa nowsze. Dom, w którym mieszka?a rodzina Aleksandra Tarazewicza, ?ona Marcjanna i ich córka z m??em i synem, by? bardzo stary. Kryty strzech?, zbudowany z grubych bali posiada? jakie? pomieszczenie, sie?, kuchni? z ogromnym piecem, w którym si? gotowa?o, a zim? spa?o na nim i izb? – ze starymi deskami na pod?odze, sto?em, dwoma ?ó?kami przykrytymi kapami robionymi na krosnach, z poduchami ozdobionymi koronkami r?cznej roboty. ?ciany wewn?trz by?y pobielone a szpary wypchane mchem. W nocy nie mogli?my zasn?? pod zgrzebn? po?ciel?, która nas drapa?a. W ?cianach co? cyka?o, ?wierka?o, a po pod?odze biega?o, stuka?o. Ciocia Marcjanna by?a wspania?? kobiet?, nakarmi?a mnie mlekiem. Posz?y?my na jagody, na tak? du?? polan?, jeszcze nigdy w ?yciu nie widzia?am tak du?o i takich du?ych jagód – by?o od nich niebiesko. Ciocia opiekowa?a si? wnuczkiem, gdy jej córka i zi?? pracowali na polach ko?chozu, którego nazwa ”Krasnaja Zwiezda’’ wypisana by?a na bramie podwórza, zagrody mojego m??a. W tej to chacie, któr? opisa?am zamieszka?a rodzina Tarasewicza zes?a?ca. Rodzice mojej te?ciowej Szymon i Monika w 1908 r. zmarli na tyfus oboje w ci?gu dwóch tygodni. Aleksander mia? wtedy 20 lat a Honorata 9. Wtedy Aleksander o?eni? si? z Marcjann? z zawodu krawcow? pochodz?c? z Wo?ko?aty, wsi zamieszka?ej przez polsk? szlacht? w 1956 r. Jak tam byli?my wszyscy mówili ?licznie po polsku i osada zachowa?a charakter polski. Biedna liczna rodzina szuka?a sposobu na ?ycie. W?adys?aw i W?adys?awa wyjechali do Stanów, tam za?o?yli rodziny i wrócili z dolarami kupuj?c nawet pi?kne, upadaj?ce dwory. W?adys?awa ju? Bo?t mieszka?a w do?? du?ym maj?tku a W?adys?aw z ?on? Zofi? i córk? Olimpi? w dworku. Kiedy tam byli?my w tym dworku by? szpital. Rodzin? Bo?tów, jako bogaczy wywieziono na Sybir, tam Bo?t ojciec zmar? a W?adys?awa z dzie?mi po powrocie z Syberii osiad?a w Kwidzyniu. W?adys?awa Tarazewicza podczas okupacji niemieckiej zabili Bia?orusini, którzy u niego pracowali na polu. Jego ?ona Zofia z córk? Olimpi? ( Olimk? ) zamieszka?a w Gi?ycku a potem w Olsztynie. Olimka jest chrzestn? matk? Marka, pracowa?a jako piel?gniarka w szpitalu wojskowym. Honorata wysz?a za m?? za Mieczys?awa Tarazewicza a najm?odsza Aldona za Ko?ciewicza, ekonoma we dworze. Mieli syna Kazika. Kiedy Kazik mia? 4 lata jego matka zmar?a, wychowywa?a go babka. Drugi raz Ko?ciewicz o?eni? si? z Bia?orusink?. Nale?a? do AK – wi?c uda?o mu si? za?apa? do Wojska Polskiego. Potem dosta? gospodarstwo nad Odr? – ostatecznie wyl?dowa? u nas a Czesiek za?atwi? mu gospodarstwo w Mrozach, ?ci?gn?? rodzin?, byli?my tam u niego kilka razy, bo przez jaki? czas sta?a tam nasza ?ódka. Gdy byli?my tam w S?obodzie, w 1956 r. jego syn Kazik by? w wojsku, ale uda?o mu si? przyjecha? do Polski. Czesiek za?atwi? mu prac? i mieszkanie w E?ku. Chodzi? do wieczorowego liceum. Potem wyjecha? do Olsztyna, gdzie do dzisiaj mieszka. Du?? rol? w ?yciu rodziny mojej te?ciowej odegra?a siostra jej matki, ciocia Raginiowa. By?a ona starsza od mojej te?ciowej tylko kilka lat. Jako m?oda dziewczyna wyjecha?a do Stanów i to ona przys?a?a Szyfkarty i dolary na podró? rodze?stwa te?ciowej. Tam wysz?a za m?? za Ragini?, wróci?a do S?obody, kupi?a z m??em du?o ziemi od upadaj?cego dworu, pobudowali nowy dom i zabudowania gospodarcze. B?d?c w S?obodzie chodzili?my ko?o tego domu cz?sto. I w ten sposób byli chyba najbogatszymi gospodarzami S?obody. Najstarszy syn Zygfryd mia? by? dziedzicem, Lonia zosta?a lekark?, Maryla wysz?a za Szylk? gospodarza, Rudolf i Artur uczyli sie w gimnazjum. W 1939 r. w?adza radziecka uzna?a ich za ku?aków, gn?bicieli ludu i wywioz?a na dalek? Syberi?. Tam przy wyr?bie drzewa w tajdze zgin?? - utopi? si? w rzece ich ojciec. Potem dwóch starszych synów Zygfryd i Rudolf poszli do Armii Andersa, szlak bojowy zako?czyli we W?oszech. Zygfryd wróci? po zako?czeniu wojny do kraju a Rudolf zosta? we W?oszech, tam sko?czy? medycyn? a potem, jako ju? lekarz, wróci? do kraju. Artur dosta? si? do Armii Berlinga, bi? si? nad Odr?, zna? bardzo dobrze Wojciecha Jaruzelskiego. Kiedy nas odwiedza?, by? w stopniu kapitana w Olsztynie, opowiada?am mu o Trzecinach maj?tku Jaruzelskich, który dobrze znam, bo w czasie okupacji dwa razy by?am w ich lesie na jagodach – w linii prostej to 4 km od Rosochatego. Z Olsztyna wys?ano go do Moskwy do s?ynnej szko?y sztabu. Kiedy przyjechali do nas z Rudolfem pok?ócili si?, o to które wojsko wa?niejsze. Kiedy wróci? do kraju szybko awansowa?. Dosta? will? we Wroc?awiu z wartownikiem u bramy. Kiedy babka z Andrzejem wybra?a si? w odwiedziny, po rodzinie do J. Góry na wie? pod J. Gór?, potem do Wroc?awia, to Rudolf wzi?? urlop i ich wozi?. Obaj bracia razem mieszkali. Nie pami?tam w którym roku Artur zgin?? na polowaniu w lasach pod Wroc?awiem, by? ju? w stopniu genera?a. Dochodzenie trwa?o d?ugo, ale Rudolf, który nas jeszcze odwiedza?, a by?o to ju? po ?mierci mojego m??a, powiedzia?, ?e niby nie uda?o si? ustali?, czy by?o to zabójstwo czy przypadek. Rudolf mieszka? sam w tej willi i chcia? koniecznie zabra? swoj? cioci? Honorat? i Andrzeja do siebie. Ale ani babka, ani Andrzej nie chcieli jecha?. Rudolf ostatni raz by? w E?ku chyba pod koniec lat 70-dziesi?tych. Mówi?, ?e ma odej?? na emerytur? i chcia?by kupi? domek w jakiej? miejscowo?ci, nad jeziorem niedaleko nas. Je?dzi? nawet z Andrzejem po terenie, ale nic z tego nie wysz?o. Babka Honorata zmar?a w 1981 r. pochowana na cmentarzu w E?ku. Histori? rodziny Jadwigi Wojtaszek i Czes?awa Tarazewicza jeszcze napisz?.

    Pomin??am zupe?nie losy Aleksandra i Wac?awa, dwóch braci Honoraty. Obaj sie po?enili i mieszkali w Ulniszczu. O Marcelinie ?onie Aleksandra pisa?am, ?on? Wac?awa pozna?am w 1956 r. B?d?c w S?obodzie mieszkali?my u jej córki Sabiny i jej m??a Stanis?awa Tarazewiczów. Aleksander Tarazewicz mia? córk? Geni?, syna Albina i Loni?, w czasie okupacji syn Albin by? w AK. Wac?aw Tarazewicz mia? syna Edwarda i córk? Sabin?. Edward nale?a? do AK. Kiedy przyszli Sowieci po wyp?dzeniu Niemców aresztowali Aleksandra z Albinem i Wac?awa z Edwardem. Wywie?li ich do ?agrów, daleko na Syberi? a? nad rzek? Len?. Strasznych warunków jakie tam panowa?y, choroby, g?ód, mróz i brud nie prze?y? Wac?aw i Albin. Aleksandra w strasznym stanie wypuszczono w 1953 r. Jako Polaka przys?ano go do Polski, zamieszka? w Gi?ycku z zi?ciem Antonim Skaczko. Po ?mierci Stalina Edwardowi zmieniono wyrok ?agry na przymusowe roboty w cementowni w Celinogradzie. Tam o?eni? si? z Rosjank? Nadziej? i mia? syna Aleksandra. W 1957 r. pozwolono mu wyjecha?. Przyjecha? do nas, w tym czasie Czesiek przygotowa? mu na Gda?skiej ze strychu mieszkanie, znalaz? prac?. Edward ju? nie ?yje. Jego syn Aleksander o?eni? si? i mieszka w E?ku. Marcelina i Aleksander do ?mierci mieszkali oddzielnie, on w Gi?ycku, ona w Ulniszczu – oboje ju? dawno nie ?yj?.

  • Rodzina
    Tarazewiczów

  • Rodzina Tarazewiczów

    Stanis?aw Tarazewicz i Katarzyna Szycik

    ich dzieci: Mieczys?aw, Urszula, Helena

    Mieczys?aw Tarazewicz i Honorata Tarazewicz

    ich dzieci: Czes?aw

    Czes?aw Tarazewicz (1927 - 1960) i Jadwiga Wojtaszkówna

    ich dzieci: Andrzej, Wanda, Krystyna Helena, Czes?awa

    O rodzinie Tarazewiczów nie zd??y?am si? wiele dowiedzie?. Nigdy nie dowiedzia?am si? kiedy znale?li si? na Wile?szczy?nie i S?obodzie. W 1956 r. by?am z Cze?kiem na Wile?szczy?nie. W samej S?obodzie zosta?o 6 rodzin Tarazewiczów, wszyscy spokrewnieni, do Polski wyjecha?o 7 rodzin Tarazewiczów – wszyscy krewni. Mieszkaj? rozrzuceni po ca?ej Polsce. Stanis?aw i Katarzyna Tarazewicz mieli troje dzieci – Mieczys?awa, Urszul?, Helen?. Urszula wysz?a za m?? za Jana Syropiatko, który by? organist? w ko?ciele przy Ostrej Bramie. Potem zamieszkali w Mickunach ko?o Wilna, pobudowali dom. Jan by? organist?, Urszula mia?a sklep. Po repatriacji zamieszkali w Elbl?gu. Mieli troje dzieci: W?adys?aw?, Mariana i Benign?. W?adys?awa by?a dentystk?, Marian (ju? nie ?yje) podoficerem a Benia piel?gniark?. Nie ?yje tak?e Urszula i Jan. Helena wysz?a za m?? za Warszawiaka i tam zamieszka?a, nazywa?a si? St?pi?ska, mieli jednego syna Czes?awa. Helena zmar?a w czasie wojny, Czes?aw St?pi?ski odwiedzi? nas z ?on? chyba w 1959 roku. Mieczys?aw Tarazewicz, wasz pradziadek, urodzi? si? 1898 r. Wed?ug dokumentu wynika, ?e w 1930 r. ojciec Stanis?aw przekaza? mu gospodarstwo. Po odej?ciu sióstr zosta? z rodzicami na gospodarstwie. Rodzina Tarazewiczów by?a katolikami, wszyscy mówili czyst? polszczyzn?. Pech chcia?, ?e Mieczys?aw zakocha? si? w pi?knej Ninie, córce popa. Wie? S?oboda sk?ada si? z dwóch cz??ci – polskiej i bia?oruskiej, przedziela je do?? bystro p?yn?ca struga. Bia?oruskie domy ustawione s? szczytem do ulicy – przy domu s? budynki gospodarcze. W ?rodku Cerkiew. Polskie domy te? zbudowane s? z bali, ale kryte przewa?nie gontami, nie strzech?, zwrócone s? frontem do ulicy z gankiem i drugim wej?ciem od podwórza. Budynki gospodarcze takie jak stodo?a, chlew, obora oddalone s? od domu. W ?rodku podwórza ’’?wiren’’ czyli ?pichrz, u Tarazewiczów prawie taki jak dom w Rosochatem, no i bania – czyli ?a?nia. Mieczys?aw Tarazewicz chcia? o?eni? si? z Nin?, ale mu nie pozwolono. Wi?c postanowi? si? nie ?eni?. Sta?o si? jednak nieszcz??cie. Matka, Kasia wchodzi?a po drabinie na strych spichlerza, spad?a i z?ama?a kr?gos?up. Ojciec i syn znale?li si? w trudnej sytuacji. Do pomocy w gospodarstwie zatrudniono Honorat? Tarazewicz z Ulniszcza, któr? ju? wynajmowano do pracy w polu. Kiedy lekarze stwierdzili, ?e matka ju? nie wstanie z ?ó?ka sprawa o?enku stan??a znowu. Zaproponowano Honorat? – zwan? Renia, która by?a pracowita i ju? si? matk? opiekowa?a. Mieczys?aw powiedzia?, ?e jest mu wszystko jedno, skoro nie mo?e by? z Nin? i tak Honorata zosta?a ?on? Mieczys?awa i z wyrobnicy sta?a si? gospodyni? na hektarach. Z tego zwi?zku urodzi? si? Czes?aw Tarazewicz, mój m??. Tarazewicze posiadali ?adny dom z gankiem (przed wojn? w drugiej po?owie domu mieszka?a rodzina nauczycielska pp. Czalejowie), du?e budynki gospodarcze, ?wiren, banie. W 1937 r. na swojej posesji wybudowali drugi dom pi?trowy (na dole 4 pomieszczenia, na górze 2 i kuchnia). W tym domu mie?ci? si? posterunek policji, a na górze mieszka? z rodzin? komendant posterunku - Kulaszewicz. Kiedy w 1956 r. byli?my tam, ten dom przeniesiono do Miadzio?a - powiatu, mie?ci? si? w nim ’’Finansowy Oddzia?’’. W czasie niemieckiej okupacji du?o m?odzie?y polskiej nale?a?o do AK. Nale?eli tak?e m??czy?ni z rodziny Honoraty. Cz?sto wpadali do rodziców Cze?ka (a potem okaza?o si?, ?e Honorata przechowywa?a ich dokumenty, ulotki, pewnie nie zdaj?c sobie sprawy co robi. Poniewa? ju? przed wojn? mi?dzy Polakami i Bia?orusinami by?y ró?ne zatargi, cz?sto Bia?orusini donosili na Polaków. Tak si? wydarzy?o. Niemcy otoczyli polsk? cz??? S?obody, zrobili rewizj?. S?siad nam opowiada?, ?e Mieczys?aw by? wtedy na polu i s?siad mu powiedzia?, ?eby nie szed? do domu, ale on powiedzia?, ?e nie ma nic do ukrycia, no niestety jak si? potem okaza?o mia?. Aresztowano jego i Honorat? – rodzina robi?a starania i wypuszczono j? za z?oto - a jego mieli wypu?ci?, trzeba tylko by?o jeszcze da? troch? z?ota. Tak opowiada? nam stryjeczny brat Mieczys?awa, gdy tam byli?my. Ale Honorata z?ota nie da?a, twierdz?c, ?e je?li j? wypu?cili, bo jest niewinna, to i jego wypuszcz?. Tak si? jednak nie sta?o. Z wi?zienia w Miadziole przewieziono go do Wilejki a potem wywieziono. Z relacji ?wiadka Bia?orusina wynika, ?e wywieziono ich do O?wi?cimia a po kilku dniach pobytu tam, podczas apelu (wtedy uciek?o kilku wi??niów) wskazano na kilkunastu wi??niów, za?adowano na ci??arówki i wywieziono. Opowiada?, ?e Mieczys?aw sta? w rozpi?tej koszuli, nakryty marynark?, obok ksi?dza z Wilejki. Wszelkie poszukiwania jakich? ?ladów nie przynios?y rezultatów. W efekcie tych wydarze? Czes?aw Tarazewicz, który uczy? si? w Seminarium Nauczycielskim ( na Wile?szczy?nie szko?y by?y czynne) uciek? do partyzantki AK, a potem na fa?szywych papierach, pierwszym transportem repatriacyjnym, z rodzin? ciotki Loni, przekroczy? granic? Polski i zatrzyma? si? na punkcie repatriacyjnym w Bia?ymstoku, gdzie czeka? na dalsze rodziny znajomych. I tak w miesi?cu styczniu, Ja Jadwiga Wojtaszek, uczennica Gimnazjum ?e?skiego im. Anny z Sapiechów Jab?onowskiej, zamieszka?a w willi na ul. Orzeszkowej u p. Wasilewskiej spotka?am po raz pierwszy swojego przysz?ego m??a. Którego? styczniowego dnia, rano, moja gospodyni powiedzia?a, ?e jak wróc? ze szko?y to przyjdzie dwóch ch?opców repatriantów, nar?ba? drzewa. No i przysz?o dwóch ch?opaków ubranych w samodzia?owe spodnie, kurtki i buty do kolan. Przygl?dali si? mnie ciekawie, da?am im klucze do szopy, nar?bali drzewa, ja ich nakarmi?am, da?am kanapki, zap?at?. Jednym z tych ch?opców by? Czes?aw Tarazewicz. Jak ju? potem rozmawiali?my – przy swoim nazwisku w ksi?dze repatriantów znalaz? notatk? Czesiu! Pracuj? w Grajewie w Inspektoracie O?wiaty – w lutym mam dosta? nominacj? na inspektora o?wiaty w E?ku – przyje?d?aj – Franciszek Maciejowski – inspektor szkolny w G??bokim na Wile?szczy?nie, profesor j. polskiego w seminarium nauczycielskim nauczyciel Cze?ka. I tak w miesi?cu marcu 1945 r. Czes?aw Tarazewicz zosta? obywatelem E?ku. Stanis?aw Tarazewicz, który po aresztowaniu syna i ?mierci ?ony (Katarzyna zmar?a chyba w 1936 r., syna aresztowano latem 1943 r.) bardzo upad? na zdrowiu. Kiedy Czesiek wyjecha? bardzo za nim t?skni? i jak mówili nam s?siedzi, siedzia? na ?aweczce przed domem i mówi?, ?e czeka na spotkanie z wnukiem. Niestety zmar? w 1946 r. na dwa miesi?ce przed repatriacj?. Nie zobaczy? wnuka. Honorata Tarazewicz przyby?a transportem repatriacyjnym w 1946 r. wraz z rodzin? krewnych. Osiedlono ich w Komarnie p. Jeleni? Gór?. Do E?ku przyby?a w 1947 r. kiedy Czesiek dosta? mieszkanie na ul. Wojska Polskiego.

    Spokrewnieni z Mieczys?awem Tarazewiczem:
    Syropiatkowie w Elbl?gu
    Tarazewicz Ksawery w pow. Gubin
    Tarazewicz Anna i jej córka Irena – Legnica
    St?pi?scy w Warszawie
    Tarazewicz Wac?aw – Skwierzyna
    Gintowt – Józefa, Franciszek – Gda?sk
    Tarazewicze- ?ód?
    Tarazewicz Franciszek – Skartowo, pow. Mor?g
    Werpachowicze Boles?aw i Jan – ?o?nierze Armii Andersa – Etton, Anglia

    Spokrewnieni z Honorat?:
    Rudolf Raginia – Wroc?aw
    Szylko Maria – Komarno ko?o J. Góry
    Bychowiec Eleonora – Jelenia Góra
    Rodzina Bo?tów – Kwidzy?

    Jadwiga Wojtaszkówna i Czes?aw Tarazewicz

    Gdyby nie wojna i jej konsekwencje nasze drogi ?yciowe nigdy by si? nie przeci??y. Nasze doros?e ?ycie zacz??o si? w dalekich od siebie miejscowo?ciach. Moje 15. 10. 1944 r. od wyjazdu z Rosochatego do Bia?egostoku do gimnazjum a on, na fa?szywych papierach, zagro?ony aresztowaniem, opuszcza? rodzinn? S?obod? na Wile?szczy?nie, aby pierwszym repatrianckim transportem opu?ci? ziemi? polsk? w??czon? do Rosji, na mocy Traktatu Poczdamskiego. Pierwszym jego miejscem pobytu by? punkt repatriacyjny w Bia?ymstoku. Tam mia? oczekiwa? na rodzin?, znajomych. By? to stycze? 1945 r. W styczniu 1945 r. spotkali?my si?. Ja zapami?ta?am to tak. Dwóch m?odych repatriantów zg?osi?o si? do r?bania drzewa, mia?am im wskaza?, co maj? por?ba?, nakarmi? i zap?aci? – tak te? uczyni?am. On zapami?ta? to tak – szuka? z koleg? umówionego domu na ul. Orzeszkowej. Zapami?ta? m?od? dziewczyn? w czarnym fartuszku i bia?ym ko?nierzyku, która ich zach?ca?a do jedzenia. Pomy?la? troch? z zazdro?ci? – tej to dobrze. Z Bia?egostoku uda? si? do Grajewa – gdzie jego nauczyciel – polonista z seminarium nauczycielskiego, zosta? inspektorem i chcia?, aby z nim pracowa?. Po wyzwoleniu E?ku Franciszek Maciejowski zostaje mianowany inspektorem o?wiaty w tym mie?cie. Obaj przenosz? si? do E?ku i rozpoczynaj? organizacj? inspektoratu i szkolnictwa w E?ku i powiecie e?ckim – jest luty 1945 r. Czes?aw Tarazewicz zostaje obywatelem E?ku. Miejsce zamieszkania, to willa po biskupie niemieckim, przy ul. Armii Czerwonej ( obecnie Krajowej ) wtedy Nr 62. Moja droga do E?ku by?a bardziej skomplikowana. Po uko?czeniu gimnazjum 1945 r., chcia?am si? uczy? w liceum humanistycznym, sytuacja materialna w domu zmusi?a mnie do szybkiego usamodzielnienia si?, dlatego zdecydowa?am si? na Liceum Pedagogiczne. Mia?am zosta? nauczycielk?, a gdzie nie my?la?am wcale. Wydawa?o si? raczej oczywiste, ?e b?dzie to Bia?ystok, tym bardziej, ?e w nied?ugim czasie mia?a przyby? Renia, a potem Genia, moje siostry. W Bia?ymstoku w gimnazjum, a potem w liceum czu?am si? dobrze, mia?am du?o znajomych, przyjació?, ale miasto mnie rozczarowa?o. Zrujnowane niewielkie centrum i te rozrzucone osiedla, pe?ne cha?upek, wsz?dzie daleko, brak komunikacji, wody. Jedyny mi?y akcent to planty, na które mog?am dowoli patrze?, przez okna mojej klasy. W domach brak gazu, centralnego – w wi?kszo?ci wychodki na podwórku. I nie wiem gdzie bym w ko?cu wyl?dowa?a, gdyby nie pewna wycieczka. A mia?a ona miejsce chyba w czerwcu 1946 r. Pojechali?my z programem artystycznym, zaproszeni przez Olsztyn – na ?wi?to ludowe. Chyba dwa dni byli?my w Olsztynie a potem poci?giem przez Warmi? i Mazury. Poci?g wlók? si? w?ród lasów, jezior, pól, przy torach ?ó?te i niebieskie ?ubiny – mijamy miasto ?uczany ( Gi?ycko ) i wysiadamy w E?ku. Zamieszkujemy w internacie ogólniaka, obiady jemy w sto?ówce Prezydium Pow. Rady Narodowej. Rano biegniemy z r?cznikami my? si? w jeziorze i k?pa?. E?k wydaje nam si? miastem jak z bajki. W ?rodku park, fontanna, naprzeciw wspania?a cukierenka ( zwana S?odka Dziurka ) a przed ni? wózek zaprz??ony w ma?ego konika. Robimy sobie zdj?cia. Jedziemy do PGR – w Stradunach, gdzie na prowizorycznej scenie dajemy wyst?p – ?o?nierzom rezerwistom, którzy zagospodarowali tu pola. Jeste?my E?kiem urzeczeni. Taki bezmiar wody jaki zobaczy?am, po naszym Broku, ci?gn?? jak magnes, mnie urodzonego Raka. Decyzja by?a trudna i podejmowa?am j? d?ugo. W drugiej klasie liceum ze wzgl?dów finansowych opu?ci?am mieszkanie u pani profesor Marii Blicharskiej, osoby bardzo wa?nej w moim ?yciu. Mieszka?am u niej ze swoj? przyjació?k? Ani? Stpiczy?sk?, któr? po powrocie z obozu w Prusach ?ci?gn??am do Bia?egostoku. Zamieszka?am w internacie, by?o to dla mnie posuni?cie trudne, ale przed matur? mia?o znaczenie – wspólne korzystanie z podr?czników, których brakowa?o, notatek. Nauka, mieszkanie i wikt bezp?atny, dostawa?am jeszcze stypendium. Nauka Reni u prywatnej krawcowej z mieszkaniem i dop?at? za wikt by?a do?? droga. Niestety z pobytem Reni wi?za?y si? liczne k?opoty – krawcowa – pani Kazia, skar?y?a si?, ?e jest leniwa, niestaranna, ?e znika z domu, mówi?c, ?e wychodzi na chwil?. Stwierdzi?am, ?e ma jakiego? ch?opaka i popala papierosy. Kiedy ogl?dnie powiedzia?am mamie o tych problemach, stwierdzi?a, ?e niedostatecznie si? ni? opiekuj?. Kiedy dowiedzia?am si?, ?e mama przymierza si? do odkupienia od znajomej mieszkania, aby?my mog?y po przyje?dzie Geni razem zamieszka?, u?wiadomi?am sobie, ?e w Bia?ymstoku nie zostan? i nie b?d? matkowa? siostrom – co? mnie si? od ?ycia jeszcze nale?a?o. I tak stopniowo dojrzewa?a we mnie decyzja o opuszczeniu Bia?egostoku, a kiedy dowiedzia?am si?, ?e a? 10 osób z naszego rocznika wybiera E?k, w tym moja serdeczna przyjació?ka, klamka zapad?a. Potem oka?e si?, ?e wszyscy podj?li?my decyzj? troch? pochopnie, nie maj?c ?adnego rozeznania w sytuacji. Marzy? nam si? E?k, zw?aszcza niektórym, a dostali?my teren, bo tam samotni nauczyciele byli najbardziej potrzebni. Zanim do tego dosz?o trzeba by?o zda? matur?. Pisemny zdawali?my z j?zyka polskiego, pami?tam, ?e opisywa?am okres M?odej Polski. Drugi pisemny egzamin by? z przedmiotów pedagogicznych. Ustnie obowi?zkowo zdawa?o si? j?zyk polski, psychologi?, pedagogik?, wychowanie i nauczanie. Jeden przedmiot by? do wyboru. Ja zdawa?am geografi?. Nie mog?am wzi?? historii, poniewa? nie by?o podr?cznika do historii, a na?wietlanie wielu faktów historycznych zmienia?o si?, wi?c ?atwo mo?na by?o si? potkn??. Po maturze troch? poby?am w domu, potem dwa tygodnie w Soko?ach u Krysi Bogaczewicz, której ojciec by? kierownikiem szko?y. Sierpie? sp?dzi?am w Augustowie na obozie wychowania fizycznego. By? to wspania?y obóz ulokowany w gmachu dawnego Liceum Pedagogicznego. Z naszego liceum by?a chyba 15sto osobowa grupa, w tym z mojej klasy 9 osób. Jad?c do Augustowa, wtedy trzeba by?o przez E?k, odwiedzili?my Inspektorat dowiaduj?c si? o miejscu pracy. Nasze rozczarowanie by?o ogromne. Rozrzucono nas prawie po ca?ym powiecie. Inspektor nam o?wiadczy?, ?e w tym roku klamka zapad?a. B?d?c w Augustowie odwiedzi?am z kole?ank? Kalinowo. Dojazd z E?ku dobry – w?skotorówk?, któr? jecha?y?my pierwszy raz w ?yciu, miejscowo?? gminna, ko?ció?, szko?a siedmioklasowa. Nauczycieli dwóch: 24-letni Jerzy Prokopczyk, kierownik i nauczycielka w wieku mamy – Maria Kopiczko, oboje niewykwalifikowani, oboje repatrianci. Szko?a umieszczona by?a w dworze niemieckiego bauera, budynek szkolny by? zniszczony. Mia?am mie? pokój na pi?trze. Nie wiedzia?am co robi?? Atmosfera na kursie by?a wspania?a, nauczyciele m?odzi z dwóch województw: bia?ostockiego i olszty?skiego. Ca?e dnie do obiadu na jeziorach p?ywanie, kajaki, ?aglówki, popo?udniami gry w siatkówk?, wycieczki, ?wiczenia gimnastyczne. Tam pozna?am Kazika Ruczy?skiego, studenta III roku handlu zagranicznego, mieszka?ca Olsztyna, którego ojciec by? zast?pc? kuratora olszty?skiego i pisarzem – w Augustowie by? na wypoczynku z koleg?. Znajomo?? z Kazikiem przerodzi?a si? w sympati? i troch? trwa?a. Po kursie wracam do Bia?egostoku, w Inspektoracie w Bia?ymstoku rotacja nauczycieli zosta?a ju? zamkni?ta, ale dowiaduj? si?, ?e Irena Iwanówna, kole?anka z kl. B chce si? ze mn? spotka? w E?ku, bo ma pracowa? niedaleko mnie. To ju? jaka? pociecha. Jad? do domu, a tam czeka na mnie telegram, ?e ju? 27 sierpnia powinnam zg?osi? si? do pracy u kierownika szko?y, je?li si? nie zg?osz? czekaj? mnie konsekwencje s?u?bowe i finansowe. Zebra?am manele i wyruszy?am do E?ku. Przyby?am chyba po po?udniu. Na dworcu czeka?a na mnie Irena. Uczy?a si? ona w kl. B nazywanej przez nas starszakami, poniewa? wi?kszo?? z nich ko?czy?a gimnazjum przed wojn?. By?y tam chyba dwie m??atki. Ró?nica wieku wynosi?a od 4, 6, a nawet 10 lat. Ostatni rok mieszka?y?my obie w internacie, ale nie mog?am zaliczy? j? do grona przyjació?ek. A teraz zosta?y?my skazane przez los na wieczn? przyja?? i wzajemn? pomoc. Moja serdeczna przyjació?ka Alina Biega?ska dosta?a prac? kilometry od nas, we wsi D?browskie, gdzie? z 5 km od Prostek. W?skotorówk? przybyli?my do Kalinowa. Irena mia?a pracowa? w szkole czteroklasowej w Kielach jako jedyny nauczyciel. W Kalinowie nie zastali?my nikogo, by?a to niedziela, wi?c elita by?a gdzie? na wyje?dzie. Noclegu u?yczy? nam bardzo przystojny ksi?dz Tomaszewski. Pierwsz? noc w Kalinowie sp?dzi?y?my w ksi??owskim ?o?u, pod ogromnym krzy?em, zawieszonym na tle ?licznej samodzia?owej tkaniny – dywanu z Suchowoli. W poniedzia?ek rano przyszed? po nas kierownik i zabra? do szko?y. Pokój mój by? umeblowany: ?ó?ko, stó?, szafa, dwa krzes?a, dwie ?awki i szafka na ?ywno??. Po krótkiej naradzie, powitali?my nowy rok szkolny a po po?udniu w?skotorówk? udali?my si? do Turowa – Kiel, gdzie mia?a pracowa? Irena. Czekali na ni? zebrani w szkole rodzice, którzy pod kierunkiem naszego kierownika przygotowywali budynek na otwarcie. Pokój w którym zamieszka?a znajdowa? si? u gospodarzy. Po??czenie Turowa z Kalinowem by?o dobre, wi?c Irena ko?czy?a prac? w sobot? i przyje?d?a?a do mnie, odje?d?a?a w niedziel? lub w poniedzia?ek rano. Tak by?o prawie przez ca?y rok. Czasami w sobot? jecha?y?my do E?ku do kina lub na zabaw?, wtedy nocowa?y?my u Janki Grygorowicz ( Habrowa ), która by?a znajom? Ireny z G??bokiego, kiedy Irena przebywa?a u swojej babki. Praca w Kalinowie by?a ci??ka, by?am wychowawczyni? kl. III i IV, ponad 40 s?abo przygotowanych dzieci, uczonych w klasach ??czonych. Uczy?am tak?e j?zyka polskiego i historii w kl. starszych, a tak?e mia?am WF z dziewcz?tami klas starszych. Wieczorami prowadzili?my zaj?cia z m?odzie?? przero?ni?t?, niektórzy byli w moim wieku. Oboje koledzy stopniowo przyzwyczajali si? do mnie, kierownik ustali? z rodzin? wo?nych, którzy obok mieszkali, gotowanie ?niadania czy kolacji, palenie w piecu w moim pokoju i raz w tygodniu sprz?tanie. Obiady jad?am u gospodarzy mieszkaj?cych przy gminie, sto?owa?o si? ze mn? jeszcze dwóch kawalerów, pracowników gminy. Dokarmia?a mnie cz?sto pani Maria, która mieszka?a z rodzin? w domku obok szko?y, zapraszaj?c na kolacj? lub przynosz?c co? na ?niadanie. Pobory nauczycielskie by?y niskie, pocz?tkuj?cego nauczyciela 680 z?, wi?c panowa? zwyczaj, ?e mieszka?cy przynosili mleko, jajka, ?mietan?, ser, mas?o, ?wie?yn? – mi?so z ubitego ?winiaka. By?am tym zaskoczona, my?l? jednak, ?e to by? wtedy w tych trudnych czasach pi?kny gest. Niedawno us?ysza?am w telewizji jak redaktorka o?wiadczy?a, ?e w PRLu by? g?ód. Biedactwo - nawet nie wyobra?a sobie, co wtedy za potrawy jad?am w Kalinowie, kartacze, s?kacze, ryby przyrz?dzone na ró?ny sposób, pieczone prosiaki. I mog? o?wiadczy?, ?e nie widzia?am przez ca?e ?ycie w PRLu ani g?odnych ludzi, ani g?odnych dzieci. Cz?sto odwiedzali?my plebani?. Ksi?dz inicjowa? bryd?a, pani Maria sz?a z m??em, Jurek – kierownik szko?y, ja z Iren? jako kibice i jeszcze Janka, siostrzenica ksi?dza, a cz?sto Heniek ( uczy? si? w Olsztynie ), bratanek ksi?dza. By?o weso?o i wspania?a kolacja. Raz w miesi?cu odwiedza? mnie Kazik. Przywozi? ciasto, ciastka pieczone przez mam? i butelk? wina domowej roboty. Brak cz?stych kontaktów powodowa?, ?e ka?de spotkanie podszyte by?o pewnym onie?mieleniem. Kazik pisa? bardzo pi?kne listy, które mog?y wywo?a? wielkie zamieszanie w g?owie m?odej dziewczyny ( Irena pia?a z zachwytu ), ale ja by?am niepewna swoich uczu?, bo Kazik nie by? w moim typie – ?redniego wzrostu, brunet. Tym bardziej, ?e w W-wie by? Bolek – kolega z kompletów, wybrany przez mam? na mojego m??a, pisa? do mnie, ?e mnie kocha, przynosi? mojej mamie kwiaty i ca?e Rosochate uwa?a?o nas za par?. Placówka w Kalinowie nie by?a szczytem moich marze?, ale moi koledzy siedzieli w zapyzia?ych wsiach, Alina w D?browskich, 6 km od Prostek, Irena w Kielach, Józek w Mo?dziach, tylko Marian w Prostkach. Reszta te? trafi?a marnie. Czasami zastanawia?y?my si? z Iren?, jakimi kryteriami kierowa? si? inspektor przydzielaj?c w?a?nie tak etaty. No i jeszcze nie bardzo wiedzia?y?my dlaczego ja pierwsze pobory dosta?am za dwa miesi?ce wakacji, a oni za jeden. Musz? przyzna?, ?e w Kalinowie nie by?o a? tak ?le i mog?am tam zosta?. Naoko?o w szko?ach pracowa?o wielu fajnych, przystojnych ch?opaków, niedaleko w le?niczówce mieszka? z matk? przystojny le?niczy – by?o do wyboru do koloru. Ale ja nie chcia?am zagrzeba? si? na wsi. Na Bo?e Narodzenie pojecha?am do domu. Spotka?am si? z kolegami z kompletów i innymi. Na Sylwestra koledzy z Rosochatego przygotowali pota?cówk?. Sp?dzi?am troch? czasu z Bolkiem i stwierdzi?am, ?e ja i on to nie my, za daleko ju? odesz?am od Rosochatego i Bolka. Zosta?am zaproszona przez rodziców Kazika w odwiedziny w czasie ferii. Powiedzia?am Kazikowi, ?e odwiedz? ich, ale z Iren? – zgodzi? si?. Mama Ireny pracowa?a jako nauczycielka na wsi ko?o Mr?gowa, gdzie zostali przesiedleni Ukrai?cy. Irena czeka?a na mnie na stacji w Mr?gowie. Kazik sp?dza? ferie u rodziców w pi?knej willi przy Al. Przyjació?. Przywitanie by?o serdeczne, rodzice wtajemniczeni w nasze sprawy, proponuj? przeniesienie do Olsztyna, etat w szkole, mo?liwo?? studiów. By?o grzecznie, mi?o, wyartykuowano moje dobro, tylko plan u?o?ono beze mnie. I to mnie wkurzy?o. Nie po to wyzwoli?am si? z jednej zale?no?ci, aby popa?? w drug?. Chocia? jeszcze wtedy nie wiedzia?am, ?e wpakuj? si? w zupe?n? zale?no??, jak? jest ma??e?stwo. Kazik przyjecha? jeszcze w lutym i kiedy mu wy?o?y?am ca?? spraw?, nie móg? zrozumie?, ?e tak to przyj??am i chyba wtedy troch? si? posprzeczali?my. Potem pewne sprawy tylko nabra?y tempa, a w?a?ciwie by?y one ju? wcze?niej. Moje spotkania z Czes?awem Tarazewiczem odbywa?y si? na terenie inspektoratu i by?y cz?sto s?u?bowe. Zauwa?y?am, ?e jest mi?y, grzeczny, przystojny i w moim typie. Irena jako kierowniczka szko?y sk?ada?a te wizyty cz?sto, po których jej zachwyty nad Cze?kiem wzrasta?y. Nie wiedzia?a tylko jak mu da? do zrozumienia, ?eby zwróci? na ni? uwag?. Kiedy wracali?my z Olsztyna czekaj?c w poczekalni na w?skotorówk?, w pewnej chwili Irena stukn??a mnie w bok i powiedzia?a, patrz Czesiek. Od kasy w stron? tunelu szed? szczup?y, wysoki ch?opak w br?zowym kapeluszu, jesionce raportówk? przez rami?. Spojrza?am i pomy?la?am, ?e to ?adny ch?opak i gustownie ubrany. Zbli?y? si? do nas, przywita? a Irena zacz??a ?wiergoli?. W pewnym momencie zwróci? si? do mnie, zapyta? czy jestem tak bardzo zm?czona, ?e si? nie odzywam, przeprosi?, ?e odchodzi – jecha? s?u?bowo do Kuratorium w Bia?ymstoku. Zaraz po feriach w mojej szkole mia?a si? odby? konferencja nauczycieli gminy Kalinowo. Ja mia?am przeprowadzi? dwie lekcje z j?zyka polskiego i historii. Lekcja j?zyka polskiego oparta by?a na ’’Placówce’’ B. Prusa, a lekcja historii o twórczo?? pisarzy i poetów Ziemi Warmi?skiej i Mazurskiej. Zacz??am od wierszy T. Ruczy?skiego i Kajki, które dostarczy? mnie Kazik. O ojczysta nasza mowo, co? kwikn??a nam przed laty. Referat wyg?osi? Jurek – kierownik, a uczt? przygotowa?a pani Maria z matkami uczniów. Przedstawiciele inspektoratu Czes?aw Tarazewicz i wizytatorka pani Maria Kurzynowska. Lekcj? historii poprowadzi?am na kursie wieczorowym dla m?odzie?y przero?ni?tej, na pro?b? pani wizytator. Oficjaln? cz??? konferencji oceniono bardzo dobrze. Na cz??ci nieoficjalnej bawiono si? do pó?nej nocy. Czesiek ju? przy stole zacz?? mnie adorowa?, prosi? mnie do ta?ca, niestety tancerzem by? s?abym, ko?ysa? mnie w ramionach depcz?c po palcach, wi?c ci?gle mnie przeprasza?. Nie wiedzia?am co o tym s?dzi?. Chcia? si? ze mn? umówi? na spotkanie w E?ku, przyrzek?am, ?e si? odezw?. Zachowywa? si? jak kto? nie?mia?y, niepewny. Pó?niej jak ju? byli?my ma??e?stwem, przyzna? si?, ?e o tym, ?e b?d? jego ?on? zdecydowa? w lipcu, jak przegl?da? dokumenty jakie przysz?y z liceum. A mia? co przegl?da?: zdj?cia, podanie, ?yciorys, opinia, ?wiadectwo dojrza?o?ci. Moje dokumenty od?o?y? i powiedzia? do kolegów, ta dziewczyna b?dzie moj? ?on?. Nie zaczyna? stara? od pocz?tku roku, czeka? na w?asne mieszkanie. Przed Bo?ym Narodzeniem je dosta?, matk? sprowadzi? z J. Góry, gdzie mieszka?a, aby mu pomog?a je urz?dzi?. Meble dosta? z mieszkania w inspektoracie. Nasili? starania o mnie, kiedy us?ysza? od Jurka, ?e pewnie nie zostan? w Kalinowie. Kiedy Jurek zorientowa? si?, chyba Czesiek mu powiedzia?, ?e b?dzie o mnie zabiega?, powiedzia? mnie, ?ebym da?a sobie spokój, bo w tym facecie kochaj? si? wszystkie panny, nauczycielki w powiecie. Nied?ugo po konferencji wpad? do Kalinowa i przyszed? razem z Jurkiem w odwiedziny, by?o bardzo mi?o, zaprosi? nas z Iren? do E?ku na zabaw? zorganizowan? przez Zw. M?odzie?y Socjal. w budynku dzisiejszej cerkwi. By? z koleg?, zabawa by?a fajna, odprowadzili nas do Grygorowiczów na Orzeszkow?, tam nocowa?y?my. Prosi? mnie bym zosta?a na Wielkanoc, przyjecha?a jego matka i chcia? mnie pokaza? i ?ebym z nim sp?dzi?a ?wi?ta. Nie by?am na to gotowa, ale powiedzia?am, kiedy b?d? wraca?. Spotka? mnie na dworcu, prosi? o przyjazd w najbli?sz? niedziel? i mia?am by? sama. Z tego spotkania zosta?o zdj?cie zrobione na tarasie Jacht Klubu. Pyta? o moje plany i czy prawda, ?e wyjad? z Kalinowa. Powiedzia?, ?e za?atwi mnie przeniesienie do E?ku i abym nie wyje?d?a?a. Kiedy by?am w domu opowiedzia?am o wizycie w Olsztynie i o planach w stosunku do mojej osoby. Chocia? mama jeszcze gdera?a, ?e zerwa?am z Bolkiem, to Kazik ( chocia? go nie widzia?a ), ale pewnie bardziej jego nauczycielska rodzina, przypad?y mamie do gustu. Kiedy powiedzia?am, ?e nie wiem czy si? na ich plany zgodz?, by?a oburzona. By? to okres dla mnie trudny. Kazik milcza? a ja nie robi?am nic, aby ten kontakt nawi?za?. Prawie zawsze towarzyszy?a nam przy spotkaniach Irena, cz?sto jego kolega, teraz byli?my sami. Zaprowadzi? mnie do domu, ul. Wojska Polskiego 25, zapozna? z mam?, która witaj?c si? ze mn? rzek?a co? w niezrozumia?ym dla mnie j?zyku. Obiad by? smaczny, a deser wspania?y, przepyszne owoce z weków, kompoty, okaza?o si? robione przez Cze?ka, pod nadzorem inspektora. Te?ciowa wyda?a mnie si? drobn? kobiet? o ciemnej karnacji, ubrana na czarno. Od ?wi?ta nosi?a ?a?ob? po swoim m??u, prawdopodobnie zamordowanym w O?wi?cimiu. Dowiedzia?am si? tego od Cze?ka, gdy te?ciowa wysz?a do ko?cio?a. Mieszkanie w którym byli?my by?o dwupokojowe, ze sraczykiem w korytarzu, na pi?trze ( a w?a?ciwie pó?pi?trze ) domu. Urz?dzone by?o gustownie, ?ó?ko, kanapa, stó?, eta?erka, stolik, radio, krzes?a. ?ó?ko i kanapa nakryte pi?knymi tkackimi kapami. Troch? ?adnych bibelotów, jakie? obrazki na ?cianach. Mo?na by?o przypuszcza?, ?e m??czyzna, który to urz?dza? mia? gust. Jeszcze wróc? do weków. Ten sposób przechowywania owoców towarzyszy? nam przez d?ugie lata a dzieci ca?? zim? pi?y zdrowe kompoty i desery owocowe bez konserwantów. Gdzie? na pocz?tku maja, kiedy z Iren? zaplanowa?y?my wyjazd do E?ku dopad?a mnie angina. Irena pojecha?a sama, mia?a powiedzie? Czesiowi dlaczego nie przyjecha?am i kupi? troch? lekarstw. Popo?udniow? ’’ciuchci?’’ przyjecha? Czesiek z lekami, które zaordynowa? najs?ynniejszy e?cki aptekarz p. Woroty?ski. Dzisiaj nie ma takich aptekarzy. Zosta?a tylko apteka na Armii Krajowej, ale to ju? nie ta apteka. Czesiek przywióz? swoje kompoty, ciasteczka, ciasto, s?odycze. Noc przespa? u kierownika ( wtedy to by?o nie do pomy?lenia, aby zosta? u mnie na noc ), opiekowa? si? mn? ca?? niedziel?, wieczorem odjecha? powierzaj?c opiek? pani Marii. Angina by?a moj? zmor? przez kilka ?adnych lat. O moim przeniesieniu do E?ku Czesiek musia? porozmawia? ze starym ( tak go nazywa? ). Rozmowa ta spowodowa?a niezaplanowan? wizytacj? w naszej szkole. Czesiek w kalendarzu inspektora zauwa?y? wpisane Kalinowo, wi?c zorientowa? si?, ?e stary zechce mnie zobaczy? i oceni? jako przysz?? jego ?on?. Powiadomi? nas o tym, abym by?a powa?na i przygotowa?a si?. Kierownik by? w?ciek?y, ?e ?ci?gn??am szkole k?opot na g?ow?. Uzupe?ni?am dziennik, nie wpisywanie tego co robi? by?o moj? s?abo?ci?. Pani Maria przygotowa?a pocz?stunek. Okaza?o si?, ?e wizytacja dotyczy?a mnie a nie szko?y. Inspektor by? u mnie na dwóch lekcjach, lekcje podoba?y mu si?. Zwróci? mnie tylko uwag?, ?e za du?o si? poruszam, co mo?e dzieci rozprasza?. Czas do odjazdu kolejki sp?dzi? ze mn?, w moim pokoju. Wypi? herbat?, troszk? zjad?. Stara? si? by? delikatny, pyta? o dalsze plany, powiedzia?am, ?e chc? sko?czy? studia, a tutaj trudny dojazd, brak biblioteki, wi?c chc? przenie?? si? do miasta i to jest mój plan na najbli?sze lata. Nie zahacza? ani o Cze?ka, ani o ma??e?stwie. Czesiek czeka? pe?en niepokoju z przygotowan? kolacj?, po d?ugiej chwili milczenia stary powiedzia?, by?em w Kalinowie. I ty naprawd? chcesz si? z ni? o?eni?? Tak, odpowiedzia? Czesiek – jest dziecinna i nie ma w planie ?adnego ma??e?stwa, tylko studia – odpowiedzia? stary. Kiedy Czesiek przyjecha? do mnie, spyta? – co? ty mu do diab?a nagada?a. Nie musi si? wtr?ca? w nasze osobiste sprawy – powiedzia?am, to nie fer. Wiesz, on si? o mnie martwi, to o?e? si? z t?, któr? ci wyszuka i która jemu si? spodoba – odpar?am, by?am z?a. Czesiek stara? si? mnie udobrucha? i jako? mnie przesz?o – potem okaza?o si?, ?e ten pan mnie polubi? a ja jego, za jego wielk? kultur?, takt, sposób bycia i ogromn? wiedz? – to by? prawdziwy dzia?acz o?wiatowy, cz?owiek powo?ania, dzi? takich ju? nie ma. Wszyscy nast?pni inspektorzy nie si?gali mu do pi?t, takim by? Franciszek Maciejowski, inspektor o?wiaty w E?ku, to wielki zaszczyt dla mnie, ?e go zna?am. W zwi?zku z t? wizyt? wróci?am do mojego planu, ?e ma za?atwi? moje przeniesienie do E?ku, znale?? mnie jaki? k?t do zamieszkania, od?o?ymy ?lub za rok, lepiej si? poznamy, stary zd??y mnie polubi?, moi rodzice te? si? oswoj? z t? sytuacj?. Ale Czesiek mia? obawy co do odwlekania ?lubu. Po co mam p?aci? za mieszkanie, skoro on je ma. Nie wie czy uzyska zgod? na przeniesienie bez naszego ma??e?stwa, a kto to wie, mo?e za rok wyjd? za innego. Jak? on ma pewno??? Ostatnie jego s?owo, przeniesienie b?dzie jak we?miemy ?lub. No i co mia?am robi?, podoba? mnie si? ten ch?opiec, zakochana by?am w E?ku i zgodzi?am si? na ?lub, do którego si? nie pali?am. ?lub to sprawa powa?na, nale?a?o z?o?y? wizyt? rodzicom i pokaza? przysz?ego zi?cia. Zaplanowali?my wyjazd na Zielone ?wi?tki – dzi? zapomniane ?wi?to. Zaplanowa?am wysi??? w Kitach, bo to bli?ej o 2 km, a piechot? wola?am i?? go?ci?cem ni? szos?. Rodzice byli powiadomieni o naszej wizycie, mama solidnie przemaglowa?a swego przysz?ego zi?cia, sk?d pochodzi, czy katolik, gdzie pracuje, jak? ma rodzin?, mieszkanie. By?o mnie niezmiernie za ni? wstyd, bo ja nie mia?am nic, troch? swoich ciuchów. Wyja?ni?a, ?e ma wobec mnie inne plany, nie musz? si? t?uc po cudzych k?tach, w Bia?ymstoku jest mieszkanie w którym powinnam z siostrami zamieszka? i zacz?? studia, bo ona ca?y czas na to liczy?a. Wys?uchali?my cierpliwie co mama mia?a do powiedzenia i wrócili?my do E?ku. Wizyta w domu w zasadzie nie spowodowa?a zmiany planów, a Czesiek jeszcze z wi?ksz? determinacj? przyst?pi? do ich realizacji. W dzie? zako?czenia roku szkolnego przyjecha? po mnie, dali?my na zapowiedzi w ko?ciele w Kalinowie i E?ku, zorganizowali?my ma?e po?egnanie. Spakowa? mnie i zabra? do swojego mieszkania. Powiadomi?am rodziców, ?e jestem w E?ku. Przez cztery niedziele lipca sz?y nasze zapowiedzi, w sierpniu, na pocz?tku mia? by? ?lub. Czesiek powiadomi? kilka osób z rodziny, cioci? Urszul? z Elbl?ga, Loni? lekark? z Jeleniej Góry, p. Czalejow? nauczycielk?, która z m??em uczy?a w S?obodzie, a mieszka?a w ich domu i innych. W po?owie lipca pojecha?am do domu, wys?uchuj?c codziennie tej samej litanii. Chyba tydzie? po mnie przyjecha? Czesiek i wtedy mama rozegra?a szekspirowsk? scen?. Wesela nie b?dzie, na wesele nic nie da, nikt na to wesele nie przyjedzie. Wi?c Czesiek wyjecha? z niczym. My?la?am, ?e jak zostan? sama to pr?dzej co? za?atwi?. Napisa?am do Cze?ka, ?e jak si? sytuacja troch? uspokoi, spróbuj? co? za?atwi?. W tym czasie odbywa? si? zlot m?odzie?y we Wroc?awiu, namioty rozstawione na Psim Polu, Czesiek jecha? z delegacj? z E?ku. Chcia? bardzo, abym z nim pojecha?a, nie pojecha?am, ale by?am na stacji w Czy?ewie i si? z nim widzia?am. Chcia? przyjecha?, ale wiedzia?am, ?e jeszcze pogorszy sytuacj?, jedyne wyj?cie mo?liwe by?o takie, do pracy musz? si? zg?osi? w E?ku przy ko?cu sierpnia. ?lub we?miemy w sobot? 04.09.1948 r. i to w Kalinowie, tam by?am jeszcze zameldowana tymczasowo i tam wysz?y nasze zapowiedzi. Czesiek pojecha? do Kalinowa i za?atwi? ?lub z ks. Tomaszewskim. Ja przyjecha?am ju? w niedziel?, bo 01. by? w ?rod?. Spowied? przed?lubn? odbyli?my u ks.K?ckiego, kolegi Cze?ka w ko?ciele. Ciocia Urszula przyjecha?a wcze?niej, aby przygotowa? przyj?cie, pomaga?a jej p. Czalejowa. Na ?lub przyjecha? tatu? i siostra Renia – mama nie przyjecha?a. By? pan Maciejowski, który przygotowa? mnie taki ?liczny bukiet ?lubny, ?e ks. Tomaszewski powiedzia?, ?e takiego pi?knego jeszcze nie widzia?. No niestety przez te mamy manipulacje kilka osób z Cze?ka rodziny i koledzy nie byli. Pani Maria z moimi uczennicami przystroi?a ko?ció? zieleni? i kwiatami, przysz?o troch? uczniów i znajomych z Kalinowa z?o?y? nam ?yczenia. Jeszcze musz? wspomnie? o jednym wydarzeniu, jakie mia?o miejsce jeszcze w Rosochatem. Którego? dnia siedzia?am na ganku i pisa?am list do Cze?ka, kiedy zbli?y?a si? jaka? kobieta, z wygl?du z miasta, z do?? du?a torb?. Spyta?a o mam?, a kiedy us?ysza?a, ?e zaraz przyjdzie, przysiad?a na schodku i na mnie patrzy?a. Mama nied?ugo przysz?a, zacz??y rozmawia?, wyj??a z torby jakie? nici, ig?y, agrafki i inne rzeczy, mama niektóre z nich kupi?a, wynios?a na talerzu miód i bu?k? cz?stuj?c kobiet?. Ta w pewnej chwili powiedzia?a, ?e chce mnie powró?y?, nie chcia?am, ale ona zacz??a mówi?, pisze pani list do ch?opca, jest blondynem, ma niebieskie oczy, ale nie jest pani pewna czy go wybra?, bo jest drugi. Ten jest ciemny, ma ciemne oczy, pani wie, ?e obaj pani? kochaj?. Niech mi pani poda r?k?, dalej – si? opiera?am, no podaj pani – powiedzia?a mama. Poda?am, ona popatrzy?a na moj? d?o? i rzek?a – b?dzie pani d?ugo ?y?a, a co do ch?opców to je?li pani wyjdzie za blondyna, to b?dzie pani mia?a pi?cioro dzieci i m?odo zostanie pani wdow?, je?li wyjdzie pani za tego bruneta, to pojedzie pani za ocean i zamieszka w obcym kraju. Nie przej??am si? t? wró?b?, chocia? mama wmawia?a mnie, abym jej nie lekcewa?y?a, by?a ona wtedy tak nieprawdopodobna, ale na moje nieszcz??cie si? spe?ni?a, nawet to, ?e b?d? d?ugo ?y?a. Wtedy te? pomy?la?am, ?e ona nie pierwszy raz odwiedza nasz dom, mama jej pewnie opowiada?a o ch?opcach moich i o k?opotach jakie jej sprawiam, wi?c z wygl?du mog?a ich zna?, ale dlaczego sprawdzi?a si? co do joty ta druga cz???, tego mama nie mog?a wymy?li?. Do dzisiaj jest to zagadka. Tak wi?c 04.09.1948 r. nasze drogi zesz?y si?. Byli?my ma??e?stwem – on ch?opak z gospodarki ze S?obody na Wile?szczy?nie i ja dziewczyna, córka szewca z Rosochatego Ko?cielnego, le??cego na skraju Podlasia. A spotka?y si? w E?ku, w mie?cie, które on wybra?, bo okolica przypomina?a mu Wile?szczyzn?, a ja, bo kocham wod?, rzeki i jeziora. Chocia? babcia Kostusia mnie pouczy?a, pami?taj, nie wychod? za ma?ego, ma?y ch?op jest pe?en kompleksów, nie wychod? za ch?opskiego syna, taki ?ony nie uszanuje. Czesiek nie by? ma?y, by? przystojny i nie przypomina? ’’wsioka’’, by? zdolny, inteligentny i powiedzia?, ?e mia? zamiar zosta? nauczycielem, a nie gospodarzem, chocia? by? jedynakiem. W?a?nie bycie jedynakiem, chyba najbardziej wp?yn??o na jego charakter. Na pocz?tku naszego ma??e?stwa wszelkie plany zaczyna?y si? od ’’ja’’. A teraz boli mnie serce, ?e dwoje moich dzieci opu?ci?o E?k, a wnuki oprócz Agaty uciekn? wszystkie. Ju? nie pami?tam jak to si? sta?o, ?e pierwszy rok pracy chocia? mia?am etat w szkole, przepracowa?am w Inspektoracie O?wiaty. Na pocz?tku z?o?ci?o mnie to bardzo, bo nie znosz? takiej siedz?cej pracy, ale kiedy okaza?o si?, ?e jestem w ci??y uzna?am, ?e to nawet lepiej. Praca by?a nudna, spokojna. Pozna?am prawie wszystkich nauczycieli z E?ku i powiatu. Irena przenios?a si? do Wi?niowa E?ckiego i nie pojawia?a si? w E?ku. Dowiedzia?am si? o niej dopiero na wiosn?, ?e wysz?a za m?? za Edka Karczmarczyka, konduktora na w?skotorówce, który z koleg? sprawdza? nam bilety i do nas si? zalecali. Troch? mnie to zdziwi?o, bo Edek by? od nas ?adnych kilka lat starszy a Irena na te jego umizgi prycha?a ze z?o?ci?. Edek wydawa? si? sympatycznym, drobnym blondynkiem, zw?aszcza gdy wchodzi? do wagonu w kolejarskim mundurze i bia?ych pepegach (latem). A wracaj?c do Ireny to jeszcze w ramach naszej przyja?ni umówi?y?my si?, ?e pierwszego mojego dziecka chrzestn? matk? b?dzie Irena a je jej. W naszym ?yciu ju? w grudniu nast?pi?a zmiana. Gdy tylko pobrali?my si?, Czesiek rozgl?da? si? za wi?kszym dla nas mieszkaniem. Wyszuka? na ul. Gda?skiej, pó?niej Dzier?y?skiego, a pó?niej znów Gda?skiej pod nr 4. Mieszkanie, które trzeba by?o wyremontowa?, gdy? podczas frontu trzecie pi?tro zosta?o uszkodzone. Fundusze da? Inspektorat O?wiaty. Mieszkanie by?o trzypokojowe z du?ym balkonem, ze sraczykiem na klatce. No i ul. Gda?ska jedna w pi?kniejszych wtedy w E?ku. Inspiracj? twórcz? Cze?ka sta? si? balkon i jego ukwiecenie. Ci??a przebiega?a prawid?owo. Przy badaniu i zmierzeniu mojej w?skiej miednicy lekarz powiedzia? mojemu m??owi, ?e poród mo?e by? ci??ki i nakaza? du?o ruchu. Wi?c m?? pod ró?nymi pozorami wyci?ga? mnie z domu na d?ugie spacery. Nie?wiadoma tego co mnie czeka, stawia?am opór, bo paradowanie z wypi?tym brzuchem nie by?o wtedy modne, a ja mia?am 21 lat. Mój m?? jedynak planowa? du?? rodzin?, po d?ugich pertraktacjach mia?a by? trójka dzieci. Zacz?li?my si? interesowa? piel?gnacj? niemowlaków, a poniewa? lektury na ten temat by?o ma?o, poszerzali?my nasz? wiedz? poprzez rozmowy z osobami do?wiadczonymi. Przygotowanie wyprawki te? nie by?o ?atw? spraw?. Kupowa?am cienk? tkanin? na pieluchy i flanel? na ko?derki. Wyci?gn??am szyde?ko i druty – jak dobrze, ?e umia?am si? nimi pos?ugiwa?. Mama odwiedzi?a nas chyba w kwietniu, ale jak dosz?o do tych odwiedzin nie pami?tam. Wiem, ?e przywioz?a swojemu wnukowi ?liczny becik z poszewkami, ozdobionymi koronk?. Kontakty moje z dawnymi przyjació?kami usta?y. Alina opu?ci?a szko?? w D?browskich, za to ci?gle mia?am do czynienia z ’’kumplami’’ mojego m??a, a tak?e zjawiali si? co jaki? czas kuzyni mojego m??a. Zapomnia?am jeszcze napisa? o pewnym wydarzeniu, które mia?o miejsce 15.10.1948 r. By? to dzie? moich imienin. Mój ma??onek musia? pojecha? s?u?bowo do Bia?egostoku, odebra?am ?yczenia od wspó?pracowników, wo?ny Popko poszed? na poczt? – kiedy przyszed? po?o?y? korespondencj? na Cze?ka biurku, a mnie wr?czy? paczk? i list. Nie pami?tam ju? jak si? wtedy czu?am i co mia?am robi?. Przesy?ka skierowana by?a na Kalinowo, kto? przeadresowa?. W paczce w ?adnym opakowaniu by?y s?odycze, ciastka i pi?knie wydany tomik wierszy z dedykacj? Teofila Ruczy?skiego, ojca Kazika. Czy dobrze post?pi?am, do dzisiaj mam w?tpliwo?ci. Napisa?am kartk? z podzi?kowaniem za ?yczenia i pami??, prezentów nie mog? przyj??, bo jestem ju? m??atk?, zaznaczy?am. Paczk? przepakowa?am i p. Popko nada? j? na poczcie, powiedzia?am mu, ?e to by?a pomy?ka. Czesiek o tym si? nie dowiedzia?, a o Kaziku kilka lat pó?niej. Z otoczenia mojego m??a zna?am kumpli, emigrantów, kilka rodzin emigrantów, p. Czalejow? z synem Bogdanem, cioci? Urszul?, nied?ugo mia?am pozna? braci Skaczków mieszkaj?cych w Sulimach ko?o Gi?ycka. Skaczkowie podczas okupacji dzia?ali w AK na Wile?szczy?nie, aby unikn?? aresztowania wskoczyli do Armii Berlinga. Jan by? przedwojennym podoficerem a Antek by? m??em Geni, córki Aleksandra, brata te?ciowej. Kiedy ich pozna?am – je?dzili?my do nich kilka razy, mieszkali w du?ym domu po bauerze, mieli pi?kn? bryczk?, dwa konie, gospodarstwo domowe prowadzi?a im Mazurka, a oni u?ywali ?ycia. Jan i Antek ju? nie ?yj?, w ksi??ce telefonicznej Gi?ycka figuruje jeszcze najm?odszy Skaczko – Franek. Nie pami?tam, kiedy pojawili si? bracia Raginiowie Artur i Rudolf. Pokrewie?stwo ich z Cze?kiem by?o takie, ?e moja te?ciowa nazywa?a ich matk? cioci?. Mieli do?? du?y maj?tek, mieszkali w S?obodzie, wi?c ich zwi?zki rodzinne by?y do?? silne. Sowieci wywie?li ich rodzin? na Sybir. Ojciec utopi? si? w rzece, przy wyr?bie drzewa w tajdze. Rudolf jako starszy dosta? si? do Armii Andersa, doszed? do W?och, tam sko?czy? medycyn? i wróci? do Polski, zamieszka? we Wroc?awiu. Artur z Armi? Berlinga przeszed? front. W stopniu kapitana s?u?y? w Olsztynie. Potem zosta? wys?any do Moskwy na studia. Po powrocie awansowa? on do stopnia genera?a. Dosta? will? we Wroc?awiu z wartownikiem u bramy. Mieszkali w niej obaj z Rudolfem. Nie pami?tam w którym roku zosta? zabity na polowaniu w lasach ko?o Wroc?awia, zna? Jaruzelskiego ( nie ustalono czy by? to przypadek czy zabójstwo ). Mieli dwie siostry zam??ne, Loni? lekark? w Jeleniej Górze (Bychowiec) i Maryl?, z m??a Szylko mieszkaj?c? na wsi ko?o Jeleniej Góry. Matka ich mieszka?a z córk? Leoni?. Poznali?my Olimk? Tarazewicz i jej matk? Zofi?. Mieszka?y w Gi?ycku, Olimka by?a piel?gniark?, potem przenios?a si? do Olsztyna, pracowa?a w Poliklinice, Olimka by?a córk? W?adys?awa, brata te?ciowej. Pozna?am W?adka Bo?ta z Kwidzynia. By? synem W?adys?awy, siostry te?ciowej. Potem poznam ca?? rodzin? Bo?tów. W pierwszym roku naszego ma??e?stwa pierwszym wydarzeniem by?a zmiana mieszkania a drugim narodziny Andrzeja. Poród trwa? d?ugo – urodzi?am go przez masa? – tak to si? nazywa?o, a by?o to wyci?ni?cie go. Ca?e szcz??cie, ?e ch?opiec by? silny, wa?y? 3,5 kg i to wytrzyma?, ja to odczu?am gorzej, wysz?am z tego z p?kni?ciem szyjki i ty?ozgi?ciem. Przez dwa lata boryka?am si? z tymi problemami. Wed?ug orzeczenia prof. Dzierzki z B-stoku mia?am jedn? szans? na sto, ?e zajd? jeszcze w ci???. Tak bardzo by?o bolesne to dla mnie prze?ycie, ?e nast?pne dzieci rodzi?am w domu ( ale wtedy jakie wspania?e by?y po?o?ne, jak pani Hulowa, która przyj??a czwórk? moich dzieci, bez komplikacji. Przez okres ci??y zbierali?my pieni?dze na wózek, który nie by? ani tani, ani ?atwy do zdobycia, trzeba go by?o przy pomocy znajomych sprowadzi? ze ?l?ska. Podczas mojego pobytu w szpitalu Czesiek naby? za te pieni?dze ?ód?, t?umacz?c, ?e to by?a super okazja. Zrobi?am straszn? awantur?. Druga sprawa to imi? synka lub córki. Zastanawiali?my si? nieraz nad tym, ale nie dochodzi?o do porozumienia. Kiedy jeszcze le?a?am w szpitalu Czesiek napisa?, ?e nasz synek b?dzie nazywa? si? Andrzej – Andruszka, bo jego serdeczny kolega mia? takie imi?. Nie bardzo mnie ono pasowa?o, ale z czasem spodoba?o si?, by?o do?? m?skie. Andrzej by? zdrowym i pogodnym dzieckiem, ale ja mia?am k?opoty ze zdrowiem i piersiami, mia?am bardzo ma?e brodawki, wi?c pop?ka?y, krwawi?y, w piersi wyst?pi?o zapalenie, bardzo cierpia?am. Andrzej pop?akiwa? g?odny i wtedy przyjecha?a mama z po?ciel? do ?ó?eczka, oceni?a sytuacj?, kaza?a kupi? butelk?, smoczek, mleko od krowy brali?my – odpowiednio je przygotowa?a. Pami?tam, ?e Andrzej wypi? ca?? ?wiartk? i zasn?? jak suse?. Pocz?tkowo usi?owa?am go karmi? i piersi? i butelk?, ale chyba gdzie? po czterech miesi?cach przeszed? na butelk?. W 1949 r. Czesiek zacz?? nauk? w wieczorowym liceum, bo okaza?o si?, ?e ma tylko ma?? matur?. 05.09.1949 r. wzi?li?my ?lub cywilny, kiedy okaza?o si? przy rejestracji syna, ?e ?luby ko?cielne i akta chrztu ko?cielnego s? niewa?ne. Takie zacz??o obowi?zywa? prawo. Je?li chodzi o chrzest Andrzeja, to sprawa te? by?a burzliwa. Jeszcze w Kalinowie obiecywa?y?my sobie z Iren?, ?e nasze pierwsze dzieci b?dziemy trzyma? do chrztu, moje ona a ja jej. Kiedy nadszed? ten moment, mój m?? przedstawi? swojego kandydata, Jurka Siemiatkowskiego, a ja Irk?. Wtedy mój m?? o?wiadczy?, ?e Irka w ?adnym wypadku. Nie wiedzia?am o co chodzi, wi?c postawi?am spraw? jasno, albo wyja?ni o co chodzi albo b?dzie Irka. Wtedy mój biedny m?? wyja?ni? mnie, ?e Irka nie jest wcale tak? moj? wiern? przyjació?k?, bo wtedy jak by?am chora na angin? i do E?ku nie pojecha?am, wykorzysta?a okazj?, aby mu odradzi? ma??e?stwo ze mn?, poniewa? nie traktuj? go powa?nie, maj?c bliskie kontakty z innymi panami i tu pad?y nazwiska. By?am tym tak zaskoczona, ?e nie mog?am uwierzy?. Czesiek mnie zapewni?, ?e jej nie uwierzy?, poniewa? ju? dawno zauwa?y?, ?e ona na niego leci, a on dawa? jej do zrozumienia, ?e nie jest ni? zainteresowany. Chrzestn? matk? naszego syna zosta?a moja siostra Genia. W 1949 r. zacz??am prac? w Szkole Nr 1. Budynek szko?y znajdowa? si? nad rzek? E?k na terenie koszar. Trzypi?trowy, z jasnymi salami, wysokim podpiwniczeniem, du?ym boiskiem od frontu i ogrodem od rzeki. Za Niemców mie?ci?a si? tu szko?a ’’Hitlerjungen’’. W budynku mie?ci?y si? dwie szko?y, parter i I pi?tro zajmowa?a Szko?a Nr 1 a drugie i trzecie pi?tro Szko?a Nr 2. Kierownikiem naszej szko?y by?a Helena Zosimowicz – pó?niej Piotrowska, repatriantka, przedwojenna nauczycielka, tak jak wi?kszo?? z nich – Roman Zofia, Stadnicka Leokadia, Romanowska Janina, Januszewska Joanna, Piero?y?ska Helena, Szymonis Helena – moja przyjació?ka 1915 r. i troje m?odych nauczycieli: Jadwiga Tarazewicz, Edward Marczak, Kazimierz Mroczkowski, ju? absolwenci e?ckiego liceum. Po Kalinowskiej szkole, ta wydawa?a mnie si? prawdziwie miejska. Pokój nauczycielski, sekretariat, ?wietlica. Przedmioty dosta?am nie te, które lubi?am, jak chemia, biologia i geografia, polski – ten lubi?am. No, ale wtedy nauczyciel by? specjalist? od wszystkich przedmiotów, a ?e uczy? te? tych, które nie lubi?, to specjalnie nikogo nie martwi?o. Chemii pozby?am si? ju? w nast?pnym roku, ale biologia prze?ladowa?a mnie d?u?ej, bo okaza?o si?, ?e mam osi?gni?cia w tym przedmiocie, a do swojej ulubionej historii dosz?am po sko?czeniu Studium Nauczycielskiego. Po trzech latach pracy zosta?am zwolniona ze zdawania egzaminu praktycznego i zosta?am nauczycielem mianowanym. Szko?a swym zasi?giem obejmowa?a ca?e miasto z Zydlungiem i Syb? (Szyba) a m?odsze prawie ca?e miasto, oprócz Kajki, W. Wasilewskiej, ko?ca Woj. Polskiego – przy Lic. Pedagogicznym by?a ?wiczeniówka i Syb? – szko?a I – IV. Do szko?y Nr 1 nale?a?y numery domów nieparzyste, a do Nr 2 parzyste. Ka?dy do szko?y mia? kawa?ek drogi, ale po?o?enie szko?y by?o pi?kne, rzeka za ni?, tereny zadrzewione, ale niezamieszkane, niedaleko boisko sportowe. Atmosfera pracy dobra, ale praca ci??ka, m?odzie? z ró?nych stron Polski. Najwi?cej by?o dzieci emigrantów tzw. Zabu?an, Wile?szczyzna, okolice Grodna, Pi?ska, Lwowiaków by?o niewielu, no i przybysze z okolic Augustowa, Grajewa, W?sosza, przybysze z Kurpi, ludno?? z terenów biednych, przygranicznych. Np. z Rosochatego wyjecha?y tylko dwie rodziny. Np. Kalinowo zasiedlili ludzie z jednej dworskiej wsi i wyrobnicy dworscy ze wsi ko?o Barg?owa. Wi?c nie ?atwo by?o uczy? takie dzieci, w dodatku miejskie, wiejskie. W roku 1949 Renia wysz?a za m?? za Leopolda Rosi?skiego, zwanego Leonem. Poznali si? w miejscu pracy. Zamieszkali na Warszawskiej, mieszka?a tam jeszcze siostra Genia, która sko?czy?a Liceum Administracyjne i zacz??a prac? w Urz?dzie Wojewódzkim jako sekretarka szefa Wojewódzkiego Funduszu Odbudowy Stolicy na który wp?acali wszyscy pracuj?cy w Polsce ( potr?cano z poborów ). W roku 1951 Genia zosta?a oddelegowana s?u?bowo do Zielonej Góry, tam pozna?a Miko?aja Sweryda ( Poznaniaka ) porucznika milicji. W roku 1952 pobrali si?, zamieszkali w willi na ul. Klonowej. Po wydaniu trzech córek za m?? w domu pozostali rodzice, Wiesiek i Rysiek. Malutki Rysio nie sprawia? ?adnych problemów, ale Wiesiek mia? trudny charakter i w starszych klasach podstawówki sprawia? k?opoty. W kl. VI dosta? promocj? warunkowo i by?a obawa, ?e siódmej klasy nie sko?czy. Zabra?am go do E?ku, po uko?czeniu kl. VII Genia zabra?a go do Zielonej Góry, gdzie sko?czy? szko?? zawodow? jako tokarz, a skierowanie do pracy dosta? do Bytomia do Huty Zygmunt. W tym czasie, gdy by? Wiesiek mieszka? u nas szwagier p. Czalejowy, W?adek Czalej, brat jej m??a ( który zgin?? w Katyniu ). Czesiek za?atwi? mu prac? i chodzi? do wieczorowej szko?y. Zapomnia?am jeszcze wspomnie? o naszym piesku, Ciupie, mia?a to by? male?ka psinka, jak jej matka, czarna, puszysta, a wyrós? na rude z?o?liwe psisko. Ukwiecenie balkonu by?o m??a honorem, za?o?enie ogromnego akwarium, pasj? fotograficzn?, w?dkowanie, konserwowanie ?ódki ( chocia? nie by?o czasu, aby z niej korzysta? ). Wolna by?a tylko niedziela. Czesiek realizowa? te swoje pasje z prawdziw? determinacj? i uporem. A przecie? wi?kszo?? jego pracy polega?a na wyjazdach na konferencje, szkolenia, wizytacje placówek w terenie. Na jego g?owie by?y przedszkola, dom dziecka, pó?kolonie, kolonie, sto?ówki szkolne, szkolenie nauczycieli w tym zakresie. Wtedy zrodzi? si? pomys? kupienia motoru. Nie pami?tam jak d?ugo na niego czeka?, ale mu dano przydzia? i kupi?. Od dawna chodzi?y pog?oski, ?e wojsko chce zabra? nam budynek, ale sta?o si?. Rok szkolny 1950/51 zacz?li?my na ul. Ko?ciuszki w niewielkiej kamienicy, po internacie handlówki. Czeka?y nas niezmiernie trudne lata. Ciasnota ogromna, na przerwach, ca?a klatka schodowa od parteru po III pi?tro, zape?niona m?odzie??. Trudno by?o si? przepchn??. Przyby?o du?o nowych nauczycieli, a w?ród nich Janina Roszko, pó?niej Gordziewicz i Genio Biedrzycki, mieszkaj?cy na Gda?skiej. Z Niusi? zawar?y?my wspania?? przyja??. Miasto na nowy budynek szkolny przeznaczy?o ogromny gmach przy ul. Ma?eckich, ale zniszczony i trzeba go by?o nie tylko odremontowa?, ale i dostosowa? do potrzeb szko?y. Dopiero rok szkolny 1953/54 zacz?li?my w nowej szkole. Rok 1952 by? dla naszej rodziny pomy?lny, by?am w ci??y. Tak bardzo chcia?am mie? córeczk?. Czesiek pomóg? Irenie w przeniesieniu do E?ku. Mia?a ju? córeczk? Marysi?, kilka miesi?cy m?odsz? od Andrzeja, a teraz oczekiwa?a razem ze mn? na drugie dziecko. Urodzi?a trzy tygodnie wcze?niej córeczk? Ew?, a ja nied?ugo potem córeczk? – by?am szcz??liwa. Druga ci??a by?a bardzo trudna, bola? mnie bardzo kr?gos?up, mia?am niskie ci?nienie, nie znosi?am ostrych zapachów, wi?c kilka razy zemdla?am. W dodatku mój ma??onek robi? roczny kurs pedagogiczny w zakresie opieki nad dzieckiem i to musia? mie? zaj?cia stacjonarne a? w Bydgoszczy. Zachowa?a si? z tego okresu nasza korespondencja. Poród odby? si? w domu, by? w normie, jak powiedzia?a po?o?na. Dziecko wa?y?o 3,200. Wygl?da?o na drobne, w nocy pop?akiwa?o, by?o wra?liwe. Chcia?am, aby nazywa?o si? Danuta, jak moja serdeczna przyjació?ka Danka Kalinowska z gimnazjum, ale mama zawetowa?a z powodu krowy Józefata z Rosochatem, na któr? wo?ali Danka. Mama zaproponowa?a imi? Wanda ( mama nam ?piewa?a o niej pi?kn? piosenk? ), ty jeste? Jadwiga, a ona b?dzie Wanda, dwie wspania?e Polki. Rodzicami chrzestnymi Wandy by?a siostra stryjeczna Cze?ka Irena Tarazewicz z Legnicy, a ojcem chrzestnym Jurek Mackiewicz. W latach 1950-52 wydarzy?o si? du?o. Mój te?? Mieczys?aw Tarazewicz zosta? aresztowany razem z te?ciow? przez Niemców za wspó?prac? z AK i osadzeni w wi?zieniu w Miadziole, a potem w Wilejce. Czesiek skry? si? w oddziale AK na fa?szywych papierach, a rodzina zacz??a starania o ich uwolnienie. Przekazano pewn? ilo?? z?ota i te?ciowa zosta?a uwolniona, a za uwolnienie te?cia ??dano dop?aty, ale te?ciowa odmówi?a twierdz?c, ?e je?li j? uznano za niewinn? to jej m??a te?. Niestety te?cia wywieziono – ?lady wiod?y do O?wi?cimia. Dotychczasowe poszukiwania przez Czerwony Krzy? nie przynios?y efektów, wi?c wybrali?my si? do O?wi?cimia. To by?o prze?ycie makabryczne. Nic jednak nie dowiedzieli?my si?, z powodu niepe?nej dokumentacji jak? wtedy posiadano. Czesiek wype?ni? tylko szczegó?ow? ankiet? wpisuj?c dane, które zna?. Z O?wi?cimia pojechali?my do Karpacza, a w?a?ciwie to do Jeleniej Góry w odwiedziny do ciotki Bychowiec. Przy okazji zwiedzili?my Karpacz i wspi?li?my si? na ?nie?k?. W roku 1951 odbyli?my podró? statkiem z Gi?ycka do W?gorzewa – odwiedzaj?c krewnego cukiernika z Wilna, który mia? cukierni? w W?gorzewie. U niego w domu jad?am po raz pierwszy s?kacz, a w jego piekarni widzia?am jak go si? piecze. Powrotna podró? okaza?a si? do?? gro?na. Kiedy stateczek wp?ywa? z jeziora w w?ski kana?, nadesz?a burza, wichura. Stateczkiem zacz??o miota? od ?ciany do ?ciany kana?u. Pasa?erowie skupieni w kabinie mieli porz?dnego stracha. Wtedy mój biedny m?? tul?c do siebie Andrzejka odezwa? si? do mnie w?ciek?y ’’je?li mojemu synkowi co? si? stanie, to ci? zabij?’’. Synek to tak?e mój i nic mu si? nie stanie, odrzek?am. Czesiek mnie pó?niej przeprosi?, bo by? na mnie z?y, ?e go na ten statek namówi?am. W lipcu na tydzie? wyskoczyli?my do Elbl?ga do ciotki Urszuli i wuja Jana. Ich dzieci Marian i Benia byli w domu, najstarsza W?adzia by?a poza domem. By?a natomiast u nich ciotka Anna z Legnicy ( stryjeczna siostra Urszuli ), któr? ja pozna?am, a Czesiek zobaczy? po raz pierwszy po wojnie. Od niej Czesiek si? dowiedzia?, ?e jej brat Sawery ( a jego stryjek ) mieszka w gospodarstwie nad Odr? w Strzegowie p. Gubin. Podczas pobytu w Bydgoszczy Czesio go odwiedzi?, a ten przez kilka lat przesy?a? nam worek ( chyba z 10 kg ) orzechów w?oskich, drzewa te ros?y u niego w ogrodzie. Pobyt u Syropiatków w Elbl?gu by? bardzo udany. Oboje wujostwo byli lud?mi ?wiat?ymi i serdecznymi. W sierpniu 1951 r. jeste?my w Rosochatem. Przyjecha?a tak?e Genia i Renia z synkiem Witkiem. Na zdj?ciach jeste?my w ogrodzie, my oboje z Andrzejem i Rysiem nad Brokiem i w Broku. Sad pe?en owoców i by?a jeszcze krowa. Czesiek sko?czy? liceum i otrzyma? matur?. Je?li chodzi o krow?, to wspomnia?am j?, poniewa? wróci?o wspomnienie przepysznych serów i twarogów robionych przez mam?, a na wspomnienie ?azanek z twarogiem i ?mietan? ?linka mnie cieknie. Sytuacja w pracy i u mnie i u m??a pogarsza?a si?. W kuratorium zacz?to wymian? kadr polegaj?c? na usuwaniu Polaków a przyjmowaniu pracowników narodowo?ci bia?oruskiej. W naszej szkole usuni?to kier. Helen? Zosimowicz – Piotrowsk?. Na jej miejsce przyszed? Bia?orusin Aleksander Poczykowski pochodz?cy z Bielska Podlaskiego, cz?owiek bezkompromisowy, wielbiciel sowieckiego porz?dku. Szko?a pod jego rz?dami zamienia?a si? w instytucj? karno – dyscyplinarn?. Na radach pedagogicznych nie mo?na by?o swobodnie wypowiedzie? si?, mie? swoje zdanie. Toczy?a si? sprawa usuni?cia religii ze szkó?. Kiedy do tego dosz?o, biega? po salach i sam zdejmowa? krzy?e, bo wiedzia?, ?e tego nikt nie zrobi i nie dlatego, ?e wszyscy byli za, tylko byli przeciwni w jaki sposób t? spraw? rozwi?zano. Kiedy warunki lokalowe pracy poprawi?y si?, to atmosfera pracy g?stnia?a. W marcu 1953 roku zmar? Stalin, oficjalnie ca?y kraj mia? by? pogr??ony w wielkiej ?a?obie, no i oficjalnie zrobiono co trzeba, ale nie przypominam sobie, aby w naszym najbli?szym otoczeniu kto? ?a?owa? tego ’’potwora’’, wr?cz odwrotnie liczono, ?e sko?czy? si? kult jednostki, to mo?e zmieni si? na lepsze, co sta?o si? dopiero w 1956 r. podczas XX zjazdu Partii Zwi?zku Radzieckiego, kiedy w s?ynnym referacie Nikita Chruszczow odkry? zbrodnie, jakich dopu?ci? si? Stalin. U nas by? wtedy Pa?dziernik, referat Gomu?ki i odpr??enie, pewien powiew swobody – niestety nie na d?ugo, chocia? tamten z?y okres si? nie powtórzy?. W 1953 roku urodzi?a si? Hela, poród rozpocz?? si? w drodze do szko?y na ul. Orzeszkowej, w dniu zako?czenia roku szkolnego. Urodzi?am j? szybko, kiedy wbieg?a po?o?na jeszcze zd??y?a j? przyj??. Rodzicami chrzestnymi jej zostali p. Czalejowa i Antek Skaczko. Mia?o to by? nasze ostatnie dziecko, wi?c o imi? spierali?my si? i dlatego w ko?ciele ochrzczona zosta?a Helena – Krystyna, a w Urz?dzie Stanu Cywilnego Czesiek wpisa? Krystyna – Helena. Tak jak ju? wspomnia?am wydarzenia polityczne mia?y odbicie w pracy instytucji pa?stwowych. Inspektorat O?wiaty przeniesiono do budynku Urz?du Powiatu – prawe skrzyd?o I pi?tro. Inspektorowi przydzielono za mieszkanie dwie ma?e klitki w budynku szko?y Nr 1, boczne wyj?cie na I pi?trze. Mieli?my ju? na utrzymaniu spor? rodzin?. Czesiek zacz?? rozgl?da? si? za lepiej p?atn? prac?. Otrzyma? propozycj? dyrektora Miejskiego Zarz?du Budynków Mieszkalnych. Poniewa? kierowanie innymi by?o jego natur?, wi?c praca mu odpowiada?a, no i zarobki by?y du?o wy?sze. Na jego miejsce w Inspektoracie przyszed? Czesio Zawadzki, nauczyciel z jakiej? wioski w powiecie Gi?ycko. Wspomnia?am o niektórych wydarzeniach, ale wtedy ?yli?my w wielkim strachu przed wybuchem nowej wojny ?wiatowej. Korea stan??a w ogniu wojny, w któr? wpl?tane by?y USA, Rosja, Chiny. I w?a?nie wtedy osi?gni?to porozumienie, którego skutki do dzisiaj obowi?zuj? – podzia? Korei na Pó?nocn? i Po?udniow?. W roku 1954 stan??y przed nami nowe wyzwania ?yciowe. Zasz?am czwarty raz w ci??? i zaistnia?a mo?liwo?? zmiany mieszkania. Trzecie pi?tro dawa?o nam si? we znaki i chcieli?my mie? jaki? skrawek zieleni dla dzieci. Uda?o si? i w maju przeprowadzili?my si? do nowego mieszkania ul. Gda?ska 27/4 ( wtedy ul. Dzier?y?skiego ). Mieszkanie na I pi?trze, du?e pokoje, ?azienka, centralne ogrzewanie, pi?kne podwórko i ?liczny ogród, od Gda?skiej do Toru?skiej z altank? w cz??ci zadrzewionej. Raj dla dzieci. I wtedy mój ma??onek mia? pole do popisu. Odezwa?a si? krew rolnika. Sadzi?, przesadza?, zak?ada? okna inspektowe, zmusza? nas do jedzenia szpinaku, fasoli szparagowej, a produkowa? tego za du?o, wi?c nie da?o si? wszystkiego skonsumowa?. Wraz z mieszkaniem dostali?my dwa ma?e stryszki, dwie piwnice i chlewik. W bloku w piwnicy by?a pralnia, du?y kocio? do gotowania, wanna, krany z wod? i ?ciek, co u?atwia?o pranie. By? tak?e du?y strych do suszenia bielizny. Wygodnie nam si? tam mieszka?o, to mieszkanie sta?o si? dla moich dzieci miejscem bardzo rodzinnym. W zwi?zku z przyj?ciem na ?wiat czwartego dziecka postanowi?am uczy? w klasach m?odszych, wi?c mog?am z domu wychodzi? o godz. 10:00, 11:00. W godzinach rannych te?ciowa robi?a zakupy, a ja przygotowywa?am ?niadanie, przygotowywa?am drugi posi?ek, sprawdza?am jak maj? by? ubrane dzieci na podwórko. Zaprowadza?am jaki? ?ad w ich ?yciu. Wraca?am w tym samym czasie co Czesiek, jedli?my obiad. T? moj? pierwsz? klas? zapami?ta?am do dzisiaj. Odwiedza?am ich domy, zna?am wi?kszo?? rodziców. Wielu z nich ju? odesz?o od nas. Kiedy rodzi?am Czesi?, mój ma??onek by? w rezerwie w E?ku i pracowa? w WKR. Wpad? do domu po papierek, ?e urodzi?o si? dziecko i spieszy? si? do urz?du, aby j? zameldowa? i dosta? trzy dni urlopu, ?e nie ustalili?my jak ma si? nazywa?. Dopiero w urz?dzie, kiedy urz?dniczka spyta?a go – Imi?, powiedzia? Czes?aw, a ona spyta?a czy to ch?opiec, dziewczynka odpowiedzia?, a to Czes?awa – rzek?a – nazwisko Tarazewicz, chwileczk? powiedzia? mój wystraszony m??, ale ja nie spyta?em ?ony jak jej damy na imi?. Czes?awa to pi?kne imi? i b?dzie je mia?a po tatusiu – no tak odpowiedzia? mój m??. Kiedy wróci? do domu spyta?am, chyba jej nie zapisa?e? – zapisa?em, a jak – Czes?awa, my?la?am, ?e wyskocz? z ?ó?ka, chcia?am czym? w niego rzuci?, ale nie mia?am czym. Mój ma??onek usiad? na fotelu i powiedzia?, nie wiem o co ta awantura, ja mam na imi? Czesio i nikt mnie nigdy nie powiedzia?, ?e jest brzydkie, a wiesz dlaczego, bo jestem ?adny, ty te? mnie wzi??a?. Moja córka b?dzie taka ?adna, ?e nikt jej nie powie, ?e ma brzydkie imi?. No i prawda nasza córka wyros?a na pi?kn? dziewczyn?, wszystkie nasze dzieci by?y pi?kne. Kiedy? babcia Wojtaszkowa powiedzia?a, ?e wnuki z E?ku s? najpi?kniejsze z jej wnuków, nawet s?siadki tak mówi?. Jesieni? 1954 r. m?? pod naciskiem moim i te?ciowej sprzeda? motor. Obecna praca nie wymaga?a jego posiadania, a w latach kiedy nim je?dzi? nie raz szarpa? nam nerwy, kiedy na umówiony czas nie wraca?. Za sprzedany motor kupi? dwa rowery niemieckie, m?ski i damk?, którymi mieli?my przemierza? polne i le?ne drogi z koszykami z naszymi dzie?mi. Poniewa? na te spacery zawsze brakowa?o czasu, podobnie jak p?ywanie ?ódk?, rowery zosta?y sprzedane. ?ódka zosta?a, tylko zmienia?a miejsce postoju – chyba w kwietniu 1955 roku zacz??o si? nasze nieszcz??cie. Nasza córeczka Wanda dosta?a zatrucia pokarmowego, by?o na tyle silne, ?e dziecko znalaz?o si? w szpitalu, kiedy stan ju? zacz?? si? poprawia?, dowiedzieli?my si?, ?e znów jest gorzej, bo dziecko dosta?o zapalenia p?uc. Byli?my przera?eni, przypomnia?am sobie, ?e dr. Sienicki z Krzeczkowa, dobry znajomy taty i mamy jest dyrektorem Kliniki Dzieci?cej na Kopernika w Warszawie. Odnale?li?my jego prywatny numer telefonu, przedstawi?am si? kim jestem i jaki mam problem. Kaza? dziecko przywie??, je?li lekarz uzna, ?e zniesie podró?. Wieczorem przy pomocy znajomej piel?gniarki wynie?li?my j? ze szpitala. Dr. Szorc zbada? j? i kaza? jecha?. Na rano byli?my w szpitalu. Zbadano j? dok?adnie i tylko jedno pad?o pytanie, dlaczego tak pó?no zwracamy si? o pomoc do lekarza? Kiedy powiedzieli?my, ?e przywie?li?my j? prosto ze szpitala w E?ku to nie mogli uwierzy?. Stwierdzili, ?e stan dziecka jest ci??ki, ale nie beznadziejny. Poniewa? Czesiek musia? wraca? do domu, za?atwi? mnie dwutygodniowy urlop bezp?atny. Zamieszka?am u babci Konstancji na ul. Solnej. W mieszkaniu, które zajmowa?a z synow? i wnukami mia?a swój do?? ?adny pokój, korytarz z kuchenk? i sraczykiem. Biega?am w pierwszych dniach kilka razy do szpitala z dr?eniem w sercu, ?e us?ysz? to najgorsze. Po kilku dniach us?ysza?am, ?e ?yciu mojego dziecka ju? nic nie zagra?a, wtedy zauwa?y?am, ?e jestem w Warszawie. Bieg?am z Kopernika przez Krakowskie Przedmie?cie, Ogród Saski, Plac Bankowy na Elektoraln? i Soln?. W podzi?ce posz?y?my z babci? do ko?cio?a ?w. Anny i na p?czki do Bliklego. Czesiek przyje?d?a? na ka?d? niedziel?, kupowali?my ró?ne zabawki. Zobaczyli?my j? dopiero po dwóch tygodniach przez oszklone drzwi, sta?a w ?ó?eczku ostrzy?ona, chudziutka, wyci?ga?a do nas r?czki i p?aka?a. Jeszcze min?? miesi?c zanim mogli?my j? zabra?. Po rozmowie z lekarzem postanowili?my, ?e pojad? z ni? do Rosochatego. Przez dwa tygodnie wygrzewa?y?my si? na s?o?cu, pi?a ?wie?e mleko, jad?a mase?ko i jajka. By?a zagubiona, ci?gle si? do mnie przytula?a, wi?c te dwa tygodnie bardzo dobrze wp?yn??y na jej zdrowie, nabra?a apetytu i kolorków. Lipiec sp?dzili?my w domu, w ogrodzie, na ?ódce, która wtedy by?a na jeziorze w Mrozach pod opiek? Ko?ciewicza, szwagra mojej te?ciowej. Przywlók? on si? do nas gdzie? znad Odrza, czeka? na przyjazd rodziny z Rosji i szuka? miejsca na osiedlenie. Pierwsza jego ?ona Aldona by?a siostr? te?ciowej, po porodzie chorowa?a i gdy Kazik, ich syn, mia? cztery lata zmar?a. Druga ?ona Bia?orusinka z trójk? dzieci czeka?a na repatriacj?. We wspomnieniach te?ciowej ten facet jawi? si? jako pies na folwarczne dziewki, gdy jeszcze Aldona ?y?a ( by? zarz?dc? w jakim? maj?tku ), a teraz gdy si? zjawi? te?ciowa okazywa?a mu wiele serdeczno?ci i nie pop?dza?a Cze?ka, aby za?atwi? mu w pobli?u E?ku jakie? gospodarstwo. Po wielkich trudach i kosztach ( naszych, bo facet nic nie mia? ), dosta? dom i gospodarstwo w Mrozach. Mia? nam si? wyp?aca? za to, do ko?ca ?ycia – tak mówi?. Z tych obietnic zosta? s?oik miodu i chyba przez dwa lata pilnowanie ?ódki. Opisa?am to tak dok?adnie, bo nie mog?am si? nadziwi? mentalno?ci tych ludzi, ?e zjawiali si? bez zapowiedzi – jedli i spali po kilka miesi?cy, liczyli na wszelk? pomoc, uwa?aj?c to za rzecz normaln? i w dodatku byli to krewni ’’siódmej wody po kisielu’’. W sierpniu przyjecha?a do nas Olimka, zostawili?my dzieci pod jej i te?ciowej opiek? i wyjechali?my w dawn? obiecan? wizyt?, do Gda?ska do rodziny Gintowtów. Mieszkali na Orunii na osiedlu domków jednorodzinnych. Wspania?a rodzina, matka, dwie siostry i dwóch braci. Wszyscy muzykalni, akordeon, cymba?y, skrzypce, gitara. Ca?e dnie zwiedzali?my Trójmiasto, a wieczorem rodzina si? schodzi?a i na nasz? cze?? odbywa?y si? koncerty. Po dramatycznych prze?yciach jakich do?wiadczyli?my, ten urlop by? wspania?ym prezentem. Dzwonili?my cz?sto do domu upewniaj?c si?, czy wszystko w porz?dku. Oboje byli?my po raz pierwszy nad morzem. Byli?my na pla?y w Sopocie, Jelitkowie, to jednak chocia? morze zrobi?o na nas wra?enie to ca?ymi dniami zwiedzali?my Gdyni?, Sopot, Oliw?, Wrzeszcz, Gda?sk. Wrócili?my wypocz?ci, obiecuj?c, ?e oni odwiedz? nas, a my ich, do czego ju? nie dosz?o. Wspomnia?am o cz?stych sublokatorach w naszym domu. Jednym z nich okaza? si? mój brat Wiesiek, a dosz?o do tego chyba jesieni? 1954 r. Czesiek wyje?d?a? chyba na dwa tygodnie do jakiej? wypoczynkowej miejscowo?ci na ?l?sku, na szkolenie. Kiedy mama o tym si? dowiedzia?a poprosi?a go, aby odwiedzi? Wie?ka, który pracowa? w Bytomiu w hucie Zygmunt a mieszka? w hotelu robotniczym. Mama zauwa?y?a, ?e on przepuszcza zarobki, bo nic sobie nie kupuje, a do domu przyje?d?a w dziurawych skarpetach. Czesiek stwierdzi?, ?e w hotelu wi?kszo?? lokatorów to starsi robotnicy, którzy naci?gaj? m?odych na papierosy i picie i wed?ug relacji starego górnika na portierni nic dobrego z tego nie wyniknie. Czesio to mamie przekaza?, a ta zobowi?za?a go do za?atwienia tej sprawy. Wi?c za?atwi? mu prac? w E?ku, no i zamieszka? u nas. Mama by?a szcz??liwa, ?e k?opotu si? pozby?a, a ja na kilka lat wpl?ta?am si? w sytuacj? bez wyj?cia. W roku 1955 otworzy?a si? mo?liwo?? wyjazdu do Zwi?zku Radzieckiego, a w?a?ciwie na Wile?szczyzn?. Czesiek z?o?y? odpowiednie dokumenty i czekali?my na powiadomienie. Dopiero w roku 1956 uzyskali?my mo?liwo?? wyjazdu. Sytuacja si? nam skomplikowa?a, bo by?am w ci??y. Wydawa?o si?, ?e z wyjazdu b?d? nici. Jednak termin wyjazdu si? przed?u?a?, a my wyjechali?my w sierpniu pierwszym poci?giem. ’’Inturyst’’ z Warszawy przez Terespol, Grodno, Baranowicze, Wilno. Nie ?atwo by?o opu?ci? dom, Marek mia? nieca?e trzy miesi?ce, ale nie by?o wyj?cia, nie wiadomo by?o czy jeszcze kiedy? pozwol? wyjecha?. Zdarzy?a si? jeszcze przed wyjazdem mi?a sytuacja. Na pocz?tku lipca Czesiek by? dwa tygodnie na jakim? kursie w W-wie i odszuka? swojego koleg? ze S?obody Janka Kulaszewicza. Janek studiowa? muzyk?. Rodzina Kulaszewiczów mieszka?a w domu moich te?ciów – dom by? wynaj?ty na posterunek Policji. Kulaszewiczów by?o trzech: Stasiek, Heniek i Janek. Stasiek by? nauczycielem w B-stoku, Heniek w zakonie Franciszkanów w Krakowie, a Janek sko?czy? Liceum Pedagogiczne – by? moim koleg? a potem studiowa? muzyk?, dyrygentur?. Wszyscy trzej mieli by? na naszym weselu, które si? nie odby?o. Ojciec ich zgin?? w Katyniu, by? policjantem. Czesiek opowiadaj?c o czasach w S?obodzie wspomina? Kulaszewiczów, ale ja nie skojarzy?am, ?e to mo?e by? ten, co go znam. Kiedy Czesiek wróci? z W-wy rzuci? mimochodem, ?e odnalaz? koleg? i ten ma nas odwiedzi?. Nie by?am zbyt zadowolona, bo szykowali?my si? do wyjazdu do Rosji, a wymaga?o to wiele zachodu, biegania po sklepach, kupowania prezentów i troch? rzeczy na sprzeda?, aby przywie?? prezenty do domu, bo przewóz pieni?dzy by? zabroniony a wymiana dotyczy?a 50 rubli na osob?. Na kilka dni przed wyjazdem do?? rano dor?czono telegram, Czesiu przyje?d?am – podana data – Janek. Przeczyta?am telegram i stwierdzi?am, ?e ten go?? przyje?d?a dzisiaj, zadzwoni?am do m??a, gdy dzwoni?am rozleg? si? dzwonek do drzwi, otworzy?am i zobaczy?am wysokiego m??czyzn? z walizk?, który na mój widok powiedzia? przepraszam i zamkn?? drzwi. Pomy?la?am, ?e ch?op si? pomyli?. Za chwil? rozleg? si? znów dzwonek i ten sam m??czyzna powiedzia?, szukam Czes?awa Tarazewicza, czy to tutaj, tak prosz?, powiedzia?am, a kim pani jest – jego ?on? i wtedy roze?miali?my si?, bo on pozna? mnie a ja jego, ?e razem byli?my w liceum. A to ci heca – powiedzia?. Kiedy Czesiek przyszed? siedzieli?my pogr??eni we wspomnieniach ze szko?y, a m?? nie?wiadomy zauwa?y?, ?e tak szybko dogadali?my si?. Do Janka dojecha?a jego dziewczyna Maryna i pod ich opiek?, babki i Wie?ka zostawili?my nasze dzieci. Janek po sko?czeniu dyrygentury, dyrygowa? orkiestr? w Bydgoszczy. Ostatni raz dzwoni? do mnie kilka lat po ?mierci m??a. ’’Inturyst’’ wyjecha? z W-wy, w Terespolu przetaczano nas na szerokie tory, potem weszli ruscy pograniczniaki, w Grodnie poci?g si? zatrzyma?, poddano nas kontroli, by?a przerwa w podró?y, wi?c udali?my si? do miasta, mieli?my 100 rubli. Niedaleko spotkali?my wystaw? sklepow? z pi?knymi wyrobami w?dliniarskimi, wi?c weszli?my, jakie by?o nasze zdziwienie, kiedy na pó?kach by?o troch? puszek z konserwami, a w?dlina na wystawie okaza?a si? atrap?. Kupili?my jednak puszk? kawioru. Miasto wyda?o si? smutne i biedne jak jego mieszka?cy, tylko dworzec b?yszcza? urod?. W Baranowiczach wysiedli?my, czekaj?c prawie ca?? noc na poci?g do Wilna, ten nasz lecia? do Mi?ska. Wprowadzono nas do pi?knej poczekalni na pi?trze, odnowionego dworcowego budynku, z palm? i portretem Stalina na ca?? ?cian?. Porz?dkowi biegali z miote?kami nie pozwalaj?c podró?nym wyci?gn?? si? na ?awce. Trzeba by?o siedzie?. Znudzi?o nam si? to siedzenie, postanowili?my wyj?? na ?wie?e powietrze. Kiedy schodzili?my schodami us?yszeli?my jaki? gwar dochodz?cy gdzie? z boku. Otworzyli?my drzwi, a tam by?a druga poczekalnia, kasy biletowe, a na ?awach pod ?cianami i pod?odze sk??bieni ludzie z tobo?kami, siedzieli, le?eli. Czesiek podszed? do nich i zapyta? co oni tu robi?. Czekamy na poci?g powiedzieli, niektórzy czekali ju? dwa dni, bo okaza?o si?, ?e u nich oprócz biletu trzeba by?o mie? miejscówk?, a na ka?d? stacj? obowi?zywa? limit. Dlaczego trzeba by?o mie? miejscówk? zrozumieli?my potem. I zrozumieli?my, ?e oni je?d?? innymi poci?gami ni? my i czekaj? w innych poczekalniach. Nad ranem przyby? ’’Inturyst’’ i wyjechali?my do Wilna. Zatrzymali?my si? u brata naszego s?siada Rutkowskiego. Czesiek zaplanowa? d?u?szy pobyt w Wilnie podczas powrotu. Teraz chcieli?my odnale?? Cze?ka koleg? i z?apa? poci?g do Woropajewa. Pierwsze okaza?o si? ?atwe, to drugie nie bardzo. Okaza?o si?, ?e poci?g do Woropajewa chodzi w dni parzyste, no wi?c dzisiaj, ale ju? odszed?, nast?pny b?dzie, no prawie za dwa dni. Wi?c te dwa dni prawie biegiem zwiedzali?my. A wi?c ko?ció? przy Ostrej Bramie, gdzie wujek Syropiatko by? organist?. Ostr? Bram?, uliczki, zau?ki, restauracj?. Czesiek zna? Wilno, ze swoich pobytów u Syropiatków. Pó?niej przenie?li si? oni do Mickun, miasteczka pod Wilnem, pobudowali tam dom. No i jedziemy do Woropajewa, odszukali?my swój wagon i miejsca. Wagon jak tramwaj z ?awami do siedzenia i spania. Siadamy na ?awie, wkracza konduktorka, proponuje koc, poduszk?. Odmawiamy, na drugiej ?awie siada dwóch robotników w gumowcach, fetor straszny, rozk?adaj? górn? ?aw?, jeden na dole, drugi na górze, zabieraj? si? do spania. Poci?g si? wlecze niesamowicie. Oko?o 6:00 rano wysiadamy z walizami na peronie w Woropajewie. Okaza?o si?, ?e wysiad?o nas Polaków kilkana?cie osób. W naszym kierunku na Duni?owicze jedzie jaki? pan i babcia z wnuczk?. Zastanawiamy si? jak dojecha?. Od jakiego? cz?owieka dowiadujemy si?, ?e w mleczarni stoi ci??arówka, która przywioz?a mleko stamt?d. Wi?c ruszamy. To by?a droga po ka?u?ach, dziurach, wybojach, kierowca za dodatkow? op?at? dowióz? nas do Wo?ko?aty. Nasi wspó?towarzysze wysiedli w Duni?owiczach. W Wo?ko?acie mieszka?a Genia Skaczko z trójk? dzieci, ?ona Antka i córka Aleksandra, brata te?ciowej. Stara pobielana chata, kuchnia z ogromnym piecem, w którym si? gotuje i pokój, chlewik, stodó?ka, kilka krzaków ko?o domu i koza z kozio?kiem uwi?zana u ?liwki. Wie? du?a, polska; wszyscy mówi? pi?kn? polszczyzn?. Du?y ko?choz, idziemy miedz? w?ród pi?knego zbo?a, s?yszymy gwar, ?piew i szereg pochylonych kobiet sierpami r?n?cych ?yto, obrazek jak z filmu Wojna i Pokój – Bondarczuka. Naoko?o bieda, wszystkiego brak. W sklepie, gdzie chcia?am kupi? m?skie skarpetki, trzeba da? jajka, tak zwany ’’nak?ad’’. Z Wo?ko?aty jedziemy do S?obody, to tylko 8 km. Zatrzymujemy si? u Sta?ka i Sabiny Tarazewiczów. Maj? wolny pokój i ?ó?ko, wynajmowane nauczycielce, która jest na urlopie. Chorej na raka, matce Sabiny przywozimy cukier, lekarstwa, dajemy prezenty. Jako? ze sob? spokrewnione odwiedzamy cztery rodziny Tarazewiczów. Wie? S?oboda jest dwucz?onowa, polska i bia?oruska, przedziela j? struga. Przy ulicy bia?oruskiej domy stoj? szczytem do drogi, z domem cz?sto po??czony chlew i stodo?a. Studnie na ?urawie, w ?rodku ma?a cerkiew. Po stronie polskiej domy stoj? frontem do drogi, nowsze z gankami od frontu, podwójne, po jednej stronie kuchnia, pokój po drugiej, pokój lub dwa, po?rodku od podwórka sie?. Starsze domy dwuizbowe z du?ym piecem. W domach bia?oruskich wsz?dzie piece i to du?e. Odwiedzamy popa i jego ?on?. Idziemy w odwiedziny do jego córki Niny, ukochanej mojego te?cia Mieczys?awa. Pi?kna kobieta z blond warkoczem, mi?y m??, pyszny obiad z pieczon? dzik? kaczk?, ?liczny dom i meble, m?? stolarz. Kiedy wyszli?my powiedzia?am do Czesia, dobry mia? gust ten twój tata, tak powiedzia?, odziedziczy?em go po nim, tylko, ?e ja by?em konsekwentny. Te?ciowi rodzina nie pozwoli?a o?eni? si? z prawos?awn?. Odwiedzili?my szko??, du?y parterowy budynek. Wsz?dzie witano nas serdecznie, goszczono bimbrem, p?dzono go z ko?chozowego ?yta, a na pocz?stunek kiszone ogórki, czarny chleb jak kit i s?onina wysolona, grzyby duszone, pierogi i placki z jakiej? szarej m?ki. Dla mnie to by?o zwiedzanie, a dla mojego m??a ogromne prze?ycie. Weszli?my na m??a posesj?, na bramie wjazdowej napis ’’Ko?choz Krasnaja Zwiezda’’, du?e podwórze, po lewej stronie budynki gospodarcze, po prawej ogród ogrodzony, a w ogrodzie du?y dom z gankiem. Na podwórzu w g??bi, w?ród krzaków bzu ?wiren i wiata z jakimi? maszynami rolniczymi. Wszystkie budowle drewniane, pokryte gontem. W domu mieszka? kowal z rodzin?, a reszt? budynków zajmowa? ko?choz. Drugi dom, pi?trowy, postawiony na siedlisku, wynajmowany na posterunek policji, przeniesiono do Miadzio?a i tam go odnajdziemy. Wychodzimy z podwórza na poln? drog? prowadz?c? przez pole Tarazewiczów. Po obu stronach zbo?e, ma?e zachwaszczone. Czesiek szed? t? drog?, przez to swoje pole, spogl?da?, wszed? w zagon, wyrwa? dwa ?d?b?a i powiedzia?: u mojego ojca takie by?o zbo?e, ?e jak mia?em 10 lat to si? w nim chowa?em, a to, co to za zbo?e. By?am tak zdziwiona jego reakcj? i pomy?la?am, ?e ja ciekawa by?abym co w moim domu, on nawet do niego nie zaszed?, a zabola?o go ma?e zbo?e na polu, jednak to ch?opska a mo?e gospodarska krew w nim p?yn??a. Przy ko?cu pola p?yn??a struga, nad ni? po obu brzegach by?y ??ki, dalej jakie? krzewy i las, jego las. Pokazywa? drzewa, opowiada? ile mog? mie? lat, zbiera? mnie jagody, nazbierali?my grzybów. Las by? pi?kny, sosnowy. Ca?? jego pi?kno?? ujrza?am jak wybrali?my si? do Ulniszcza, trzy kilometry tym lasem. W Ulniszczu mieszka? Aleksander z ?on? Marcelin? i dzie?mi. Teraz kiedy tam szli?my mieszka?a tam Marcelina z córk?, zi?ciem i wnukiem, którym si? opiekowa?a, gdy m?odzi pracowali w ko?chozie z S?obodzie. W osadzie sta?y cztery chaty, ale tylko dwie zamieszka?e. Chata Aleksandra by?a bardzo stara, sk?ada?a si? z sieni, pomieszczenia jakiego? zagraconego, kuchni z ogromnym piecem i pokoju. Piec ogrzewa? ca?y dom. Spali?my w ?ó?ku na samodzia?owym prze?cieradle, samodzia?owych poszewkach przykryci jak?? kolorow? samodzia?ow? kap?. Wszystko to drapa?o, gryz?o, nie sposób by?o usn??. W dodatku w szparach ?cian wypchanych mchem co? ?wierka?o, cyka?o, po pod?odze biega?y myszki. Rano pomy?la?am o ?yciu, jakie wiedli mieszka?cy tego domu zagubionego w przepi?knym lesie na Wile?szczy?nie i ?e ja nigdy nie widzia?am takiego domu, takiego lasu i takich ludzi, z których wi?kszo?? chocia? Polacy mówi?a w gwarze, dla mnie obcej a ich dzieci nie umia?y po polsku. Marcelina mówi?a pi?knie po polsku, t? swoj? pi?kn?, ?piewn? polszczyzn?. Zaprowadzi?a mnie na pi?kn? polan?, posadzi?a na zwalonym drzewie, a sama ma?ymi takimi wide?kami zbiera?a jagody. Kiedy si? pochyli?am, to zobaczy?am, ?e ca?a polana jest granatowa. Namawia?am Marcelin?, ?e pomo?emy jej za?atwi? papiery i niech przyje?d?a do swojego m??a Aleksandra do Sulim. Ale ona odmawia?a, nawet jak Aleksander tam pojecha?, odmówi?a. Cz?sto przechodzili?my ko?o domostwa Raginiów, w ich domu urz?dowa?o naczalstwo ko?chozu. Odwiedzili?my ?on? Ann? i syna Ksawerego, Wac?awa, w uniformie marynarza. Tam widzieli?my du?o m?odych ludzi w uniformach wojskowych, poniewa? po przej?ciu do rezerwy, oddawano im wojskowe umundurowanie. Odwiedzili?my wie?, gdzie mieszka?y rodziny Werpachowiczów, braci którzy byli u Andersa, a teraz w Anglii. Smutny to by? widok, zobaczy? ?ony i dzieci, które wiedz?, ?e nigdy nie zobacz? swoich m??ów i ojców. Bo ci na górze darli koty o w?adz?, a nie pomy?leli o losie takich rodzin. Brat Sabiny Edek by? jeszcze na zes?aniu, a jej ojciec umar? w ?agrze. Syn Marceliny Albin umar? w ?agrze, a m?? wypuszczony z ?agru, mieszka? w Polsce. Strasznych cierpie? do?wiadczy?a Ziemia Wile?ska i to co?my tam zobaczyli, t? bied?, szczególnie na wsi i na Bia?orusi, na Litwie w Wilnie nie odczuwa?o si? takich braków. Wszystkie prezenty rozdali?my i wi?ksz? cz??? tego na sprzeda?, ja cz??? swoich ubra?, m?? garnitur swojemu przyjacielowi. Odbyli?my podró? do Mo?odeczna, siedziby województwa, aby potwierdzi? pobyt. Najgorzej odczuwali?my brak aparatu fotograficznego, ale nie wolno by?o go mie?, a nawet przewozi? przez granic? zdj??, gazet. Pocieszali?my si?, ?e nied?ugo tu przyjedziemy. Pojechali?my tak?e do Miadzio?a – powiatu, zobaczy? nasz dom. W S?obodzie krewni powiedzieli nam na jakiej ulicy stoi. Nie pami?tam nazwy tej ulicy, ale dom nawet ja rozpozna?am, zachowa? si? nawet ganek. Na froncie domu by? napis ’’Finansowy Oddzia?’’. Poprosili?my kierownika, pozwoli? nam obejrze? wszystkie pomieszczenia, pocz?stowa? nas herbat? i przeprosi? za t? sytuacj?, ?e urz?duje w naszym domu. Prze?y?am jeszcze jedn? przygod?, Czesiek przy pomocy Wacka rozpalili bani?. Przygotowali ga??zki brzozowe, aby mnie wych?osta?, ale nie wytrzyma?am d?ugo, przy pierwszych potach zrobi?o mnie si? s?abo i musia?am wyj??, wi?c oni ch?ostali si? sami. Kupili?my bilety na autobus, który kursowa? z G??bokiego do Wilna i przepi?kn? tras? nad jeziorem Narocz przez Mickuny, w których mieszka?a ciocia Urszula ( w Mickunach by? postój, wi?c zobaczyli?my ich dom ) podjechali?my pod Wilno. Poniewa? m?? wiedzia?, ?e z tej strony jest najpi?kniejszy widok na Wilno, kierowca si? zatrzyma? i zobaczyli?my Wilno, rozrzucone na wzgórzach z wie?? Gedymina wie?ami licznych ko?cio?ów, roz?wietlone w wieczornej po?wiacie – co to by? za widok, taki, który si? nie zapomina. Zatrzymali?my si? u Czesia kolegi, kilka dni zwiedzali?my Wilno, poniewa? jego ?ona z dwójk? dzieci przebywa?a na letnisku, poza Wilnem na sobot? i niedziel? pop?yn?li?my tam statkiem po Wilii. Miejscowo?? letniskowa pi?knie po?o?ona nad rzek? w?ród lasu, pi?kne domki z ogródkami. Przyjemnie sp?dzili?my dwa dni i trzeba by?o wraca?. W Baranowiczach przy przysiadce spotkali?my du?o Polaków, którzy te? wracali, a my wracali?my wspaniale, bo do naszego przedzia?u wsiad?o dwóch oficerów rosyjskich, wracali z urlopu, a stacjonowali w NRD. Nikt wi?cej nie wsiad? do naszego przedzia?u, bo ka?dy co? tam przewozi?, ale my mogli?my przewie?? wszystko, bo nawet celnicy nas nie kontrolowali. Czesiek si? nagada? z nimi po rosyjsku, a o mnie powiedzieli, ?e jestem podobna do Lubow Or?owej ( ich najwi?ksza aktorka ). W domu zastali?my wszystko w porz?dku, swojego syneczka nie mog?am pozna?, taki wyda? mnie si? du?y, opalony. Podczas pobytu tam nie czuli?my si? zbyt bezpiecznie, szczególnie na Bia?orusi. Poszli?my do domu Bia?orusina, który nam powiedzia?, ?e z Wilejki wywieziono ich, tzn. wi??niów do O?wi?cimia, po kilku dniach Niemcy zrobili apel i dwie ci??arówki m??czyzn podczas tego apelu wywie?li poza obóz. I doda?, widzia?em pana ojca jak sta? na ci??arówce w rozpi?tej koszuli, nakryty marynark?, a obok niego sta? ksi?dz z Wilejki. Potem dowiedzia?em si?, ?e kilku wi??niów uciek?o i ten apel by? kar?. Tam w S?obodzie dowiedzieli?my si? jeszcze, ?e wyda? te?ciów Bia?orusin i jeszcze o jednej sprawie niezbyt przyjemnej. Otó? kiedy te?ciów aresztowano, ojciec Mieczys?awa Stanis?aw, poruszy? znajomych, ?eby go uwolni?. Zgodzono si? za z?oto. Pewn? ilo?? z?ota przekazano i te?ciowa zosta?a uwolniona, miano przekaza? reszt? umówionej sumy, ale te?ciowa stwierdzi?a, ?e j? uwolniono, bo jest niewinna, to uwolni? i jej m??a, bo te? jest niewinny, sta?o si? jednak inaczej. Cze?kowi by?o bardzo przykro s?ucha? tych opowie?ci i jeszcze tych o dziadku Stanis?awie, jak siedzia? pod chat? i p?aka? za wnukiem Czesiem, bo synowa go ?le traktuje. Podró?, która zako?czy?a si? szcz??liwie, okaza?a si? w nast?pnych dniach brzemienna w skutki. Jak zwykle w ostatnich dniach sierpnia zapowiedziana by?a rada pedagogiczna. Po oficjalnych o?wiadczeniach, omówieniu rozpocz?cia roku szkolnego pan dyrektor zacz?? opowiada? o wra?eniach jakie wywióz? ze Zwi?zku Radzieckiego, a k?ama? jak naj?ty, wtedy nie wytrzyma?am i powiedzia?am, ?e ??e, bo ja te? by?am, widzia?am, tylko zupe?nie co innego. Oprócz tego, ?e bieda i n?dza, to jeszcze wmawiaj? obywatelom, ?e ludzie radzieccy musz? cierpie? pewien niedostatek, bo trzeba wspiera? biednych Polaków, s?yszeli?my te bzdury, nawet od ludzi wykszta?conych. Popar?a mnie pani Zosimowicz, która te? tam by?a, Szostkiewicz, Koszadowa i nie pami?tam kto jeszcze. W ka?dym razie nazajutrz rano dzwoni Czesiek z pracy i pyta mnie si? co ja tam narozrabia?am, dzwoni? kolega z Komitetu Partii, ?e dyrektor jedynki przylecia? spieniony z list? osób, z którymi nie chce pracowa?. No i znalaz?am si? na bruku. Za dwa dni pocz?tek roku szkolnego a ja bez pracy. Czesiek by? z?y, ale zadzwoni?, ?e mam i?? do czwórki w koszarach ( budynek odda?o wojsko i powsta?y tam szko?y Nr 3, 4. Na szcz??cie kierownikiem szko?y zosta? Cze?ka i mój kolega Tadek Masiewicz, nauczyciel z Pisanicy, gdy ja pracowa?am w Kalinowie. Ze mn? do czwórki przeszed? jeszcze Szostkiewicz. Inni co zarzucili mu k?amstwo znale?li prac? w innych szko?ach. Do Nr 4 mia?am dwa razy tyle drogi, warunki te? by?y gorsze. Za to atmosfera wspania?a. Spotka?am si? tam ze swoj? przyjació?k? Helen? Szymonis, która wróci?a spowrotem do E?ku, po ?mierci m??a, z córk? Iren?. Pracowa?o nam si? bardzo dobrze. Atmosfera wr?cz przyjacielska. Wzi??am drug? w swoim zawodzie pierwsz? klas? i histori? w starszych. ( Etat ci?gle wynosi? 36 godz. Tygodniowo. Wolna by?a tylko niedziela ). Czesio zacz?? stara? si? o ekwiwalent za pozostawione mienie, proponowano nam ró?ne domy, ale ma?e domki nie odpowiada?y nam, a w wi?kszych byli lokatorzy. Zatorze odpada?o chocia?by ze wzgl?du na brak tam szko?y. Zydlung te? mia? do wszystkiego daleko, sklepu, szko?y. Praca m??a, na stanowisku kierownika Zarz?du Budynków Mieszkalnych. Okaza?a si? do?? trudna, administrowanie zasobami domów, gara?y, chlewików i wszelkich budowli stwarza?o wiele problemów. Remonty, naprawy elektryczne, gazowe, wodoci?gowe, zdobycie funduszy, przygotowanie ekip remontowych i odpowiednich materia?ów, nie by?o spraw? ?atw?. Do tego dochodzi?a nieuczciwo?? ludzka i ?atwowierno?? mojego m??a, które stwarza?y sytuacje konfliktowe. Wiele problemów rozwi?zywano przez tak zwane za?atwienie. A za?atwienie odbywa?o si? przy stoliku i cz?sto z w?asnej kieszeni a czasami w naszym mieszkaniu. Budzi?o to mój ogromny sprzeciw. Wchodz?c do elity kierowniczej, Czesiek uleg? modzie i znalaz? si? jako cz?onek kó?ka ?owieckiego. Dosta? jak?? strzelb? i udawa? my?liwego. To by?a jego nowa pasja. W okresie polowania nasze okna obwieszone by?y zaj?cami, które krusza?y na pasztet – który wszyscy lubili?my i na comber z buraczkami, który by? dla jego go?ci. Nie jadali?my tak?e pieczonych dzikich kaczek. Pami?tam, ?e jeden raz upolowali sarn? i dzika ( skór? z dzika wyprawiono ) i przy pomocy te?ciowej robiono w?dliny. Pami?tam, ?e by?y do?? chude i suche. Mój najm?odszy synek chocia? urodzi? si? 2,7 kg a by? bardzo d?ugi i chudziutki, wygl?da? ju? pi?knie, du?o lubi? je?? i spa?. Nie sprawia? sw? osob? wiele k?opotu, mia? jasn? czuprynk? i ciemne br?zowe oczy. Ale tu? po Bo?ym Narodzeniu chwyci? jak?? infekcj? i przez ca?? zim? pomimo stara? lekarza i naszych, co jaki? czas choroba powraca?a, katarem, zapaleniem gard?a, oskrzeli, a raz nawet p?uc. W ko?cu lekarz uzna?, ?e dziecko zosta?o przegrzane i trzeba wzmocni? odporno?? mi?dzy innymi poprzez hartowanie i to da?o efekty, chocia? potem przyczepi?a si? angina, a i do dzisiaj górne drogi oddechowe ma wra?liwe. Po XX Zje?dzie KC Partii w Rosji nast?pi?a odwil? i Polacy zamieszkali za lini? tzw. Kurzona, mogli stara? si? o wyjazd do Polski. Pierwszy przyby? Kazik Ko?ciewicz ( kiedy byli?my w ZSRR by? w wojsku ) no i zatrzyma? si? u nas. Czesiek za?atwi? mu prac?, szko??, a potem jaki? pokój. D?ugo nie by? w E?ku, zabra?a go Olimka do Olsztyna. On w?a?nie i Olimka byli rodzicami chrzestnymi Marka. Potem przyjecha?a rodzina Antka Skaczki, zamieszkali w ogrodnictwie w Gi?ycku, bo Skaczkowie tak balowali, ?e doprowadzili maj?tek w Sulimach do ruiny. Aleksander doczeka? si? córki i poczu? si? pewniej. Odwiedzali nas cz?sto, a ja pozna?am ich nowy zwyczaj. Ubierali si? du?o wcze?niej, siadali pó?kolem na krzese?kach w sto?owym pokoju, k?adli r?ce na kolanach i tak z 15, 20 minut siedzieli milcz?c. Gdy to pierwszy raz zobaczy?am my?la?am, ?e to ma zwi?zek z religi?, ale wyt?umaczyli mnie, ?e u mnie taki zwyczaj. Chyba na jesieni 1957 r. Wiesiek poszed? do wojska a? do Jaros?awia. Drugie smutne wydarzenie to ?mier? cioci Jadwigi, siostry tatusia. Babcia Józia zmar?a ju? 1954 r. maj?c 79 lat. Natomiast ciocia mia?a 47 lat, zostawi?a troje dzieci, doros?ego ju? Wie?ka, syna z pierwszego ma??e?stwa i 10 letniego Zbyszka i 6 letni? Gra?yn?, dzieci ze zwi?zku z Józefem Mahalem. Chyba w 1958 r. Czesiek pojecha? z wycieczk? do Czechos?owacji, przywióz? mnie pi?kne dwa sznury bia?ych pere?ek, ?liczn? parasolk?, a sobie w ?adnym pude?ku wieczne pióro i d?ugopis. Te?ciowej chustk? a dzieciakom jakie? drobiazgi i czeskie s?odycze. W tym?e roku babka z Andrzejem wyruszy?a w odwiedziny do krewnych. Byli we Wroc?awiu, Jeleniej Górze i u Szylków na wsi pod Jeleni? Gór?. Chyba jeszcze w roku 1957 dostali?my list z Rosji z Celinogradu na Syberii od Edwarda Tarazewicza, który na mocy amnestii zosta? przeniesiony z ?agru do Celinogradu na przymusowe roboty. On napisa?, ?e istnieje szansa, ?e go zwolni?, ale on o?wiadczy?, ?e jego ojciec zmar? w ?agrze i ?e ma brata w Polsce i tam chce pojecha?. Czesiek mia? wys?a? do niego list i o?wiadczenie, ?e brat ma do niego przyjecha?. No i przyjecha?, ju? nie pami?tam w jakim miesi?cu 1958, ale nie sam, tylko z ?on? Nadziej? i kilkumiesi?cznym synem Olkiem. Ca?a rodzina by?a oburzona t? ?on? Nadziej?. Chyba ponad pó? roku mieszkali, jedli i spali u nas i znów Czesiek szuka? Edkowi pracy. Remontowa? strych na Gda?skiej, na ich mieszkanie. Szuka? mebli na jego zagospodarowanie. Mia?am tego tak do??, ?e powiedzia?am mu, ?e je?li jeszcze chocia? jeden ich krewny zechce z nami zamieszka? to si? wyprowadz?. Teraz jak to pisz? to u?wiadomi?am sobie, ?e my nigdy nie ?yli?my we dwoje, a potem tylko z dzie?mi. Bo zawsze by?a te?ciowa, potem Wiesiek, Czalej, Kazik, Skaczko, Ko?ciewicz, Edek. Jak ja to wszystko znios?am. On powinien o?eni? si? z moj? siostr? Geni?, to ona szybko by to towarzystwo rozp?dzi?a, tak mu rzek?am. Je?li we?mie si? jeszcze pod uwag?, ?e to nie by?a najbli?sza rodzina a cioteczne, stryjeczne, siódme wody po kisielu. Te?ciowa us?ugiwa?a im z wielk? rado?ci?, zorientowa?am si?, ?e zachowywa?a si? tak, bo to byli krewni z jej rodziny, niestety do krewnych m??a nie mia?a tyle serca, a nawet jak opowiada?a mnie Urszula, potrafi?a si? zachowa? bardzo brzydko. Nie by?y mnie obce uczucia pomocy innym. Aby ul?y? doli taty, wzi?li?my do siebie Wie?ka, co okaza?o si? dla nas du?ym obci??eniem materialnym, bo chocia? pracowa?, to nie odczuwa? potrzeby finansowania mojego utrzymania i nie odczuwa? dyskomfortu z tej sytuacji. Dwa lata Wiesiek by? w wojsku, ale chyba w 1959 r. wróci?. Jeszcze przed jego powrotem przedstawi?am rodzicom jego spraw? i problemy zwi?zane z nim. Tatu? uzna?, ?e swoich spraw mam mas? na g?owie, wi?c niech on wróci do Rosochatego. Prac? znajdzie w Mazowiecku lub w POM w Rosochatem. Mama natomiast dosta?a histerii. ?e b?dzie w?óczy? si? z kumplami, popija?, ?e o?mieszy ca?? rodzin?. Wiedzia?am jakie problemy tat? czekaj?, poniewa? ju? tyle prze?y?, spraw? Wie?ka wzi??am na siebie. Chocia? z jego powodu dochodzi?o do sporów mi?dzy nami, a tak?e mi?dzy mn? a te?ciow?. W roku chyba 1958 Czesiek zosta? skierowany na studia, kierunek Zarz?dzanie w W-wie. Pomaga?am mu i Do?goszejowi przygotowa? si? do wst?pnego egzaminu. Do?goszej po sko?czeniu tych studiów awansowa? z kierownika skupu z?omu i makulatury na dyrektora Zak?adów Mi?snych. Cze?kowi nie by?o dane je sko?czy?. W roku 1959 w marcu poszed? do B-stoku do rezerwy, która trwa?a trzy miesi?ce. Chyba przy ko?cu maja spotkali?my si? w Bia?ymstoku u Reginy i Leona na chrzcinach Joli ( Jolanty ), by?am jej chrzestn? matk?, a brat Leona chrzestnym ojcem. Zmieni? tak?e prac?, kiedy jego zast?pca ukrad? ile? arkuszy blachy wioz?c j? z B-stoku, zajecha? do rodzinnego domu pod Grajewem i tam j? zostawi?. Dobrze, ?e kierowca nie by? z nim w zmowie i wyjawi? prawd?. Czesiek by za to jako kierownik odpowiada?. W wakacje 1959 r. zawioz?am dzieci do Rosochatego a sama na tydzie? pojecha?am do Zielonej Góry. Bardzo mi?o wspominam swój tam pobyt – mieszkanie w pi?knej willi, wygodne, pi?kny ogród, sympatyczny Miko?aj, dzieciaki Jarek, Karol, Wiktor i Halinka i pi?kna Zielona Góra. Pobyty Cze?ka w W-wie zwi?zane ze studiami zaowocowa?y pojawieniem si? w naszym domu Mariana Syropiatko, podoficera stacjonuj?cego w Kazuniu, a potem za?atwienie mu przeniesienia do E?ku ( bo Kazu? to dziura ), no nie tylko jego ale i jego ?on? i synka. Naturalnie mój m?? musia? przy tym troch? pochodzi?. To ma??e?stwo okaza?o si? jakie? niespójne, wi?c Marianek stara? si? ci?gle przebywa? u nas. ( Po opuszczeniu E?ku, ju? po ?mierci Czesia, rozpad?o si? ). Zaczyna? si? rok 1960. Któ? móg? przypuszcza?, ?e b?dzie taki tragiczny. Andrzejek zaczyna? nauk? w kl. V, a dziewczynki Wanda i Hela sz?y do kl. I. Dzieci ju? wi?kszo?? chorób wieku dzieci?cego przesz?y i chowa?y si? dobrze. Wakacje sp?dzone w Rosochatem zawsze dobrze robi?y, ci?gle na powietrzu, woda, ??ki, owoce, mleko, wszystko ?wie?e. Poniewa? Czesiek w zwi?zku ze studiami i now? prac? wi?kszo?? czasu sp?dza? w rozjazdach i zauwa?y?am, ?e robi to z przyjemno?ci?, postanowi?am, osaczona domem i dzie?mi zmusi? go do przej?cia cz??ci swoich obowi?zków. Kiedy wybiera? si? na studia umówili?my si?, ?e jak zaliczy dwa lata, ja zaczn? studiowa?. Chcia?am i?? na histori?, ale wiedzia?am, ?e nie b?d? mog?a wyje?d?a?, wi?c w E?ku na Studium Nauczycielskim rozpocz??am studia na kierunku prace r?czne – rysunek. W?a?ciwie to nie by?o wbrew sobie, bo prace r?czne lubi?am, mia?am ku temu zdolno?ci, a rysunki moje ju? w liceum by?y chwalone, szczególnie za kolorystyk?. Mój ma??onek nie by? t? decyzj? zadowolony, musia? zajmowa? si? dzie?mi, ale umowa to umowa powiedzia?am mu. Najbardziej roz?alona by?a te?ciowa, ?e na jej synka spad?o wi?cej obowi?zków. Z listów mojego m??a wynika, ?e sierpie? sp?dzi?am z dzie?mi w Rosochatem. Pod koniec sierpnia wróci?am do domu, a Czesiek mnie obwie?ci?, ?e odnalaz? rodzin? ciotki Heleny St?pi?skiej, jej m??a i syna Czes?awa z ?on? i dzieckiem i maj? do nas wpa??. By?am z?a, bo oboje mieli?my do?? ci??kie wakacje, rok szkolny zaczyna? si? za kilka dni, Czesiek te? by? w marnej formie, trzeba dzieci szykowa? do szko?y, a tu go?cie. Ale oni Ci z kresów tacy byli, ka?da okazja by?a dobra, aby si? spotka?. Gdyby Czesiek ?y? pewnie stara?by si? utrzymywa? z nimi bliskie kontakty, bo to by?a najbli?sza rodzina ze strony ojca. Mnie wydali si? ma?o sympatyczni. Pierwszy wrze?nia wypad? w czwartek, a w niedziel? by? 04, dwunasta rocznica naszego ?lubu. Mój m?? zaplanowa? sp?dzi? go na ?ódce i nad jeziorem. Zjedli?my ?niadanie, zacz??am szykowa? kanapki, picie, a Czesiek mia? skoczy? do biura, po sprawozdanie jakie mu przepisywa?a sekretarka, bo w poniedzia?ek mia? by? s?u?bowo w B-stoku. Nie up?yn??o mo?e pó? godziny jak us?ysza?am i zobaczy?am zaje?d?aj?c? karetk? pod dom. Pomy?la?am, co? si? komu? sta?o, wtedy us?ysza?am g?osy w korytarzu i m??a w asy?cie lekarza i piel?gniarza. Okaza?o si?, ?e w drodze do biura ko?o skweru za kinem ’’Orze?’’ Czesiek dosta? torsji, zrobi?o mu si? s?abo, zobaczy? koleg?, ten pobieg? na pogotowie, które by?o blisko, a pogotowie przywioz?o go do domu i pomimo, ?e m?? t?umaczy?, ?e leczy? nadkwasot? i nic takiego nie jad?, aby si? zatru?, jaki? terminator lekarski wiedzia? lepiej. M?? po?o?y? si? do ?ó?ka, czu? si? os?abiony, ale nic go nie bola?o. W poniedzia?ek rano zaniepokojona stanem zdrowia Cze?ka, zadzwoni?am do dr Odyniec, która mieszka?a za nami, ta id?c do szpitala zasz?a do nas, stwierdzi?a krwotok, zamówi?am taksówk? i odwioz?am m??a do szpitala. Przyj?? nas dr Grabowski, ordynator oddzia?u wewn?trznego, dobry znajomy Cze?ka i jego k?opotów z ?o??dkiem. Prosto ze szpitala posz?am do szko?y. Gdzie? ko?o godziny 13:00 us?yszeli?my huk samolotu, dzieci podbieg?y do okien, spojrza?am i zobaczy?am jak zatacza? ?uk nad cmentarzem, po chwili wesz?a sekretarka mówi?c, ?e jest telefon ze szpitala. Dzwoni? dr Grabowski powiadamiaj?c mnie, ?e odes?a? m??a do B-stoku na oddzia? chirurgii przy Curie Sk?odowskiej, poniewa? nie mieli odpowiedniej krwi. We wtorek raniutko siedzia?am w poci?gu do B-stoku. Zasz?am do siostry i obie uda?y?my si? do szpitala. Nie widzia?am ju? Cze?ka, by? na sali operacyjnej. Czeka?y?my bardzo d?ugo, gdzie? po godz. 14:00 siostra poprosi?a nas do gabinetu – wszed? profesor w asy?cie dwóch lekarzy i wa??c s?owa powiedzia?, ?e m?? nie prze?y? operacji, by? bardzo os?abiony, straci? du?o krwi, a wrzód by? du?y i p?k?. Straci?am przytomno??, wi?c dano mnie zastrzyk, po którym czu?am si? jak automat. Chodzi?am z Leonem, kupowali?my garnitur, bielizn?, trumn?, bo nie mog?am po to jecha? do E?ku, musia?am uzyska? zgod? na transport cia?a, zamówi? odpowiedni transport. Robiono mu sekcj? zw?ok. Leon ten jeden raz stan?? na wysoko?ci zadania. Wioz?c go do E?ku ca?y czas zadawa?am sobie pytanie, patrz?c przez szyb? na trumn?, jak to si? sta?o, co ja tutaj robi? w tym samochodowym karawanie. Co ja teraz zrobi?? By?am wdzi?czna Leonowi za pomoc jak? mnie wtedy okaza?. Zadzwoni?am do p. Rutkowskiej, aby s?siadki przygotowa?y du?y pokój, gdzie mia?a sta? trumna i te?ciow? i dzieciaki na to co si? sta?o. Powiadomi?am szko??. Moi koledzy zrobili wszystko, aby mnie i dzieciom przyj?? z pomoc?. Poniewa? m?? przez wiele lat pracowa? w Inspektoracie O?wiaty, to w uroczysto?ci pogrzebowej wzi??o udzia? bardzo wielu nauczycieli i delegacje szkó?. Przez nasz dom przewin??a si? masa ludzi, a kondukt pogrzebowy by? tak d?ugi, ?e jak trumn? wnoszono do ko?cio?a to jego koniec by? ko?o szpitala. Moje biedne dzieci tuli?y si? do mnie, przestraszone ca?? t? sytuacj?. Trzech ksi??y sz?o za trumn? m??a, proboszcz, ks.K?cki i ks. od Wojciecha, repatriant ks. Bronis?aw nasz przyjaciel. To co prze?y?am, to by? koszmar, jeszcze teraz jak o tym pisz?, trz?s? si? moje r?ce. Jak ja to prze?y?am nie wiem. Bardzo du?o pomogli mnie koledzy ze szko?y, za?atwili wszystkie formalno?ci zwi?zane z pogrzebem, przez dwa tygodnie zast?powali mnie na zaj?ciach. Zenek ?witaj, który by? przewodnicz?cym Zwi?zku Nauczycielskiego za?atwi? w kuratorium dodatek do ?wiadczenia rentowego moich dzieci, która nie by?a wysoka – renta. Otrzymywa?am go przez kilka lat. Du?o serca okazywa?y mnie moje przyjació?ki Niusia Gordziewicz, Hela Szymonis i Irena Karczmarczyk. Du?o serca okaza?a mnie pani Czalejowa. Znikn?li natomiast kumple m??a i wi?kszo?? rodziny Tarazewicz. Najwi?ksz? krzywd? mnie i moim dzieciom wyrz?dzi?a moja te?ciowa – matka Cze?ka. Na pocz?tku wszystkie jej s?owa i post?pki t?umaczy?am szokiem po ?mierci syna. Wspó?czu?am jej bardzo i liczy?am na to, ?e pomo?e mnie chocia? w opiece nad wnukami. Stara?am si? w tym pierwszym roku po ?mierci m??a jako? ogarn?? sytuacj?. Mama przysz?a mnie z pomoc? zabieraj?c do siebie Marka, chcia?am, aby wyjecha? Wiesiek ( bardzo t?skni?am za swoim synkiem ). Wiesiek mia? by? moj? pomoc?, ale on niestety nale?a? do tych, na których trudno liczy?, chocia? te?ciowa czu?a przed nim respekt. Andrzejek uczy? si? w jedynce i by? samodzielny, ja z dziewczynkami wychodzi?am oko?o godz. 10:00, wszyscy jedli?my obiad w szkole. Zosta? Wiesiek i Czesia, dla których musia?am gotowa?, poniewa? te?ciowa jad?a z nimi ch?tnie, ale gotowa? nie chcia?a, zaniedbywa?a te? opiek? nad Czesi? tak, ?e po kilku miesi?cach odwioz?am je do Rosochatego. Po tym strasznym nieszcz??ciu my?la?am, ?e nic gorszego ju? nas nie spotka. Czu?am si? ca?y czas jaka? os?abiona, ale stan swojego zdrowia t?umaczy?am sytuacj? w jakiej si? znalaz?am. Chyba w marcu przesz?am co? w rodzaju grypy, nie czu?am si? najlepiej, ale koniec roku si? zbli?a? i czeka?am na wakacje. W czerwcu w sobot? i na niedziel? pojecha?am z dzie?mi do Sypitek do p. Czalejowej, ?azili?my po ??ce, moczyli w rzece. W niedziel? pod wieczór, kiedy wracali?my w?skotorówk? dosta?am dreszczy. W nocy z temperatur? i rano z dusz?cym kaszlem znalaz?am si? u lekarza. Zapalenie op?ucnej, stwierdzi?, dosta?am zastrzyki, przyj??am po?ow?, kaszel usta?, wróci?am do pracy. Zd??y?am zako?czy? rok szkolny w sobot?. W niedziel? przygotowywa?am obiad na który zaprosi?am Hel? Szymonis, zrywa?am w ogrodzie rabarbar na kompot, dosta?am ataku kaszlu, odplun??am flegm? z krwi?. Wezwa?am pogotowie, podejrzenie gru?lica. By?am zrozpaczona. Nie p?aka?am, obiad zjedli?my spokojnie, dzieciaki si? rozbieg?y, a wtedy jej powiedzia?am. By?a w tym kompetentna. Jej m?? chorowa? na gru?lic? kilka lat i na ni? zmar?. Leczy? go specjalista – dr. Bakuczanis. Mia? on prywatny gabinet na ul. Chopina. Hela do niego zadzwoni?a przedstawiaj?c spraw?. Chocia? to by?a niedziela, kaza? nam przyj??. Po rentgenie okaza?o si?, ?e mam rozrzedzon? plam? pod lewym obojczykiem wielko?ci 50 gr. Wyja?ni? mnie jakie b?dzie leczenie i pocieszy?, ?e powinno zako?czy? si? powodzeniem. Poradzi?, abym dzieci zostawi?a pod czyj?? opiek? a sama po?o?y?a si? do szpitala, bo teraz najwa?niejszy jest dla mnie spokój i systematyczne leczenie. Dzieci pojecha?y z Wie?kiem do Rosochatego a ja w szpitalu. Le?a?am chyba trzy tygodnie, potem wróci?am do domu, ale codziennie bra?am zastrzyk streptomycyny. Chyba w po?owie sierpnia dzieci wróci?y, za spraw? dr Bakuczanisa zosta?y wszystkie zbadane, okaza?o si?, ?e s? zdrowe. Na dalsze leczenie mia?am wyjecha? do sanatorium Zwi?zku Nauczycielstwa Polskiego w Zakopanem. Musia?am zapewni? opiek? nad dzie?mi na cztery miesi?ce. Napisa?am do sióstr, obie nie pracowa?y, wi?c liczy?am, ?e pomog?, zawiod?am si?, nie wiedzia?am co robi?, wtedy te?ciowa powiedzia?a, ?e ona si? nimi zaopiekuje. Ju? nie docieka?am co ni? kieruje, wierzy?am, ?e przecie? to jej wnuki i krzywdy im nie zrobi. Wand? i Hel? przenios?am do szko?y Nr 2 do klasy Ireny Karczmarczyk. Mia?a si? nimi opiekowa?. Czesi? zapisa?am do jedynki i Andrzej oraz pani Szymonis mia?a nad nimi czuwa?. Hela tak?e zosta?a upowa?niona do pobierania moich poborów i op?acania rachunków. Na inne wydatki pieni?dze mia? Andrzej. Za?atwi?am obiady w szkole i na pocz?tku wrze?nia ruszy?am do Zakopanego. W sanatorium w?ród pi?knej przyrody, w dobrych warunkach, w?ród kulturalnych ludzi i kulturalnych wydarze? artystycznych wraca?am do zdrowia. Pobyt przed?u?a? si?, prowadz?cy lekarz u?wiadomi? mnie, ?e w domu nie mam warunków na kuracj?, ?e musz? wróci? do dzieci zdrowa i do pracy te?, tym bardziej, ?e jestem nauczycielem. W wi?kszo?ci wypadków leczenie nauczycieli polega?o na amputacji segmentu p?uca, je?li chcieli dalej pracowa? w zawodzie. Mnie si? uda?o. Po siedmiu miesi?cach wróci?am do domu. Na szcz??cie dzieci przetrwa?y roz??k?, tylko Wanda mia?a Odr?, a potem wda?o si? zapalenie ucha, ale dr Bakuczanis czuwa? nad zdrowiem moich dzieci. To co spotka?o mnie ze strony te?ciowej i Wie?ka nawet w najgorszych snach nie wy?ni?am. Dobrze, ?e nikt mnie o tym nie powiadomi?, wróci?abym natychmiast. Okaza?o si?, ?e mój braciszek zwi?za? si? za jak?? dziewczyn? jeszcze przed moim wyjazdem, ma?o tego, ta dziewczyna mieszka?a k?tem u jakiej? kole?anki i by?a w ci??y. Wiesiek nie wykazywa? ch?ci do o?enku, wi?c ona zdoby?a adres rodziców i napisa?a list w jakiej jest sytuacji i ?e przyjedzie do Rosochatego. Wi?c biedna mama pakuje si? i jedzie do E?ku. W?a?nie wtedy dosta?am list od niej, ?e jest w E?ku, bo Wiesio maluje mieszkanie na mój przyjazd i ona przyjecha?a mu pomóc. A w rzeczywisto?ci zwali?a ca?y k?opot na mnie. Doprowadzi?a do ma??e?stwa i kaza?a jej u mnie zamieszka? po porodzie, mówi?c, ?e Jadzia na pewno nie wyp?dzi. Prawie rok trwa?o zanim za?atwi?am im k?t, pokój z kuchni? i wyprowadzi?am ze swojego mieszkania. Ca?y czas my?la?am, ?e by? to pomys? Wie?ka, dopiero po kilku miesi?cach, Krystyna ?ona Wie?ka opowiedzia?a mnie ca?? spraw?. A co zrobi?a te?ciowa. Poczu?a si? w?a?cicielk? wszystkiego co zosta?o. Posprzedawa?a okna inspektowe, zaj??a sobie jedn? piwnic?, odda?a czy sprzeda?a kamienne naczynia do kiszenia kapusty, ogórków, grzybów, zgin??y narz?dzia ogrodnicze, zabra?a po?ciel, wile?skie kapy, jakie da?a synowi, ba zabra?a nawet jego bielizn?, buty i koszule, ubrania, uwa?aj?c, ?e mo?e tym dysponowa?. Wyj??a ze skrytki w biurku Czesia 5 z?otych, ruskich monet, które mia?y dosta? nasze dzieci, obligacje, dolary. Okaza?o si?, ?e to wywioz?a i odda?a Skaczkom w Gi?ycku, niby na przechowanie, ale oni nigdy nie zwrócili. Ju? wiedzia?am, ?e na tego cz?owieka liczy? nie mog?. Do ko?ca roku szkolnego by?am na zwolnieniach, potem by?y wakacje, a potem dosta?am roczny urlop p?atny. Bardzo wiele pomóg? mnie inspektor p. Franciszek Maciejowski w za?atwianiu tych spraw i dr Bakuczanis. Chocia? z powodu Wie?ka i te?ciowej nie by?o mnie ?atwo, to mog?am ju? by? ze swoimi dzie?mi, sama opiekowa? si? nimi. Kiedy Wiesiek opu?ci? nasze mieszkanie, a by?o to przed Bo?ym Narodzeniem zrobili?my sobie prawdziwe Bo?e Narodzenie. Byli?my wszyscy razem oprócz Marka, którego odwiedzi?am po ?wi?tach zawo??c mu prezenty. Bardzo za nim t?sknili?my, szczególnie Hela, która darzy go do dzisiaj takim prawie matczynym uczuciem. Mama mówi?a, ?e w Rosochatem zosta?y Czesia pantofle i mama wysz?a na podwórko, aby je wyczy?ci?. Marek wzi?? te pantofle i powiedzia?, nie ruszaj je babciu, bo to buty mojego taty i zaniós? je do pokoju. ?mier? ojca poczyni?a wielk? krzywd? naszym dzieciom, ale najbardziej odczu? to Marek, dlatego przez trzy lata swojego pobytu w Rosochatem, tak bardzo przywi?za? si? do dziadka, który okazywa? mu wiele mi?o?ci. Po rozstaniu si? z Wie?kiem odetchn??am. W wakacje byli?my w Rosochatem, a wi?c moje dzieci wszystkie razem ze mn?. Na pocz?tku wrze?nia posz?am do szko?y Nr 4 odebra? swoje pobory. Zasz?am do pokoju nauczycielskiego, chcia?am zobaczy? si? z Hel?. Czeka?am na Hel?, przerwa, wesz?a, ale mnie wyda?a si? bardzo zmieniona. Nie widzia?y?my si? dwa miesi?ce. Wysz?y?my razem, powiedzia?a mnie, ?e ma zamówion? wizyt? u dr ?wi?teckiego – ginekologa, a to po drodze do mnie. Prosi?a, abym z ni? posz?a. Dr ?wi?tecka j? zbada?a, ale poprosi?a, ?eby poczeka?a, ?e chce aby zbada? j? jeszcze jej m??, d?u?ej nie mog?am ju? czeka?. Ogarn?? mnie niepokój, wi?c wieczorem posz?am do nich. Mia?a skierowanie do szpitala. W szpitalu po badaniach skierowanie do B-stoku na Ogrodow?, wtedy jeszcze w starej przychodni, szpital zaczynano budowa?. Okaza?o si? rak szyjki macicy. Potem by?a W- wa, niewielki szpital na Grenadierów. Jedna niedziela sp?dzona u mnie. Potem znów B-stok i 12.IX.53 zgon. Straci?am wspania?ego przyjaciela, m?dr? kobiet?, której los nie oszcz?dzi? wielu cierpie?. Jeszcze w sierpniu by?am w inspektoracie i p. Maciejowski zaproponowa? mnie, abym przenios?a si? do szko?y Nr 1 na etat bibliotekarki, to praca spokojniejsza, a pó? etatu mia?am wzi?? historii. Zgodzi?am si?, bo zale?a?o mnie, ?e b?d? blisko dzieci. Ksi??ki kocha?am od dziecka, a ich kupowanie to prawdziwa rozkosz. Mia?am pracowa? rok, dwa. Zosta?am kilka. Zacz??am robi? Studium Nauczycielskie w B-stoku. Historia i praca w bibliotece by?a o tyle dobra, ?e nikt mnie nie musia? zast?powa?, zw?aszcza kiedy biblioteka dosta?a drugi etat. Sko?czy?am Studium i przesz?am na etat nauczyciela historii i wychowawcy kl. V B. Po NSN jeszcze sko?czy?am WSN zdaj?c na pi?tk? i mam sko?czone wy?sze studia zawodowe. Przyspieszy?am troch? to moje kszta?cenie opisuj?c, a trwa?o ono z przerwami kilka ?adnych lat. W tym czasie wydarzy?o si? wiele rzeczy. Po pierwsze pozna?am He?ka. W?a?ciwie to pozna?am go wraz z m??em na bryd?u u Szymonisowej. By? koleg? Józka Gawinowskiego, zi?cia Heli, a m??em jej córki Ireny. Obaj pracowali w szkole zawodowej Mechaniczno – Elektrycznej i Technikum. Jak go pozna?am obaj studiowali na politechnice w W-wie. Potem spotyka?am go u Ireny, z któr? si? zaprzyja?ni?am, niejako jej matkuj?c, po ?mierci Heli. Hela umar?a we wrze?niu a 1-go Maja wysz?am obejrze? pochód i spotka? swoje dziewczynki, aby pój?? z nimi na lody. Spotka?am Niusi? Gordziewicz z dwuletnim synkiem na wózku. Wtedy Niusia powiedzia?a mnie, ?e znalaz?a jaki? guzek w piersi. Za reklam? fotograficzn? na ul. 1go Maja pokaza?a mnie ten guzek, by? wielko?ci fasolki. Potem dowiedzia?am si?, ?e dr Mielczarek usun?? jej ten guzek. Po jakim? czasie pier? sta?a si? sina, opuchni?ta i znalaz?a si? w Bia?ymstoku w szpitalu na W-wskiej. Kiedy przy ko?cu sierpnia odwiedzili?my z Iren? Hel? Szymonis, odwiedzili?my i Niusi?, która by?a po radioterapii i usuni?ciu jajników, by?a w dobrej kondycji, pe?na optymizmu. Pi?? lat trwa?o jej zmaganie z rakiem, pe?ne niepewno?ci, niepokoj?cych sygna?ów o nawrocie. Kochana Niusia, dzielna dziewczyna z Kresów, która ju? w czasie choroby dowiedzia?a si? od umieraj?cej ’’niby’’ babci Roszko, ?e jest dzieckiem adoptowanym, a jej troje rodze?stwa i brat bli?niak s? w Polsce. Odnajduje ich i dowiaduje si?, ?e jej rodzona matka przebywa na Bia?orusi w domu starców. Jedzie do Po?ska, odnajduje dawne kole?anki, które pomagaj? w odnalezieniu. Niestety 5. IX. 1968 r. umiera w Szpitalu Wojskowym na Szaserów. M?? jej Jurek by? sier?antem w wojsku, pracowa? w WKR. Za?atwia? mnie s?u?b? wojskow? Andrzejowi i Markowi. Straci?am najbli?szych sobie ludzi w miesi?cu wrze?niu – zacz??am odczuwa? strach przed tym miesi?cem, a kiedy i Krystyna, ?ona Wie?ka zmar?a we wrze?niu, jest to dla mnie miesi?c ?a?oby. Chocia? kiedy? najbardziej go lubi?am. Moja mama mnie kiedy? wyzna?a, ?e chcia?aby umrze? we wrze?niu, zmar?a biedna w styczniu, w miesi?cu swojego urodzenia, w dniach mrozu i ?niegu, ?e problemem by?o wykopanie grobu. Nasze stosunki z te?ciow? by?y nie do zniesienia. Chodzi?a po urz?dach, mówi?c, ?e ona powinna dosta? ca?? rent? po synu, bo synowa pracuje i dzieci maj? utrzymanie. To sprowadzi?a komisj?, ?eby przydzielono jej pokój w którym ?pi, kiedy i to si? nie uda?o i kiedy us?ysza?am od niej, by? syn, by?a synowa i wnuki, nie ma syna, nie ma synowej i wnuków, to nawet cz?onkowie komisji byli zdziwieni. Wtedy zacz??am dzia?a?, poprosi?am Zbyszka Mackiewicza, który by? sekretarzem miasta o pomoc. Dosta?a pokój w kamienicy na Gda?skiej Nr 4 w tej, w której mieszkali?my. Wyprowadzi?a si? w wakacje, kiedy Andrzej by? poza domem, a ja prowadzi?am kolonie w Szeligach i dziewczynki by?y ze mn?. Zabra?a wszystko, co by?o Czesia wk?adem w nasze gospodarstwo. Oczy?ci?a nawet piwnice. Jej odej?cie pozwoli?o nam rozpocz?? nowy etap w ?yciu. By?o ci??ko, nieraz bardzo ci??ko, ale byli?my sami, ja i moje dzieci. Te?ciowa zmar?a w listopadzie 1981 r. W ostatnich latach cierpia?a na Alzheimera. Prze?y?am z Cze?kiem 12 lat – jakie by?y – trudne, pochodzili?my z ró?nych ?wiatów. ?ycie u nas, przyzwyczajenia, rola m??a, syna, te?ciowej, by?a inna. Moi bracia potrafi? wiele rzeczy zrobi? sami, upra? osobiste rzeczy, wyczy?ci? buty, pomaga? w domu. Nie do pomy?lenia by?o, aby brat siedzia? a mama nosi?a w?giel lub wod?. Czesiek od 1944 r. do 1948 r. by? sam, wi?c umia? to robi?. ?lepa mi?o?? te?ciowej do syna prowadzi?a do powa?nych konsekwencji w naszych relacjach moich z Cze?kiem i z ni?. Rozmawia?am z nimi powa?nie o tym. Je?li dopilnowa?am, ?e nie mog?a wyr?cza? go w dzie?, to robi?a to w nocy. Je?li na przyk?ad mia?am po po?udniu rad? pedagogiczn? i dzieci pozostawa?y po Cze?ka opiek?, to rezygnowa?a z pój?cia do ko?ció?ka, aby go wyr?czy?. Nie rozumia?a, ?e krzywdzi nasz? rodzin?. Powiedzia?am kiedy? m??owi, ?e wychodz?c za niego pope?ni?am b??d, po pierwsze, ?e zgodzi?am si? na wspó??ycie z te?ciow?, drugi, ?e b?d? zam??na z ca?? jego rodzin?, nawet t? cioteczn?, stryjeczn?, wobec której nawet trudno by?o okre?li? pokrewie?stwo. Powiedzia?am kiedy? te?ciowej, ?e jej syn przesta? j? szanowa? jako matk? i swym post?powaniem doprowadzi do tego, ?e mnie przestanie szanowa? jako ?on?, ale ona nie umia?a tego poj??. Opisa?am jedynie fragmenty naszego ?ycia, nie chc? jednak, aby moje dzieci i wnuki odnios?y wra?enie, ?e by?y to lata straszne. Wr?cz odwrotnie, po pi?ciu latach wojny i okupacji, po strasznych prze?yciach jakie nios?y, te pierwsze lata po wyzwoleniu pomimo wielu trudno?ci i braków by?y pe?ne chwil szcz??cia i rado?ci. Wiele rado?ci prze?ywa?o si? wspólnie w pracy, na majówkach, wycieczkach. Nawet podró? poci?giem by?a przyjemna. Ludzie byli przyja?ni, otwarci, zwierzali si? ze swoich problemów. Przepracowa?am z m?odzie?? 43 lata, nigdy ?aden ucze? mnie nie ubli?y?, mia?am bardzo dobre kontakty z rodzicami. Teraz kiedy id? raz w roku do swojej szko?y, staram si? wej?? podczas lekcji. Bo podczas przerwy nie mam szans przej?? schodami do kancelarii, podobnie robi? inne nauczycielki. Taka teraz m?odzie?. Przeczyta?am te swoje zapiski i stwierdzi?am, ?e do ko?ca nie wyja?ni?am sprawdzenia si? wró?by. To, ?e ?yj? d?ugo, ?e zosta?am wdow?, ?e mam pi?cioro dzieci – fakt. No ale mia?am pop?yn?? za ocean do obcego kraju, otó? i ta wró?ba by si? spe?ni?a, gdybym wysz?a za Kazika. Nie pami?tam w którym to by?o roku, ale w pi??dziesi?tym którym? kolega Cze?ka, a mój przyszywany brat Edmund Wojtaszek, pracownik s?du, student prawa w Gda?sku, sta? w holu uczelni przed tablic? ze swoim koleg?, na której wywieszono list? studentów. W pewnym momencie kolega powiedzia?, jest Wojtaszek – zobacz. Po chwili m??czyzna stoj?cy obok zapyta?, przepraszam panów bardzo, czy ja dobrze us?ysza?em, pad?o nazwisko Wojtaszek, tak to ja – powiedzia? Edmund. Czy pan jest z E?ku, tak – powiedzia? Edmund. A o co chodzi? Widzi pan kilka lat temu pozna?em nauczycielk?, nazywa?a si? Jadwiga Wojtaszkówna i wiem, ?e mia?a brata, czy pan jest nim? Nie, nie jestem, ale j? dobrze znam, jest ?on? mojego kolegi, a z powodu prawie identycznych nazwisk nazywam j? siostrzyczk?. Czy panowie maj? wi?cej czasu, chcia?bym porozmawia?. Zaprosi? ich do restauracji, powiedzia?, ?e przyjecha? na urlop, pracuje w Polskiej Ambasadzie w Tokio, pyta? o mnie. Edmund po powrocie nas odwiedzi?, opowiedzia? o tym spotkaniu i powiedzia? do mnie, wiesz, ?e Cze?ka bardzo lubi?, to mój kolega, ale gdzie ty mia?a? rozum zostawiaj?c takiego ch?opaka, zobacz jakie ?ycie by? mia?a. Czesiek nie by? zadowolony z tych relacji i pos?dza? mnie, ?e spraw? Kazika przed nim ukry?am. A ja pomy?la?am wtedy, ?e mo?e ta wró?ba si? sprawdza, ale ?e si? sprawdzi nie wierzy?am, ale teraz ju? wiem – tylko ja dalej we wró?by nie wierz?.

  • Rodzina
    Godlewskich

  • Rodzina Godlewskich

    (Nazwiska rodziców nieznane)

    ich dzieci: Jan, Piotr (1873-?), Konstancja, Feliks (1882-?), Józefa, Helena

    Jan, Piotr, Konstancja, Feliks, Józefa i Helena. O ich rodzicach i przodkach nie wiem nic. Józefa Godlewska, moja babcia, matka mojego taty, ?ona mojego dziadka Paw?a Wojtaszka, by?a szlachciank? i to, ?e wysz?a za syna ch?opa o nazwisku Wojtaszek, bardzo jej nie pasowa?o. Urodzi?a si? w za?cianku szlacheckim Bie?ki, parafii Rosochaciej, jakie? 2,5 km od Rosochatego. Do szko?y chodzi?a w Rosochatem, ?redniej wielko?ci gospodarstwo nie zapewnia?o dobrobytu rodzinie. Dlatego te? (jak w wielu innych rodzinach) jeden dostawa? na morgach a reszta musia?a opu?ci? gniazdko rodzinne. Zgodnie z porzekad?em “kto ma ksi?dza w rodzinie tego bieda nie ubodzie,” Jan, który uczy? si? dobrze, wst?pi? do seminarium duchownego w Warszawie. Nauka kosztowa?a wi?c Piotr który mia? zosta? na gospodarce i Feliks ruszyli do USA. Do domu s?ali dolary. Po powrocie Piotr dokupi? hektarów od upadaj?cego dwory, powi?kszaj?c ojcowizn?. Feliks o?eni? si? z bogat? dziedziczk?, wnosz?c zarobione dolary. Kiedy Konstancja mia?a 15 lat Jan zosta? wikariuszem w ko?ciele na starym mie?cie i zabra? j? do Warszawy. Piotr o?eni? si? z Tekl?. Helena wysz?a za m?? i zamieszka?a w Z?otym Jab?ku ko?o stacji Czy?ew. Kiedy Piotr i Feliks byli w USA ich matka chwali?a si? s?siadom ?e synowie przysy?aj? “dulary” wi?c s?siedzi przezywali ich “dularami”. Piotr mia? dwóch synów Stanis?awa i Mariana. Kiedy moja babcia Józia mia?a 15 lat zabra?a j? do Warszawy siostra Kostusia która by?a m??atk?. By?o to w 1890r. Konstancja wysz?a za m?? za Jana Wilkowskiego, pracownika Dyrekcji Tramwajów konnych, pó?niej elektrycznych. Za wyprawy z domu, otworzy?a sklep opa?owy, zaopatrywali si? u niej w drzewo i w?giel drobni sklepikarze, kupcy, rzemie?lnicy. Józia pomaga?a w sklepie stoj?c za lad? i pomaga?a w domu. By?o to na ul. Freta na starym mie?cie. Tam w sklepie pozna? j? Pawe? Wojtaszek, którego zak?ad znajdowa? si? niedaleko. Ciocia Kostusia mia?a sze?ciu synów. Kiedy umar? jej m?? sama ich wychowywa?a. Kiedy ciocia Jadwiga siostra taty sko?czy?a podstawówk? w Rosochatem zabra?a j? do Warszawy. Jadwiga chodzi?a do szko?y handlowej, op?acali j? tatu? i Teodor i pomaga?a cioci w sklepie. Tam pozna?a swojego m??a Stanis?awa Kaczorka. Kiedy ciocia urodzi?a syna Wie?ka, zabra?a swoj? mam? Józi? do Warszawy. Mieszkali na ul. Zakroczymskiej. Prowadzili zak?ad pogrzebowy, który mie?ci? sie na Freta. Podczas powstania w 1944r. starówk? Niemcy zniszczyli, m??a cioci, Stanis?awa, zabili, babci? Józef? z wnukiem wzieli gdzie? do obozu ale pod Cz?stochow? transport zbombardowano a babcia z wnukiem schroni?a si? w jakiej? wiosce pod Cz?stochow?. Ciocia Jadwiga schroni?a si? nad Wis?? z jak?? grup? osób, ?o?nierze Ko?ciuszkowscy przewie?li ich noc? pontonem na Prag?. Chyba gdzie? w po?owie pa?dziernika, ciocia przyby?a do nas, zacz??a prac? w komendzie wojskowej w Czy?ewie, tam pozna?a Bia?ostoczanina Józefa Manala, wyjecha?a do Bia?egostoku, potem wysz?a za niego za m??. Prawie przez rok czasu poszukiwa?a swojej matki i syna. Z manalem mia?a syna i córk?. Zmar?a w wieku 47 lat na raka. Jej dzieci mieszkaj? w Bia?ymstoku. Syn Wiesiek zmar? nied?ugo po niej. Z Manalem prowadzi?a spó?k? budowlan?. Wiem ?e jej syn Zbyszek jest budowla?cem a córka Gra?yna nauczycielk?. Teraz kiedy pisz?, u?wiadamiam sobie ?e rodzina Godlewskich nie utrzymywa?a ze sob? zbyt bliskich kontaktów, ale wiem z w?asnego do?wiadczenia ?e rodze?stwo które rozjedzie si? w m?odo?ci utrzymuje te kontakty sporadycznie. Chocia? rodzina babci tak blisko mieszka?a nie znali?my ich, przynajmniej my dzieci. Czasami wpada? do nas Stanis?aw z Bie?k, wiedzia?am ?e to kuzyn. O drugim Marianie dowiedzia?am si? podczas dziwnego zdarzenia. W 1938r. w Rosochatem odbywa?y si? tzw. misje. Przyjechali ksi??a misjonarze, odprawiali nabo?e?stwa, g?osili p?omienne kazania, podczas których ludzie p?akali. Na pami?tk? tych wydarze? stoi przy wej?ciu do Ko?cio?a wysoki krzy?. M?odszy syn Piotra (brata babci) Marian by? bardzo uzdolniony muzycznie i uczy? si? w Warszawie w szkole muzyczniej. Kiedy by?y te misje, by? w domu u rodziców i przychodzi? do ko?cio?a. Którego? dnia gdy w ko?ciele ustawia?a si? procesja do wyj?cia podbieg? do m??czyzny trzymaj?cego krzy?, wyrwa? mu go z r?k i zacz?? ucieka? z ko?cio?a. Nie pami?tam jak to si? dalej rozegra?o. Wiem ?e by? to pocz?tek choroby psychicznej. Ciocia Kostusia za?atwi?a mu szpital psychiczny w Tworkach ko?o Warszawy. By? tam do samej wojny. Kiedy niemcy wkroczyli, rozwi?zano szpital, bo niemcy takich ludzi zabijali, a syn cioci przywióz? Mariana do rodziców do Bie?k. Wiele lat potem przypomnia?am babci o tym wydarzeniu, okaza?o si? ?e szko?a wytypowa?a go do jakiego? konkursu, on ?wiczy? po nocach i bardzo si? denerwowa?. Widocznie psychicznie nie wytrzyma? i tak pogrzeba? szanse na karier?.

    Dziadek Pawe? zmar? w roku 1928, babcia Józefa w 1953r. Dziadek Pawe? pochowany jest na cmentarzu w Rosochatem, babcia Józefa w Bia?ymstoku. Babcia Konstancja uratowa?a m?od? ?ydówk? z getta, zosta?a ona ?on? jej najm?odszego syna Bronka, zamieszkali we Wroc?awiu. Babcia Konstancja zmar?a w 1965r. Pochowana w Warszawie. Mia?a 95 lat.

    Historie i fotografie rodzinne

    Moja familia 001Fotografie Moja familia 001Dokumenty